piątek, 26 lutego 2016

Nieszczęścia chodzą grupami – „Arystokratka w ukropie”, Evžen Boček



Życie arystokratki wcale nie jest usłane różami. Wierna służba, piękne stroje, pyszne jedzenie, mnóstwo pieniędzy, dni bez żadnych obowiązków, przepełnione jedynie zabawą? Bzdura! Maria Kostka z Kostki już wie, że bajkowa wizja szlachcianki nijak się ma do rzeczywistości. A może być tylko gorzej, bo sezon turystyczny zbliża się wielkimi krokami…

Maria Kostka z Kostki powraca w wielkim stylu! „Arystokratka w ukropie” Evžena Bočka zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się „Ostatnia arystokratka”. Wystarczy moment, żeby na nowo wpaść w rytm pamiętnika Marii, czyli zacząć chichotać niemal przy każdym zdaniu. Rodzina Kostków przygotowuje się do otwarcia sezonu turystycznego, Milada próbuje trzymać wszystkich za mordy, ale średnio jej to wychodzi, a Maria coraz bardziej załamuje ręce. Jakby nieszczęść było mało niebawem odbędzie się wielki zjazd arystokracji w Karlowych Warach, na którym koniecznie Kostkowie muszą błysnąć, bo a nuż znajdzie się dla Marii jakiś bogaty kandydat na męża (dziewczyny oczywiście nikt o zdanie nie pyta). Słowem katastrofa wisi w powietrzu!

Wszyscy, którzy poznali Marię Kostkę z Kostki na pewno z wielką niecierpliwością wyczekiwali kontynuacji jej pamiętnika. „Arystokratka w ukropie” jest równie zabawna, pełna komicznych i absurdalnych sytuacji, żarcików i złośliwości co „Ostatnia arystokratka”. Tylko Józefa i pana Spocka jakby mniej, czym jestem ogromnie niepocieszona (gdzie się podziały te wszystkie piosenki?!), bo to zdecydowanie moje dwie najulubieńsze postaci. Za to pani Cicha daje nieźle popalić, sypie przekleństwami i polewa orzechówką bez opamiętania. Maria zaczyna tracić cierpliwość, a wkurzona arystokratka jest jeszcze fajniejsza niż opanowana i miła szlachcianka. Tak, to Maria gra pierwsze skrzypce w tej opowieści, reszta schodzi na dalszy plan, a czytelnikowi robi się trochę głupio, że śmieje się z jej nieszczęść. Ale Evžen Boček wymyśla tak absurdalne scenariusze, że w trakcie lektury po prostu nie da się zachować powagi.  

Trudno zachwycać się „Arystokratką w ukropie” bez powtarzania tych samych ochów i achów obecnych przy lekturze „Ostatniej arystokratki”. Ta sama atmosfera, lekka forma, wciąż zaskakująca fabuła i przede wszystkim nieszablonowi bohaterowie sprawiają, że od powieści (obu powieści) Evžena Bočka nie sposób się oderwać. Można by się trochę czepiać, że czeski pisarz nie zakasuje niczym nowym i cały czas trzyma się sprawdzonych rozwiązań, ale dla mnie w tym momencie nie jest to wada. Tylko tego Józefa i pana Spocka mi szkoda, ale mam nadzieję, że obaj panowie jeszcze wrócą do formy. Bo otwarte zakończenie sugeruje ciąg dalszy przygód Marii, który mam nadzieję nastąpi jak najszybciej, a co najważniejsze marzę, że w końcu Maks pojawi się w nim osobiście. Zlituj się pan, panie Boček i pozwól nam zobaczyć tego chłopaka na własne oczy! To dopiero byłaby atrakcja na Kostce!  

★★★  
Evžen Boček, Arystokratka w ukropie (tyt. oryg. Aristokratka ve varu), tłum. Mirosław Śmigielski, wyd. Stara Szkoła, Wołów 2016. 

12 komentarzy:

  1. Robiąc post z ciekawymi zapowiedziami umieściłam także i tę książkę. Widzę, że słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałabym poszukać- śmiech to w końcu zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przy "Arystokratce" śmiech gwarantowany :)

      Usuń
  3. Podpisuję się pod Twoją petycją, też chcę poznać adresata listów Marii:) Widzę, że u Ciebie kwiaty kwitną w kolorach okładek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiatek to duma mojej mamy :D To ona zasugerowała, żeby go obfotografować i pochwalić się jakie cudo wyhodowała :D

      Usuń
  4. Jestem niemal pewna, że właśnie dziś w tramwaju zobaczyłam dziewczynę, która czytała tę książkę! :D Coś niesamowitego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeznaczenie! Teraz już musisz przeczytać :)

      Usuń
  5. Co to za kwiat? ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kliwia :) Na żywo wygląda olśniewająco :)

      Usuń