piątek, 4 marca 2016

Kraków dosłownie magiczny – „Spalić wiedźmę”, Magdalena Kubasiewicz



Kraków to jedno z najpiękniejszych i najbardziej magicznych miast. Szczególnie o tej porze roku, osnuty lekką mgłą i migoczący mokrym brukiem. Aż chce się wędrować między starymi uliczkami, przeglądać w kałużach i chłonąć magiczną atmosferę miasta. To tutaj szczególnie ożywają stare polskie legendy i podania. Bazyliszek łypie okiem z każdej piwnicy, Smok Wawelski czai się pod zamkiem, a z pobliskiej karczmy wychodzi Mistrz Twardowski. Granica między rzeczywistością a baśnią jest wyjątkowo cienka i rozmyta. Dlatego tak łatwo uwierzyć w świat wykreowany przez Magdalenę Kubasiewicz w jej debiutanckiej powieści „Spalić wiedźmę”.


Sara Weronika Sokolska, nazywana przez przyjaciół Saniką, pełni rolę Pierwszej Czarownicy Polanii, czyli krótko mówiąc odpowiada za bezpieczeństwo państwa i jego mieszkańców. Jednak Sanika nie jest łagodną i życzliwą czarodziejką. Wiedźma jest tak samo dzika i nieskrepowana jak magia, którą włada. Loża Magów widziałaby na tym stanowisku kogoś zupełnie innego. Usłużnego, łatwego w manipulacji i skorego do współpracy. A przede wszystkim kogoś kto skończył Uniwersytet. Nie wiedzieć czemu król Julian Łukomski tak ufa tej przybłędzie bez wykształcenia i przeszłości. Kiedy nad miastem zbierają się czarne chmury, Kraków i jego mieszkańcy znajdują się w  śmiertelnym niebezpieczeństwie, bo ktoś łamie zaklęcia roztoczone nad stolicą Polanii oraz ośmiela się ukraść magiczne artefakty i zaatakować Smoka Wawelskiego, Loża Magów umywa ręce. Pierwsza Czarownica zostaje sama na polu walki…

Sanika przypomina mi trochę komiksową Jessicę Jones. Nieprzyjemna w obyciu, pyskata, szorstka, obrzydliwie pewna siebie. Żadna z niej wychuchana piękność, właściwie to mogłaby nawet odrobinę o siebie zadbać. Dziewczyna z wyjątkowo niejasną przeszłością. Ani dobra, ani zła. Potężna do tego stopnia, że król Julian ma prawdziwe szczęście, że wiedźma w jego imieniu opowiada się po stronie dobra, bo gdyby nawiązała konszachty z drugą stroną to cała Polania miałaby poważny problem. Słowem trudna kobieta z ciężkim charakterem. Takich jak ona zazwyczaj się nie lubi. Również czytelnik musi przekonać się do Pierwszej Czarownicy Polanii, a kiedy zaczyna z nią sympatyzować, jest to jego świadoma decyzja, a nie efekt pisarskiej manipulacji autorki. Tym samym wydaje mi się, że Magdalena Kubasiewicz to wyjątkowo odważna dziewczyna, bo zarówno tematyka, świat przedstawiony i główna bohaterka to wyjątkowo ryzykowne elementy powieści.

Akcja powieści rozgrywa się we współczesnym Krakowie. Mamy więc wszelkie dobrodziejstwa nowoczesnego świata (Internet, komórki, luksusowe samochody), które doskonale współgrają z baśniową rzeczywistością, która ożywa na oczach czytelnika. Nie dziwią plotkarskie media, dla których tematem numer jeden są sprawy sercowe króla (trzydziestka na karku, więc wypadałoby, żeby Julian się wreszcie ożenił), ani syreny mieszkające w Bałtyku. Dwa zupełnie odmienne światy przenikają się wzajemnie i tworzą harmonijną całość. Przyznaję, że początkowo nie wierzyłam, że taki chwyt może się udać. Że król może rządzić krajem z wawelskiego wzgórza i jednocześnie nosić komórkę w kieszeni, że na Uniwersytecie Jagiellońskim można studiować magię, a w klubach posłuchać współczesnej muzyki i natknąć się na strzygi. A jednak! Magdalena Kubasiewicz tak zgrabnie połączyła motywy, że przedstawiony przez nią świat jest wiarygodny, a co więcej czytelnik od początku akceptuje wszystkie pomysły pisarki i intuicyjnie wkracza w powieściową rzeczywistość.

Już dawno lektura żadnej książki z gatunku fantasy nie sprawiła mi tak ogromnej frajdy. Wśród wszystkich motywów wymyślonych przez autorkę najbardziej podobał mi się ten ze Smokiem Wawelskim (wszystkie smoki uwielbiam, a ten z Krakowa jest najlepszy!) i lustrem Twardowskiego. Aż mnie zerwało na równe nogi kiedy Sanika zdecydowała się spojrzeć w taflę lustra. Takich emocji, ekscytacji i przygody zupełnie się nie spodziewałam. I to wszystko bez głupkowatych wątków miłosnych, omdlewających piękności i samców alfa. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi „Spalić wiedźmę” to powieść porywająca, zachwycająca i szalenie wciągająca. Od lektury nie sposób się oderwać, a wyobraźnia postawiona w stan najwyższej gotowości aż kipi i buzuje w czytelniku. Dzięki Magdalenie Kubasiewicz już nigdy nie spojrzę na Kraków w ten sam sposób. Mam cichą nadzieję, że pisarka wymyśli dla Saniki kolejne przygody, ożywi inne legendy i może wyśle wiedźmę w dalsze zakątki Polanii (przydałby się jej jakiś urlop nad morzem). Jedno jest pewne, nawet jeśli Pierwsza Czarownica nie wróci już w żadnej powieści, to mimo wszystko biorę w ciemno każdy kolejny tom z nazwiskiem Kubasiewicz na okładce. Oby nie trzeba było na niego długo czekać! 

★★★
Magdalena Kubasiewicz, Spalić wiedźmę, wyd. Genius Creations, Bydgoszcz 2015.


10 komentarzy:

  1. Uwielbiam gdy pisze się o moim mieście rodzinnym. Kraków jest rzeczywiście magiczny. Moje rodzinne strony to ulica Szewska, w pobliżu salonu Red is Bad.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja! Z książki zupełnie mi nieznanej, zrobiłaś tytuł absolutnie do obowiązkowego przeczytania :) Kraków uwielbiam, ale Wrocław jest jeszcze piękniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Kraków, więc osadzenie akcji w tym mieście już było dla mnie urzekające! :) Początkowo nie byłam w stanie się wbić w klimat powieści, ale potem poszło jak z płatka i świetnie się bawiłam!

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach! ^^
    Tak się cieszę, że książka tak bardzo Ci się spodobała! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. II tom "Wiedźma Jego Królewskiej Mości" pojawi się na przełomie 2016/2017 :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytam. Moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawa recenzja, dzięki temu postaram się przeczytać książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że powieść Ci się podobała ^^ Czekam na kolejny tom, skoro w komentarzach wspomina się, że takowy ma się pojawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za tę recenzję, niezmiernie się cieszę, że się podobało^^.
    A drugi tom niedawno trafił w ręce wydawcy;).

    OdpowiedzUsuń
  10. Obecnie nie mam chęci na książkę fantasy, ale może kiedyś w przyszłości.. :)

    OdpowiedzUsuń