czwartek, 16 czerwca 2016

Poród w Oświęcimiu, czyli nie taki szpital straszny jak go malują

źródło


Od początku ciąży wiedziałam, że będę rodzić w oświęcimskim szpitalu. Co prawda opinie na jego temat są bardzo różnie, najczęściej negatywne, ale za tą placówką przemawiała najbardziej odległość. Szpital jest blisko więc miałam pewność, że jak tylko zacznie się akcja to zdążę dojechać, a w razie jakichkolwiek problemów ze mną czy z dzieckiem w ciągu 15 minut będą u mnie mąż lub rodzice.

Po niemal tygodniowym pobycie na oddziale położniczym muszę stwierdzić, że nie taki szpital straszny jak go malują. Jeśli ktoś oczekuje hotelu z basenem to będzie rozczarowany, bo sale aż proszą się o remont, a jedna łazienka z trzema prysznicami i dwiema toaletami to zdecydowanie za mało. Sale są sześcioosobowe, jednak panie położne starają się tak rozlokowywać pacjentki, żeby w każdym pokoju były maksymalnie trzy osoby, jeśli oczywiście warunki na to pozwalają. Jedzenie na oddziale nie jest złe, właściwie tylko raz obiad mi nie smakował. Wiadomo, że nie jest tak smacznie jak w domu, ale te kilka dni da się przeżyć, a porcje są na tyle duże, że rodzina nie musiała mi przynosić dodatkowego prowiantu. Co istotne na oddział nie są wpuszczane osoby postronne, więc mąż ani bliscy nie mogą wejść na sale. I dobrze, bo w trakcie tych pierwszych, najtrudniejszych dni połogu nikt nie kręci się po oddziale, a świeżo upieczona mama może uczyć się karmienia czy choćby wypoczywać bez skrępowania.

Ale tu nie o warunki chodzi, choć te tragiczne nie są, ale o czynnik ludzki, który w tak niezwykłym czasie jak poród i pierwsze chwile z dzidziusiem jest najważniejszy. Cały personel oddziału, czyli panie położne i panie salowe, to wspaniałe, ciepłe i sympatyczne osoby. Naprawdę byłam bardzo mile zaskoczona, że wszystkie panie z takim sercem podchodzą do pacjentek (no dobra, jedna jest miła, ale upierdliwa), są pomocne, uśmiechnięte i chętnie żartują. Potrafią stworzyć ciepłą atmosferę i dają poczucie bezpieczeństwa. Na oddziale noworodków panie położne również w większości są miłe (dwie z nich są niby uprzejme, ale chłodne i powściągliwe, żeby nie powiedzieć, że wredne), ale już nie tak bardzo jak na położniczym.

żródło
Sala do porodu rodzinnego jest duża i przestronna, wyposażona w nowe łóżko porodowe, wannę, worek sako i piłkę. Miałam nadzieję, że skorzystam z tych dobrodziejstw w trakcie porodu, ale niestety musiałam być podpięta do ktg i kroplówki, więc cały czas przeleżałam na łóżku. Od kilku miesięcy można w szpitalu skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego (wcześniej nie było takiej opcji), ale lista ewentualnych zagrożeń z tym związanych jest tak długa, że ja nie zdecydowałam się na znieczulenie, czego w trakcie porodu zdążyłam kilka razy pożałować, ale teraz jednak cieszę się, że wybrałam poród naturalny. Miałam ogromne szczęście, bo trafiłam na rewelacyjną położną, teraz z perspektywy czasu wiem jakie to ważne, żeby ta obca osoba budziła zaufanie, potrafiła dopingować i wspierać rodzącą. Również lekarz, który był przy narodzinach mojego synka okazał się dobrym profesjonalistą i sympatycznym człowiekiem (a nie wszyscy ginekolodzy w szpitalu tacy są). Ale i tak najbardziej się cieszę z tego, że był przy mnie mąż, który cały czas mnie wspierał i pomagał mi jak tylko mógł. Bez niego bym sobie nie poradziła.

Jeśli stan noworodka na to pozwala, to zaraz po urodzeniu maleństwo pozostaje z mamą w kontakcie skóra do skóry prawie przez dwie godziny. Pani położna pomaga dostawić dziecko do piersi, a neonatolog dokonuje pierwszej oceny dzidziusia na brzuchu mamy. Tak obiecywali na szkole rodzenia i tak faktycznie było. Przez cały ten czas szczęśliwy tata był razem z nami, a cały personel szpitala pozwalał cieszyć się pierwszymi wspólnymi chwilami w samotności, bez towarzystwa osób postronnych. Co jakiś czas pani położna zaglądała i dopytywała czy wszystko jest w porządku. Myślę, że miałam dobry poród (chyba go sobie wymodliłam :-)), taki który stał się niezwykłym wydarzeniem, a nie traumatycznym przeżyciem. Cały mój pobyt w szpitalu wspominam pozytywnie, więc jeśli zdecydujemy się kiedyś na rodzeństwo dla Ignacusia to z pewnością znów postawimy na oświęcimską porodówkę.  


14 komentarzy:

  1. Gratuluję! Warunki są o wiele mniej istotne niż personel. Człowiek jest zagubiony i przestraszony. Dobra położna czyni cuda. Cieszę się, że masz pozytywne wrażenia ☺dużo zdrówka dla Was.

    OdpowiedzUsuń
  2. To zdecydowanie - najtrudniejsza i najcudowniejsza chwila dla rodziny:) Dobrze, że byliście razem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tam warunki, dobrze, że opieka ok i poród udany, ciesz się teraz macierzyństwem. Zdrowia i siły!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę. O ile w moim szpitalu panie salowe i położne były ile, to pani doktor była wredna za nie wszystkie. Jak ktoś pierwszy raz rodzi, jest na sali porodowej to nie koniecznie chce od lekarza usłyszeć : "mam nadzieję, że pani szybko urodzi, bo mi się dzisiaj pracować nie chce". Jeśli chodzi o sale poporodowe miałam szczęście, bo leżałam w pojedynczej sali, na oddział mógł wejść każdy więc osobna sala dawała mi poczucie komfortu. Jeśli zaś o jedzenie chodzi, szpital spokojnie mógłby brać udział w akcji "Dałam życie, umrę z głodu"

    OdpowiedzUsuń
  5. Profesjonalna opieka na oddziale to naprawdę ważna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy to jest prawda czy jest mozliwosc w szpitalu w oswiecimiu dostac znieczulenie jesli tak moze ktos wie jak i ile wczesniej mozna sie starac o takie znieczulenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, od niedawna mają znieczulenie zewnątrzoponowe. Do mnie na początku porodu przyszła lekarka i przedstawiła taką możliwość. Inne dziewczyny mówiły że też tak miały, więc chyba tak to wygląda na co dzień😃

      Usuń
    2. Tak, od niedawna mają znieczulenie zewnątrzoponowe. Do mnie na początku porodu przyszła lekarka i przedstawiła taką możliwość. Inne dziewczyny mówiły że też tak miały, więc chyba tak to wygląda na co dzień😃

      Usuń
  7. WItam, czy w Oświęcimiu jest możliwość opieki położnej podczas porodu prywatnie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, musiałaś zabrać ubranka dla dziecka czy szpital ma swoje i mama potrzebuje ubranek dla malucha tylko na wyjście?
    Zazdroszczę pięknego porodu i liczę, że mój będzie podobny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba ubranek dla dzidziusia, bo szpital zapewnia. Tylko pampersy i kremik na pulpicie. Tylko na wyjście do domu miałam naszykowane ciuszki i mąż mi później przywiózł. Dla dziecka nic nie trzeba. Dodałam nawet listę rzeczy do spakowana, mam gdzieś na blogu, znajdziesz na pewno :) Trzymam kciuki za twój poród!!! Uściski :*

      Usuń
  10. Witam, jak to wygląda z odwiedzinami. Nawet mąż nie może wejść na oddział, choćby na korytarzu posiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może, to Pani musi wyjść do męża na korytarz. Wtedy dzidziusia oddaje się na oddział noworodków. Przy samych drzwiach można podjechać wózkiem i pokazać mężowi dziecko, niby nie wolno, ale położne udają, że tego nie widzą :)

      Usuń