wtorek, 12 kwietnia 2016

Człowiek jest jednak śmiertelny – „Zawsze nie ma nigdy”, Jerzy Pilch, Ewelina Pietrowiak


Prozy Jerzego Pilcha nie da się czytać. A przynajmniej ja nie potrafię. Próbowałam wielokrotnie i poległam. Nawet przy opowiadaniach nie potrafię wytrwać. Czytam później kolejne entuzjastyczne recenzje nowych i trochę starszych książek Pilcha i zgrzytam zębami. Bo ja też chciałabym się zachwycić! Bo przecież taki z niego inteligentny i błyskotliwy facet. Każdy z nim wywiad pożeram łapczywie i nadziwić się nie mogę, że w prozie nie widzę tych błysków i olśnień. Aż w końcu się doczekałam. Książka – ideał. Pilch w najlepszej dla mnie odsłonie, czyli rozmowie!

„Zawsze nie ma nigdy”, bo o tej publikacji mowa, stanowi zapis rozmów Jerzego Pilcha z Eweliną Pietrowiak. Zawsze miło posłuchać, w tym przypadku poczytać, jak ktoś mądrze mówi, dlatego cały wywiad rzekę czyta się z przyjemnością i satysfakcją. Choć zwierzenia Pilcha nie zawsze można zaliczyć do przyjemnych. Jednak Ewelina Pietrowiak jest taktowną rozmówczynią, a przede wszystkim osobą bliską pisarzowi (co można wyczuć już od pierwszej strony), dlatego nie naciska za bardzo i pozwala autorowi „Bezpowrotnie utraconej leworęczności” na kierowanie rozmową, stawianie granic i zachowanie swoich tajemnic.

Z rozmów prowadzonych przez Pilcha i Pietrowiak wylewa się całe mnóstwo uczuć. Pisarz jest ironiczny, zdystansowany, nawet melancholijny, a momentami krępująco szczery, szczególnie w momentach kiedy opowiada o trudnych relacjach rodzinnych. Pilch sypie anegdotkami, na szczęście nie politykuje zbyt wiele, opowiada o literaturze, przyjaźniach, miłościach, miastach, w których mieszkał. A gdzieś pod tym wszystkich kryje się żal, że mimo wszystko człowiek okazuje się śmiertelny. Że może życie nie ułożyło się tak jak powinno, a teraz jest już odrobinę za późno na wielkie rewolucje.

Przyznam, że właśnie refleksyjne fragmenty podobały mi się najbardziej, chociaż trochę mnie dziwi, że tyle czasu zajęło Pilchowi zrozumienie, że nie jest nieśmiertelny. Ja już od kilku lat żyję z poczuciem, że jutra może nie być, a pisarz sprawia wrażenie zdziwionego, jak gdyby dopiero choroba wyrwała go z letargu i postawiła pod ścianą. Nie zmienia to faktu, że „Zawsze nie ma nigdy” to wyjątkowo smakowity kąsek nie tylko dla fanów Pilcha, ale wywiadów w ogóle. Z pewnością ta publikacja to jedna z najlepiej przeprowadzonych rozmów jakie ostatnimi czasy czytałam. Aż żal mi było oddawać książkę do biblioteki.

PS
Na zachętę garść cytatów:

„Mój ojciec miał bibliotekę zajmującą jedną całą ścianę, on, być może bezwiednie rozbudził we mnie miłość do książek. Kiedyś oświadczył mi, że jeśli będę miał ochotę na jakąkolwiek książkę, to on, choćby miał pożyczyć, zdobędzie kasę.” (s. 7)

„W pisaniu niesłychanie lubię rękodzieło, to znaczy pisać ręcznie piórem na papierze. Musisz mieć pióro, papier, atrament, notatnik, drugie pióro, trzecie. Cały szereg rezerwowych notatników. Lubię pióro Pelikan, stalówkę BB, czyli najgrubszą, jaka jest, lubię wytworne, eleganckie notesiki, które przyszły razem z niepodległością do Polski, i bardzo je sobie chwalę, zawsze byłem wielkim amatorem galanterii papierniczej. A ołówki? Moje ręce są w różnym stanie, czasem trudniej jest pisać wiecznym piórem, łatwiej ołówkiem, dlatego mam je w pogotowiu. Ołówek musi być zaostrzony. Trzydzieści dziewięć ołówków to jest prawie wieczność – wyobraź sobie, że wypiszesz trzydzieści dziewięć ołówków. Jak masz je na biurku, dają gwarancję długiej perspektywy życiowej.” (s. 31)

„Przeczytałem gdzieś też, że na parkinsona nie chorują palacze: trzydzieści lat palenia psu w dupę! Tylko dlatego paliłem, żeby nie dostać parkinsona, a dostałem!” (s. 71)

★★★
Jerzy Pilch, Ewelina Pietrowiak, Zawsze nie ma nigdy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że wywiad Ci się podobał. Jeśli będziesz kiedyś miała ochotę - spróbuj po tej rozmowie sięgnąć po "Moje pierwsze samobójstwo" lub "Dzienniki" Pilcha. Zobaczysz, że jego proza będzie smakowała teraz zupełnie inaczej. Swoją drogą - nie wydaje mi się, żeby pisarz dopiero teraz zdał sobie sprawę ze swojej śmiertelności. Choroba sprawiła, że teraz bardziej ją akcentuje. To nie jest tak, że temat pojawił się dopiero przy okazji tej książki.
    Poważne tematy jak na tę chwilę:) Pozdrawiam mamusię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podobał! "Moje pierwsze samobójstwo" mam i chyba muszę do niego wrócić, może teraz wciągnie mnie bardziej niż przed laty :)
      A poważne tematy zawsze są w cenie, a już te dotyczące życia i śmierci lubię najbardziej, jakkolwiek makabrycznie to brzmi :) Ściskam z całych sił! :*

      Usuń
  2. Ja też od zawsze żyję ze świadomością, że jutra może nie być, że może nie być bliskich, a nawet obcych. Życie przecież co chwilę zaskakuje, szokuje informacjami, że kogoś zabrakło.
    Czy na książkę Plicha mam ochotę? Sama nie wiem. Też słyszałam wiele dobrego, ale wątpię, że mnie by zachwycił :)

    OdpowiedzUsuń