środa, 16 marca 2016

o jutro mnie nie pytaj… - „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”, Cezary Łazarewicz


Kilka lat temu, kiedy przeżywałam fascynację osobą ks. Jerzego Popiełuszki (wtedy jeszcze zwykłego obywatela Nieba, a nie błogosławionego) po raz pierwszy usłyszałam o Grzegorzu Przemyku i Barbarze Sadowskiej. Ich losy splecione z historią księdza zainteresowały mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać. Trafiłam na wiersze, później był reportaż Wojciecha Tochmana „Pierwsze czereśnie” z tomu  „Schodów się nie pali”. Ale to wszystko, to były jedynie strzępki, niewielkie kawałeczki, które aż się prosiły, żeby powiedzieć na temat tragedii matki i syna coś więcej. Dopiero Cezary Łazarewicz miał odwagę, żeby w reportażu „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” opowiedzieć o zbrodni, która nie doczekała się sprawiedliwego wyroku. Ta historia czekała na Łazarewicza. A ja czekałam na tę książkę.

Grzegorz Przemyk był bez wątpienia chłopcem wyjątkowym. Młodym gniewnym, który wyraźnie odstawał od otoczenia. Dobrze zapowiadającym się poetą. Wspominając go wszyscy używają ładnych przymiotników – utalentowany, niezwykły, dobry, sympatyczny, lubiany. Jego wiersze mówią same za siebie. Ale pomimo artystycznej aury, którą wokół siebie tworzył Grześ był też zwykłym młodym człowiekiem ze zwykłymi marzeniami. Chciał kochać, biegać na randki ze swoją dziewczyną, pić wino z kolegami, bawić się, iść na studia. Jak każdy kto z nadzieją i beztroską powoli wkracza w dorosłość. Życie stało przed nim otworem aż do feralnego dnia 12 maja 1983 r.

Pech? Przypadek? Zaplanowana akcja? Chcieli tylko pobić czy może zabić? Jak było naprawdę? Cezary Łazarewicz krok po kroku opisuje przebieg dwóch tragicznych dni od momentu kiedy Grzesiek wstał z łóżka, przez szczeniackie wygłupy z kolegami, pobicie na posterunku, pobyt w szpitalu, aż do śmierci. Podobno lekarz płakał podczas operacji, bo wnętrzności chłopca były tak zmasakrowane. Później jest płacz matki i pogrzeb, który zamienia się w wielką manifestację. Ale złożenie Grzesia do grobu nie jest końcem tej historii, ale początkiem walki o prawdę i sprawiedliwość. Walki bezsensownej i z góry skazanej na porażkę.

Informacje związane z brutalnym postępowaniem milicji i bezsensowną śmiercią Grzegorza Przemyka ukazują się w mediach na całym świecie. Polska prasa i telewizja milczą. Historia chłopca przekazywana jest jedynie pocztą pantoflową. Sprawa wydaje się prosta. Są świadkowie zdarzeń na Placu Zamkowym i komendzie milicji, są ekspertyzy lekarskie, zeznania sanitariuszy z karetki, opinie ekspertów. Jednak proces ciągnie się w nieskończoność, a w sprawę, tak pozornie błahą i nieistotną z perspektywy władz, zaczynają się wtrącać najważniejsi ludzie w państwie - Jaruzelski, Kiszczak, Urban. Kłamstwa związane ze śmiercią Grześka zaczynają żyć własnym życiem.

Bo „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” to przede wszystkim opowieść o kłamstwie (zgodnie ze stwierdzeniem Goebelsa: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”) i hipokryzji władz komunistycznych. O oszustwach, przemilczeniach, dezinformacji i manipulacjach. O przerażeniu i kozłach ofiarnych. O powolnym, ale konsekwentnym zabijaniu prawdy. O walce z garstką ludzi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy i upominać się o sprawiedliwość. A co najsmutniejsze o wielkiej klęsce tych ostatnich i wielkiej klęsce prawdy, bo komunistyczne kłamstwa przetrwały i nawet w wolnej Polsce winni nie zostali ukarani.

Cezary Łazarewicz snuje swoją opowieść w sposób wyważony i spokojny. Bez niepotrzebnych sugestii i zbyt wielu słów. Nie ocenia, nie oskarża, nie rozdziera szat na piersi. Kontroluje własne emocje, zachowuje dla siebie przemyślenia. Jest tylko konkret i fakty, które udało mu się uporządkować. A jednak trudno mówić, pisać, a nawet myśleć o historii Grzesia Przemyka bez emocji. Już pierwsze strony reportażu wystawiają nerwy czytelnika na poważną próbę. Kotłujące się emocje sięgają zenitu, a wszystkie buzujące w odbiorcy uczucia nie wyciszają się ani na moment. Dlatego lektura „Żeby nie było śladów” może być wyczerpującym doświadczeniem. Mnie ten reportaż zmiażdżył emocjonalnie. Straszne to wszystko o czym pisze autor. Przerażające i niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, nie tylko fanów gatunku.

★★★
Cezary Łazarewicz, Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka, wyd. Czarne, Wołowiec 2016. 



13 komentarzy:

  1. Wstrząsająca, makabryczna sprawa. Mam tę książkę w planach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie, bo warto. Jestem pewna, że nie będziesz żałować :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą, że to lektura obowiązkowa dla wszystkich. Niełatwa i bardzo pesymistyczna, ale świetnie opisująca to, co działo się tak niedawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momentami aż trudno w to wszystko uwierzyć, a już najbardziej rozczarowujący jest ten ostatni proces... Nie ma sprawiedliwości na świecie, nigdy nie było i już chyba nie będzie.

      Usuń
  3. Może kiedyś się skusze, ale obecnie mam supro zaległości :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zaległościach nawet mi nie mów :D Piętrzą się na półce i zerkają z wyrzutem :)

      Usuń
  4. Tematyka zdaje się być bardzo smutna, ale i mocno prawdziwa. Nie słyszałam wcześniej o Grzesiu Przemyku, ale dzięki Twojej recenzji wiem, że mogę liczyć na bardzo emocjonalną i wartościową lekturę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością się nie rozczarujesz! Już sam styl Łazarewicza jest świetny, a tematyka wstrząsająca. Polecam z całego serca :)

      Usuń
  5. Przerażająca historia, zatem po książkę muszę sięgnąć, tym bardziej, że wydawnictwa Czarne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmuszam, ale przeczytaj koniecznie :D Warto!

      Usuń
  6. Przejmująca historia. Frapująco ją przedstawiłaś...

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, bardzo bardzo chcę przeczytać! Ta historia jakoś mnie tak koli i kuje, więc wiem, że wyszedł z tego dobry reportaż. Podoba mi się to, że wydawnictwa drukują takie historie coraz częściej (np. Dowody na Istnienie i ich "Nie oświadczam się").

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowałaś mnie tą książką, tym bardziej, że losy ks. Popiełuszki są mi znane i też mnie interesują. Muszę koniecznie zapoznać się z tematem, dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń