piątek, 29 kwietnia 2016

Jak se przyszłaś, to se stój, czyli o życzliwości dla kobiet w ciąży



Podobno kobiety w ciąży mają specjalne przywileje. Podobno wzbudzają uśmiech i ciepłe skojarzenia. Podobno… bo z życzliwością dla ciężarnych bywa różnie, a z moich osobistych obserwacji wynika, że jest naprawdę kiepsko.

Prawdę powiedziawszy przez całą ciążę nie oczekiwałam specjalnego traktowania. Jeśli czułam się dobrze, to wybierałam się z mężem na zakupy, do kina, restauracji. Jeśli nie, to zostawaliśmy w domu. Nie miałam zachcianek, że ktoś powinien roztrząsać się nad moim stanem, no może mąż, ale w końcu rozchodzi się o jego rodzinę, więc niech  się chłopak stara. Ale teraz, kiedy do porodu zostały mi tylko dwa tygodnie, a ja już ledwie się kulam, to miło by było, gdyby ktoś obcy okazał mi trochę serca. A tu niestety znieczulica jest ogromna.

Scenka 1 – apteka
Wracając od lekarza wstąpiłam do apteki. Najtańszej w mieście. Oczywiście kolejka ogromna, sami emeryci, a z takimi ciężarna nie ma żadnych szans. Stoję grzecznie i czekam w kolejce, po chwili czuję, że grawitacja działa, Mały się wierci, a mój pęcherz zaczyna domagać się opróżnienia. Ale cóż zrobić, skoro przede mną jeszcze jakieś 6 osób, wszyscy widzą, chociaż udają, że nie widzą mój spory i nie dający się ukryć brzuch. W czterech okienkach młode farmaceutki co jakiś czas zerkają ukradkiem, ale żadna nie reaguje, żadna nie zwróci uwagi, żeby może przepuścić panią w ciąży.  Przyszła, to niech stoi.

Scenka 2 – supermarket
Pojechałam z nudów do marketu jako osoba towarzysząca rodzicom. W samochodzie zorientowałam się, że właściwie zapomniałam kupić tego po co przyszłam, więc wróciłam do sklepu. Zabrałam z półki dwa koszyczki i stanęłam w kolejce do kasy. Nic więcej nie miałam w rekach, przede mną dziewczyna wypakowywała na taśmę gigantyczny kosz pełen towaru. Mama specjalnie, trochę głośniej niż powinna, zażartowała: „Może cię ktoś puści z tymi dwoma koszyczkami?” Dziewczyna odwróciłam głowę, zmierzyła mnie z góry na dół i wróciła do swoich zakupów.

Scenka 3 – przychodnia
Wybrałam się na kolejne badania krwi, oczywiście z samiuteńkiego rana, jeszcze przed godzinami przyjęć, ale na korytarzu już czekało mnóstwo ludzi. Połowę z nich znam, bo to przecież mieszkańcy mojej wsi. Większość nawet nie odpowiedziała na moje „dzień dobry”, chyba się bali, że będę się chciała wcisnąć w kolejkę. Tylko dwie miłe panie, mniej więcej w wieku mojej mamy, ustąpiły mi miejsca na ławce, żebym nie musiała stać przez najbliższe 40 minut, bo właśnie tyle czekałam na pobranie krwi.

Scenka 4 – biblioteka
Pod koniec 8 miesiąca uczestniczyłam w spotkaniu autorskim z Mariuszem Szczygłem. Czułam się dobrze i na siłach, więc się wybrałam. Zabrałam nawet dwa tomiki, żeby zdobyć autograf. Po spotkaniu większość publiki rzuciła się w kierunku reportera i szybko utworzyła się długaśna kolejka. Przede mną stały same kobiety (oczywiście wszystkie oczytane i kulturalne, a przynajmniej tak sugerowałaby sceneria), ale żadna nie zareagowała. Pracownicy biblioteki (w różnym wieku i z różnych stanowisk, tych wyższych również) zerkali na mnie co jakiś czas, ale nikt nie zaproponował, żeby przepuścić mnie w kolejce. Kiedy odstałam swoje i w końcu dotarłam do pisarza, ten zapytał mnie czy to nie jest tak, że kobiety w ciąży mają pierwszeństwo w kolejkach. Okazuje się, że niestety nie.

Właściwie nawet nie mam pretensji, tylko trochę mi przykro, kiedy widzę spojrzenie mówiące: „jak dałaś radę przyjść to se teraz stój, a jak nie dasz rady stać, to trza było w domu siedzieć”. Wydaje mi się, że w takim myśleniu tkwi cały problem, bo przecież ciąża to nie choroba, a skoro ciężarna już się gdzieś wybierze, to znaczy, że może czekać razem ze wszystkimi. I nie ważne czy to miasto, czy wieś. Czy w danym momencie czeka się w sklepie, na poczcie, czy aptece, bo wszędzie mentalność jest ta sama. I tylko w kościele zdarzyło się, że inne kobiety natychmiast się poprzesuwały, żeby zrobić mi miejsce. Tak sobie myślę, że może ludzie byliby nieco wrażliwsi, gdyby pracownicy w danym miejscu, czyli teoretycznie ludzie, którzy mają jakąś władzę, potrafili zareagować i zwrócić uprzejmie uwagę, grzecznie zaproponować, żeby przepuścić panią w ciąży. Przypuszczam, że odzew byłby pozytywny. A przynajmniej chciałabym wierzyć w to, że ludzie nie są wredni tak po prostu, dla zasady.

24 komentarze:

  1. Ja to w zasadzie nie wiem co napisać na taki post. Chamstwo niestety w narodzie jest coraz powszechniejsze i nic się z tym chyba nie da zrobić, no bo skoro dzieci są tak wychowywane...niedawno w tramwaju obserwowałam taką scenkę, jak wsiadła starsza pani (ale naprawdę starsza) i stanęła obok dzieciaka, na oko 10-letniego... oczywiście jej nie ustąpił. Dodam, że dzieciak był z rodzicami, którzy też siedzieli... no więc skoro rodzice tak wychowują, to tak potem mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nikt nie uczy dzieci szacunku, więc trudno później wymagać cudów. Nawet ze zwykłym "dzień dobry" ze strony dzieciaków coraz rzadziej można się spotkać, zresztą dorośli też raczej udają, że się nie znają, więc skąd te maluchy mają brać przykład.

      Usuń
  2. moge tylko jedno napisac: o matko....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko z dzieckiem :D i to już całkiem ciężkim do noszenia :D

      Usuń
  3. Chyba nie ogarniam tego świata, czy naprawdę ludzi zbawi te kilka minut dłużej, które spędziliby w kolejce, przepuszczając ciężarną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej tak, bo dziś każdy się wszędzie spieszy :)

      Usuń
  4. Ja trochę z innej bajki... Widząc kobietę w ciąży, która nie miała specjalnie dużo zakupów, pewnie tak jak ty po coś wróciła, przepuściłam ją. Tutaj nagana osób czekających w kolejce przeszła i na mnie - bo przepuściłam. Pomruki były, ale ludzie jak nie my to kto. Czasem trzeba przypomnieć innym, że nie są sami na świecie. A przypadki opisane przez ciebie to już raczej norma, przykra, ale norma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, okaż komuś serce, to zaraz spotkasz się z niezadowoleniem innych. Ale następnym razem ci ludzie, którzy byli za Tobą w kolejce może dwa razy się zastanowią i sami będą dla kogoś mili :)

      Usuń
  5. Tak mi się skojarzyło, że kobiety w ciąży wzbudzają uśmiech chyba tylko w ...Rossmannie (bo tam mają bardzo wyraźnie zaznaczone pierwszeństwo) i chyba tylko... kasjerek. Taka mała złośliwość w kierunku ludzi, o których piszesz. O czasach, gdy ciąża była traktowana jako "stan błogosławiony" - sugerując się Twoimi przykładami, trzeba stwierdzić, że chyba minęły. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rossmanie panie kasjerki faktycznie reagują i chwała im za to :) Niby taki wymóg firmy, ale zawsze to miło :)

      Usuń
  6. Przez całe 9 miesięcy nikt mnie nie przepuszczał - nawet w Rossmannie, gdzie wszędzie widoczne są plakietki jakoby dla ciężarnych było pierwszeństwo. Jeszcze rozumiem pierwsze 6 miesięcy, kiedy brzucha w ogóle nie było widać, ale później już był okrąglejszy, więc chyba nietrudno domyślić się, że to nie ciąża spożywcza. Przyznam szczerze, że czasami wracam do domu i płakałam - trochę przez hormony, a w większości przez tę znieczulicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie w Rossmanie od razu zawołano do kasy, ale z apteki wracam zawsze tak wkurzona, że idę tam tylko w ostateczności. Niby drobiazg, a jednak jak hormony szaleją, to taka bzdura potrafi wyprowadzić z równowagi.

      Usuń
  7. To smutny obraz naszej kultury osobistej, niestety. Szkoda, że zapominamy o zwykłej życzliwości na co dzień, bo świat byłby mniej szary...
    Jak ten czas leci... Dwa tygodnie? To teraz już z górki! Trzymam kciuki i dużo zdrowia (także w kolejkach) życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zleciało ekspresowo! Sama nie mogę w to uwierzyć! A teraz już siedzę jak na szpilkach, bo może mnie zebrać w każdej chwili :D

      Usuń
  8. To rzeczywiście przykre...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest mi przykro w Twoim imieniu. Emeryci, kuźwa, którzy potrafią stać pod kościołem plotkując przez dobrą godzinę, a do przychodni przychodzą wcześniej, bo im się nudzi, no ale im się NALEŻY pierwszeństwo z racji wieku... Miałabym ochotę czasem powiedzieć takim (i nie tylko im, wszystkim chamom) coś do słuchu, naprawdę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama prawda, stać nie może, ale do tramwaju to biegną, żeby tylko mieć miejsce, zawsze mnie to wkurza, aczkolwiek ja w ciąży nie doświadczyłam nigdy takiego olewania, jakoś tak moze dobrze trafiam na ludzi, że zawsze mnie przepuszczali:)

      Usuń
    2. Widocznie w okolicach Magdy są milsi ludzie :) Mnie olała nawet pani w lokalnym sklepie, która mnie zna całe życie. Poszłam po coś, dwie panie obsługiwały, a jak się im rozładowała kolejka i została klientka przede mną i ja, to zamiast mnie zawołać do kasy, to ta sobie poszła towar na półce układać. No jawne olewanie... Przykro mi się zrobiło i tyle.
      A w aptece to można zejść na zawał, bo starsi ludzie to kupują te leki jak cukierki. Czy są im potrzebne czy nie. Bo co na receptę to na receptę, ale do tego biorą cały wór różnych suplementów i jeszcze potrafią dopytywać o skład, szukać zamienników itd. Najbardziej rozbroiła mnie pani wołająca luteinę, na półce stało pięć rożnych pudełek z luteiną, więc farmaceutka zaczęła dopytywać którą. Na to pani "No tą z okiem na opakowaniu". Chyba nie muszę dodawać, że na każdym pudełeczku było oko... :D

      Usuń
  10. Mnie w ciąży udało się unikać kolejki tylko w Rossmanie i to dzięki życzliwości kasjerek :) Cale szczęście, że maleństwa potrafią kruszyć zatwardziałe ludzkie serca i teraz doświadczamy więcej uprzejmości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w Rossmanie zostałam miło potraktowana :) Dobrze, ze masz grzecznego synka, bo jakby zaczął płakać, to pewnie zaraz by komuś życzliwemu zaczęło malutkie dziecko przeszkadzać...

      Usuń
  11. Nie ma co mieć złudnych nadziei, że ludzie nie są wredny - SĄ, czasami z taką satysfakcją w oczach, że na prawdę zastanawiam się czy ich ktoś przypadkiem nie skrzywdził w życiu ? Uff no tak charaktery są różne, wychowanie w domu i owszem kolosalna różnica, a i te coś wredne w sobie niektórzy mają.
    Będąc w ciąży nikt się nade mną nie rozpieszczał, wręcz przeciwnie, tylko dzisiaj otworzyłam na tyle oczy, że ,,Jak Kuba - Bogu, tak Bóg - Kubie" i dzisiaj codziennie to powtarzam.
    To, że wyszłaś i dobrze się czułaś przecież LOGICZNE nie oznacza, że samopoczucie nie mogło się zmienić. Jak ja sobie wspomnę to mój nastrój i samopoczucie zmieniały się czasami bardzo szybko.... sama byłam zdziwiona. Ciąża to nie choroba - ale podwójne wyzwanie.
    Pozdrawiam
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń