środa, 30 marca 2016

Melodia starych skrzypiec – „Oberki do końca świata”, Wit Szostak



Lubimy z mężem wspominać nasze dzieciństwo. Opowiadamy sobie o wsiach, na których dorastaliśmy, o szczeniackich zabawach, o babciach i dziadkach, których już nie ma i o najprostszym szczęściu. Wciąż młodzi, wciąż przed trzydziestką tęsknimy za tym światem,  który już przeminął. Czasami narzekamy jak starcy, bo wieś, na której mieszkamy niczym nie przypomina wiosek z naszego dzieciństwa. Szukam minionego nie tylko we własnych wspomnieniach, ale i w książkach. Najchętniej u Stasiuka i Myśliwskiego. Ostatnio znalazłam u Wita Szostaka. Ten sam zapach, rytm ziemi, dźwięk, który kołacze się w sercu.

„Oberki do końca świata” to nostalgiczna opowieść o wiejskich muzykantach. Wit Szostak czerpie garściami z nurtu literatury chłopskiej, ale bohaterami jego opowieści nie są ludzie żyjący z pracy na roli. Wydawać by się mogło, że rodzina Wichrów niekoniecznie nadaje się do życia na wsi. Obdarzeni ogromnym talentem muzycznym, przechodzącym naturalnie z ojca na syna, zupełnie nie pasują do wiejskiej rzeczywistości. Chłoną otaczający ich świat, a to co widzą, czują i czego doświadczają zamieniają w muzykę, ręce mają spracowane od ciężkiej doli grajka, ale ziemią nie potrafią się zająć.

Motywem wyjściowym całej powieści jest miłość braci Wichrów do tej samej dziewczyny. Józef i Franciszek zachodzą do Marii w tajemnicy. Jeden przed drugim udają, że nie ma tego uczucia, które ich dzieli. Do czasu, kiedy oświadczyny starszego z barci Franciszka zostają przyjęte. Józek ma grać na ich weselu, bo nikt nie potrafi grać tak jak Wichry i żadni muzykanci nie mogą się z nimi równać. Ale szczęście nowożeńców brutalnie przerywa czająca się w ciemności wojna i zanim wesele dobiegnie końca Franciszek musi opuścić chatę i udać się na miejsce żołnierskiej zbiórki. A to dopiero początek tej pięknej i melancholijnej opowieści o miłości, śmierci, prostym życiu i przemijaniu, które jest nieodłączną częścią naszego istnienia.

„Grał na jej weselu, choć ją chciał poślubić.
A teraz swą bratową może tylko lubić.”

To jeden z wielu refrenów powtarzających się w powieści jak mantra. Bo choć losy bohaterów są ważne, to jednak prym w opowieści Szostaka wiedzie muzyka. Jej rytm nadaje tempo całej historii, a powtarzające się frazy poruszają serce bardziej niż perypetie Wichrów. W ogóle melodia i magia muzyki to najmocniejsze strony prozy Szostaka. Jego opowieść hipnotyzuje i wprawia w trans. „Oberki…” można przeczytać od razu w całości, bo tak trudno się od nich oderwać, przerwać rzewną melodię skrzypiec, zakłócić wylewające się spod smyczka emocje i smutki.

„Oberki…” nieustannie kojarzą mi się z „Drachem” Twardocha oraz  z „Dygotem” Małeckiego i choć wszystkie trzy powieści mają zupełnie inne punkty ciężkości, to jednak mam poczucie, że powinny stać obok siebie na półce, żeby się wzajemnie dopełniać. Wyczuwam w nich tą samą wrażliwość, magię i subtelną czułość dla prostego człowieka i jego pogmatwanych losów. Coś pięknego, fascynującego i wartego uwagi. Wit Szostak w każdej kolejnej odsłonie potrafi mnie zaskoczyć. Jego powieści są tak różne, a jednak można w nich wyczuć jeden wspólny pierwiastek – talent. Bo Szostak jest niesamowicie dobrym pisarzem, a jego proza pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Dlatego bez wahania sięgnijcie po „Oberki do końca świata” i dajcie się uwieść melodii starych skrzypiec. Warto. Tym bardziej, że tego świata już nie ma. Pozostaje tylko muzyka i tlące się na dnie serca wspomnienia.

★★★
Wit Szostak, Oberki do końca świata, wyd. Powergraph, Warszawa 2014.

6 komentarzy:

  1. a ciekawa ksiązka w sumie przeczytałabym

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że sięgniesz! Mam na półce i od tej właśnie książki chcę zacząć poznawać twórczość Szostaka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj Olu :) Jestem pewna, że będziesz zachwycona! Już się nie mogę doczekać Twojej recenzji, bo przecież nikt nie zanalizuje tej powieści lepiej od Ciebie :)

      Usuń
  3. Uwielbiam. Piękna, smutna i niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam na pewno! To prawda, wsie są już całkiem inne, z łezką w oku wspominam moje wizyty u babci i zabawy na świeżym powietrzu z gromadą dzieciaków z pobliskich wiosek, teraz już tego nie ma... Młoda kuzynka, jeździ codziennie na siłownię, czasy się zmieniły..

    OdpowiedzUsuń