poniedziałek, 25 lipca 2016

Ubaw po pachy, czyli Mo Willems – mistrz literatury dziecięcej

 
W wieku 28 lat odkryłam dla siebie nowego mistrza literatury dziecięcej. Dwie, zupełnie niepozorne książeczki wywróciły mój świat do góry nogami. Nic tak dobrego, oryginalnego i zabawnego już dawno nie czytałam. Mamy dopiero lipiec, a ja już wiem, ze to będą książki roku z gatunku literatura dla dzieci. Nie wiem kto mógłby odebrać Mo Willemsowi koronę, chyba jedynie zmartwychwstały Tuwim, ale jestem przekonana, że długo nie trafię na nic równie genialnego.

„Złamałem trąbę” i „Mieszkamy w książeczce” to tytuły, na które pewnie nie zwróciłabym uwagi, gdyby samowolnie nie wdarły się do mojego domu. Bo żyję w przekonaniu (błędnym jak się okazało), że fajna książeczka dla najmłodszych musi mieć fantastyczne ilustracje. A te u Mo Willemsa są wyjątkowo ubogie. Bo czy obrazki przedstawiające zaledwie parę głównych bohaterów i nic poza tym mogą być dla dzieci atrakcyjne? Słoń i świnka na białym tle? Nie, to nie może się udać. A jednak w bajkach Mo Willemsa rozchodzi się głównie o treść, którą dopełniają minimalistyczne ilustracje samego autora.

W książeczce „Złamałem trąbę” słoń Leon opowiada swojej przyjaciółce śwince Malince o tym jaka spotkała go straszna przygoda. Otóż Leon złamał sobie trąbę! Jak do tego doszło? Według słów samego poszkodowanego „To długa i pokręcona historia”. I faktycznie zaczyna się od zabawy z hipciem, a kończy… Nie, tego zdradzić nie mogę, ale gwarantuję, że będziecie zaskoczeni! Ja niemal popłakałam się ze śmiechu, a chwilę później, po ponownej lekturze chichrała się już cała rodzina.

Z kolei w tomiku „Mieszkamy w książeczce” Malinka i Leon orientują się, że są bohaterami bajki i zamieszkują książeczkę, którą aktualnie czytamy! Bohaterowie przeżywają szok, ale szybko wpadają na genialny pomysł jak wykorzystać tę sytuacje i trochę sobie z nas pożartować.


Dowcip Mo Willemsa bazuje na żartach sytuacyjnych. O tym, że Leon w przeciwieństwie do wyluzowanej i rozbrykanej Malinki wszystkim się przejmuje i zadaje dużo pytań dowiadujemy się z odwrotu okładki, bo poza konkretną akcją autor pomija wszelkie detale i ozdobniki. Nie próbuje czarować czytelnika, przedłużać opowieści dodatkowymi opisami, ale stawia na szybką, dynamicznie rozgrywającą się scenkę. I to wystarcza, bo w krótkiej wymianie zdań między bohaterami jest wszystko. Oryginalny pomysł i świetny dowcip. Poczucie humoru pan Willems ma genialne i nawet przy ponownej (i jeszcze kolejnej, i jeszcze, i jeszcze…) lekturze ten sam żart wciąż bawi, a czytelnik (a przynajmniej ja) nie może wyjść z podziwu, że coś tak prostego może robić tak gigantyczne wrażenie.

Krótko mówiąc zakochałam się w słoniu Leonie i śwince Malince! Mam nadzieję, że książeczki z ich przygodami będą ukazywały się regularnie, bo panie Willems i szanowna Babarybo ja proszę o więcej! Więcej zabawy, humoru i lekkiego dowcipu! Ja swój apel wystosowałam, a Wy marsz do księgarni po te dwa tomiki. Gwarantuję, że nie będziecie żałować! Tym bardziej Wasze dzieci :-) 

★★★
Mo Willems, Mieszkamy w książeczce (tyt. oryg. WE ARE IN A BOOK!), tłum. Marta Tychmanowicz, wyd. Babaryba, Warszawa 2015.

Mo Willems, Złamałem trąbę (tyt. oryg. I BROKE MY TRUNK!), tłum. Marta Tychmanowicz, wyd. Babaryba, Warszawa 2016.



6 komentarzy:

  1. Haha, faktycznie fajne książeczki, chętnie bym do nich zerknęła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę o nich pamiętać przy następnej wyprawie do księgarni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście nie zawsze bogate obrazki muszą być kwintesencją idealnej książki :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla ilulatków te książeczki będą najlepsze? 2-3?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że dwulatki nie załapią żartu, bo humor jest jednak dla nieco starszych dzieci, ale trzylatki powinny już być zachwycone :) Starszaki również :)

      Usuń