wtorek, 5 kwietnia 2016

Czeski pokój, spokój i wkurzony pisarz - „Aleja Narodowa”, Jaroslav Rudiš



Najnowsza powieść Jaroslava Rudiša, mojego najukochańszego czeskiego pisarza, już stała się dla mnie książką roku 2016. Może trafię jeszcze na lepsze tytuły niż „Aleja Narodowa”, ale z pewnością żaden z nich nie będzie tak wyczekany i czytany z większym entuzjazmem. Bo to przecież Rudiš! Jedyny, niepowtarzalny i nie dający się porównać z żadnym innym pisarzem.


„Adolf Hitler uratował mi życie.
Wiem, co chcesz powiedzieć. Ale nie mów nic.” (s. 9)

Od tych słów główny bohater „Alei Narodowej” rozpoczyna swoją opowieść-monolog. Vandam, tak jak ten aktor, bo robi dwieście pompek, twierdzi, że nie jest narodowcem, ale prawdziwym facetem i ostatnim prawdziwym Czechem. Wbrew pozorom Vandam nie jest napakowanym tępakiem, ale całkiem rozsądnym facetem, który wie, że pokój jest tylko przejściowym stanem, po którym znów przyjdzie jakaś wojna, dlatego człowiek musi być gotowy do walki. Dlatego jeśli zajdzie taka potrzeba będzie on walczył i bronił swojej małe ojczyzny, kawałka ziemi, na którym stoi jego osiedle. Brzmi trochę niepoważnie? Faktycznie, ale z czasem te pozornie błahe wątki zaczynają układać się w zaskakująco mocną całość.

Tytułowa Aleja Narodowa ma charakter symboliczny, bo to właśnie tam w 1989 r. odbyła się pokojowa demonstracja studentów, która została brutalnie stłumiona przez policję, co doprowadziło do rozpoczęcia Aksamitnej Rewolucji. Wszyscy bohaterowie zgodnie przyznają, że byli wtedy na miejscu. Vandam twierdzi, że on pierwszy zadał cios, ale prawda, która wychodzi na jaw jest nieco odmienna (zarówno jeśli chodzi o Vandama, jak i pozostałych bywalców knajpy). Tym samym Rudiš pije do swoich rodaków, wytyka im zakłamanie, mylnie pojmowany patriotyzm, brak jakichkolwiek konkretnych poglądów i stanie w nieustannym rozkroku, tak, żeby dogodzić wszystkim i nie narazić się nikomu.

Można odnieść wrażenie, że Rudiš pisał swoją powieść maksymalnie wkurzony na swoich i na cały świat. Bo dostaje się nie tylko Czechom, zajadającym się knedlikami, popijającym piwo i wykręcającym się czeskim humorem, ale i nam wszystkim. Nam żyjącym w postkomunistycznej rzeczywistości, zapatrzonym w kapitalizm, zajętych konsumpcjonizmem. Nie stać nas już na głębszą refleksję. Nawet jeśli gdzieś tam pojawia się miłość, to jest trochę pokraczna, odarta z czułości i romantyzmu. Jak wszystko, jak współczesny nam świat.

„Aleja Narodowa” w mojej opinii nie jest najlepszą powieścią Rudiša. „Koniec punku w Helsinkach” i „Cisza w Pradze” zrobiły na mnie o wiele większe wrażenie, mocno chwyciły za serce i natychmiast wskoczyły do grona książek ulubionych, tych, do których warto wielokrotnie wracać. Ale muszę przyznać, że żadna wcześniejsza powieść czeskiego pisarza nie była tak mocna, sugestywna i zaskakująca. Można w niej odnaleźć typowe dla Rudiša motywy, bo wciąż gdzieś tam czai się przewrotny humor, a Vandam swoim oderwaniem od rzeczywistości przypomina mi trochę Olego i Fleischman, ale bez ich budzącej czułość wrażliwości.

W swojej najnowszej powieści Jaroslav Rudiš nakręca spiralę, w którą wpada się z łatwością. Strony same uciekają spod palców, a coraz bardziej nabuzowany i wkurzony czytelnik dociera do zakończenia, które totalnie zmienia odbiór całej opowieści Vandama. Właśnie końcówka jest najmocniejsza i najbardziej wytrącająca z równowagi. Kawał świetnej roboty! I tylko jedno nie przestaje mnie denerwować. Dlaczego, ach dlaczego, „Aleja Narodowa” ma tylko nieco ponad 160 stron? Przecież tak się nie robi! Pozostaje mi jedynie popyskować na czeskiego pisarza i się zamknąć. Bo nie ważne na ilu stronach, ale Rudiš jak zwykle pokazał klasę i udowodnił, że jest świetny w tym co robi.

★★★ 
Jaroslav Rudiš, Aleja Narodowa (tyt. oryg. Národní třída), tłum. Katarzyna Dudzic-Grabińska, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

3 komentarze:

  1. Nigdy nie czytalam żadnej ksiazki autorstwa Czeskiego pisarza wiec to jest najciekawszy aspekt.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak mało stron a taka treść :). Chętnie poznam.

    OdpowiedzUsuń
  3. I znów kusisz, a ja jeszcze nic nie czytałam tego autora. Ta powieść naprawdę mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń