wtorek, 3 maja 2016

Na ścieżkach wiary, nadziei i miłości – „Drogi Światła”, bp Grzegorz Ryś



Od jakiegoś czasu podczytuję sobie „Drogi Światła”. Wędrówkę po kolejnych przystankach zamieniam w refleksję i modlitwę. Wyciszam się, odnajduję w sobie nowe pokłady nadziei i nie mogę przestać się dziwić, że nigdy wcześniej nie spotkałam się  tym niesamowitym nabożeństwem.

Droga światła to nabożeństwo przypominające nieco drogę krzyżową. W tym przypadku również wędrujemy po czternastu stacjach rozważając wydarzenia opisane na kartach Pisma Świętego. Pierwsza stacja, choć w tym przypadku lepszym określeniem będzie chyba przystanek, związana jest ze zmartwychwstaniem Pana Jezusa, a ostatnia zesłaniem Ducha Świętego.  Gdzieś po drodze biegniemy z uczniami do pustego grobu, spotykamy Magdalenę, uciekamy do Emaus, bo wydawało nam się, że to wszystko będzie wyglądało inaczej, poznajemy Jezusa przy łamaniu chleba, razem z uczniami doświadczamy kolejnych spotkań ze Zmartwychwstałym, stajemy się świadkami Wniebowstąpienia, czekamy na łaskę Ducha Świętego.

Wędrując po drogach światła nie jesteśmy sami. Towarzyszy nam niezwykły przewodnik, ceniony rekolekcjonista, mądry, wrażliwy i wierzący (a to wcale nie zawsze jest takie oczywiste) duchowny – biskup Grzegorz Ryś. Ksiądz biskup z niesamowitą subtelnością i prostotą odkrywa przed czytelnikami tajemnicę mądrość i głębię kryjącą się za poszczególnymi stacjami. Jego rozważania skłaniają do medytacji, pozwalają na chwilę wyciszenia i przeżywania przeczytanych słów. Co ważne przemyślenia biskupa Rysia nie odnoszą się tylko do tego co było, ale są mocno zanurzone w codziennym życiu, w tym co dzieje się tu i teraz.

„Chcę zapamiętać Twoje dłonie. Chcę je mieć przed oczyma – zwłaszcza w takich chwilach, gdy mi się wydaje, żeś o mnie zapomniał, żeś mnie porzucił, albo że Cię zwyczajnie nie ma (przynajmniej: nie ma Cię w moim życiu). Gdy myślę, że to zło i cierpienie – a nie Twoja miłość – nigdy się nie skończą.”

„Drogi Światła” to zestaw pięciu maleńkich książeczek zawierających rozważania biskupa Rysia z różnych lat. Mogłoby się wydawać, że to lektura idealna na teraz, na okres wielkanocny, ale tak naprawdę na drogę światła powinno się wracać przez cały rok. W przeciwieństwie do drogi krzyżowej, droga światła ma wydźwięk optymistyczny, wszystko co złe już się stało, Jezus powstał z martwych, teraz wystarczy otworzyć serce na ten najważniejszy cud i trwać razem z Nim w radości. Pozwolić, aby mógł zdziałać cuda w naszym życiu. A to wcale nie jest takie proste, bo często wymaga pójścia pod prąd, wyrzeczeń i serca na dłoni. Ale dzięki tym małym i niepozornym tomikom w chwilach zwątpienia możemy wciąż na nowo okrywać w sobie niewyczerpane pokłady wiary, nadziei i miłości. Niewiele jest takich książeczek, tym bardziej „Dróg Światła” zwyczajnie nie można przegapić.

„Wiele razy jestem zmęczony nie tylko swoim grzechem, ale także słuchaniem o tym, że mogę z niego powstać. Sam już nie wiem, co mnie bardziej przeraża: czy śmierć, w której tkwię (i którą jakoś oswoiłem), czy perspektywa możliwej odmiany i przewrotu w życiu. Od czego chcę bardziej odpocząć: od wyrzutów sumienia czy od wezwania do nawrócenia?
Najlepiej: od jednego i od drugiego! Gdyby się tylko dało! Zanurzyć się w ciepłym basenie, odurzyć gorącą wodą, odsunąć od siebie decyzje. Uciec od siebie, od Ciebie, od potrzeby wyboru. Nie dałeś im uciec. Dopadłeś ich na drodze do pozornych rozwiązań.
Nie daj i mnie uciekać. Znajdź mnie na mojej drodze do Emaus. Zabierz mi z serca przerażenie na myśl, że zmartwychwstałeś. Że życie zaczyna się na nowo: Twoje i moje.”

★★★
Grzegorz Ryś, Drogi Światła, wyd. eSPe, Kraków 2016.

4 komentarze:

  1. Warto jest poczytać i posłuchać mądrych duchownych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, szczególnie, że jest ich coraz mniej :)

      Usuń
  2. Ja też dopiero niedawno dowiedziałam się o tym nabożeństwie. Jakiś czas temu był o nim artykuł w Gościu Niedzielnym. Dziwne że nie jest zbyt popularne bo przecież to taka "naturalna" kontynuacja przeżywania śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dlatego jestem w szoku, że nie takie nabożeństwo nie jest popularne. Gdzieś w większych miastach miastach pewnie może się z nim spotkać, ale u mnie na wsi jest zupełnie nieznane.

      Usuń