poniedziałek, 8 lutego 2016

O getcie z uśmiechem - „Towarzystwo opieki nad zwierzętami”, J. R. Pick


Pamiętam kiedy na ubiegłorocznym spotkaniu z byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau Halina Birenbaum z przejęciem i uśmiechem opowiadała o swoich obozowych przeżyciach, czasami rzucając jakiś żart, publika nie bardzo wiedziała jak się zachować. Śmiech ze strony audytorium był raczej nerwowy, niepewny, cichy. No bo jak to? Czy to wypada opowiadać o przeżyciach wojennych ze śmiechem? Czy z takiej tragedii można w ogóle żartować? Podobne dylematy dopadły mnie w trakcie lektury „Towarzystwa opieki nad zwierzętami” J.R. Picka.

„Towarzystwo opieki nad zwierzętami” to opowieść po trosze autobiograficzna, bo Jiří Robert Pick, czeski pisarz, satyryk i parodysta, będąc młodym chłopcem sam przebywał w getcie w Terezinie. To właśnie tam rozgrywa się akcja jego powieści. Czternastoletni Toni leczy się na gruźlicę w obozowym szpitalu. Chłopiec nie jest już małym dzieckiem, a wszystkie okropności, których był świadkiem powinny obedrzeć go z niewinności i przyspieszyć dojrzewanie. Jednak Pick pozwala swojemu bohaterowi na beztroskę i życie w nieświadomości. Dziecięctwo i naiwność chłopca są aż niewiarygodne. Toni nie narzeka, pobyt w getcie traktuje raczej jak wielką przygodę. Spotyka się z przyjaciółmi, planuje wspólne wygłupy, lubi żarty i zabawę. Getto widziane jego oczami jawi się jako biedne, ale całkiem zwyczajne miejsce do życia.

O wojnie, gettach i obozach śmierci mówi się zawsze niezwykle poważnie i ostrożnie. Natomiast J.R. Pick zadziwia lekkim i humorystycznym podejściem do tematu. Bawi przede wszystkim galeria niezwykłych osobowości, czyli pacjentów przebywających w szpitalu na tej samej sali co Toni. Bohaterowie tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową. Kłócą się, dyskutują, obrzucają złośliwymi komentarzami i… powoli znikają. Bo z getta wychodzą regularne transporty do Polski. Dokąd prowadzą i co dzieje się z więźniami, tego nie wie nikt. Dorośli domyślają się, że u kresu podróży nie czeka ich nic dobrego, ale czternastoletni bohater pozostaje w nieświadomości, bo ma ważniejsze sprawy na głowie. Tytułowe towarzystwo opieki nad zwierzętami jest kolejnym, nie mieszczącym się w głowie pomysłem. Przecież w getcie nikt nie opiekuje się ludźmi, więc skąd troska o zwierzęta? A jednak towarzystwo działa, choć nie tak prężnie jak chciałby Toni.

Uśmiech zamiera na ustach odbiorcy, kiedy Pick wyciąga ciężkie działa, a w humorystyczną opowieść wpleciona zostaje makabra. Najstraszniejsza scena z całej powieści nie jest wcale związana z ludźmi. Bo ci, którzy odchodzą robią to tak cicho i dyskretnie, że ich nieobecność nie boli. Znikają razem z transportem i choć czytelnik zdaje sobie sprawę z tego co się z nimi dzieje, gdzie trafiają i jak według wszelkiego prawdopodobieństwa kończą, to pozostaje obojętny na los bohaterów. Inaczej jest w przypadku Fifinki – ratlerka sturmbannführera SS. Toni marzy o tym, że zaopiekuje się pieskiem, dlatego starsi chłopcy obiecują, że wykradną dla niego Fifinkę. I faktycznie tak się dzieje, ale ratlerek zamiast pod opiekę Toniego trafia na stół. Ten akt niepotrzebnej przemocy oraz częstowanie chłopca psim mięsem mrozi krew w żyłach. Jakby śmierć Fifinki była czymś znacznie poważniejszym niż śmierć mieszkańców getta.

„Towarzystwo opieki nad zwierzętami” to maleńka książeczka niosąca ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Ale to niesamowite wrażenie dopada człowieka dopiero kiedy odłoży skończoną lekturę na półkę i dotrze do niego co właśnie przeczytał. A przynajmniej mnie sens tej opowieści ogłuszył dopiero po wszystkim. Wcześniej był uśmiech, niedowierzanie i zdziwienie nad lekkością opowieści Picka. Jakby tej wojny, biedy, głodu, strachu i śmierci nie było. A przecież wiem, że były. Znam wojennych historii aż nazbyt dużo. Ta jest zdecydowanie inna. Wyjątkowa. Z pewnością zapamiętam ją na całe życie.

★★★

J.R. Pick, Towarzystwo opieki nad zwierzętami. Humorystyczna – jeśli to możliwe – opowieść z getta w Terezinie (tyt. oryg. Spolek pro ochranu zvířat. Humoristická - pokud je to možné - novela z ghetta), tłum. Zofia Tarajło-Lipowska, wydawnictwo Lech i Czech, Katowice 2015.

9 komentarzy:

  1. Zdecydowanie chciałabym przeczytać i mam nadzieję, że szybko nadarzy się ku temu okazja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z taką książką traktującą o wojnie dawno się nie spotkałam. Zapisuję i na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowałaś mnie tą ksiażką. Jesli tylko będę miała okazję, to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno przekazać kilkunastolatkom wiedzę o obozach koncentracyjnych. Myślę, że warto zmierzyć się z tym tematem, w sposób, jaki podszedł do tego J. R. Pick (a nikt mu nie zarzuci, że kogoś obraża, bo przecież sam był w Terezinie).

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam pojęcia o tej książce! Interesuję się zagadnieniami związanymi z losem Żydów w XX wieku i właśnie zaczęłam szukać tej książki w sklepach. Ta książka wydaje się być tak inna od wszystkiego, co do tej pory przeczytałam w tej tematyce, że chyba wepchnę ją na sam początek kolejki książek do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja recenzja niezwykle mnie zaintrygowała. Lubię książki o takiej tematyce (jeśli można tak w ogóle powiedzieć) i na pewno ją przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam jeszcze o tej pozycji. Wyobrażam sobie właśnie tę scenę, o której piszesz. Nie dziwię się, że trudno z czegoś takiego się otrząsnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko chciałam wtrącić, że ta scena zupełnie nie jest podana w jakiś wstrząsający sposób. Pick pisze o tym lekko i z przymrużeniem oka wręcz, jak o wszystkim, co dzieje się w getcie (i chyba tym bardziej jego opowieści robią wrażenie).

      Usuń
  8. Co prawda ja dopiero zaczynam zapoznawać się z powieściami historycznymi, alejuz czuje, że tej pozycccji ominąć nie mogę.

    OdpowiedzUsuń