poniedziałek, 1 lutego 2016

Brak postanowień to też jakieś postanowienie


Pierwszy miesiąc nowego roku przeszedł już do historii, a ja nadal nie zrobiłam noworocznych postanowień. Ale tak sobie myślę, że może brak postanowień to też jakieś postanowienie… :-)

W ubiegłym roku planów było mnóstwo, część nawet udało się zrealizować. A przecież nie o sztywne trzymanie się postanowień chodziło, ale o uporządkowanie myśli i usystematyzowanie planów. Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się przeczytać całe mnóstwo książek, które zalegały na moich półkach. Właściwie nadal kontynuuje to postanowienie, bo sięganie po własne książki weszło mi w nawyk. Gdyby jeszcze udało się mniej kupować… Tak więc nie zrobiłam listy zadań, nie wypunktowałam sobie czytelniczych planów do zrealizowania na ten rok, bo wiem, że beztroskiego czytania zostały mi góra trzy miesiące. Później będę bawić, karmić, przebierać, usypiać (już nie mogę się doczekać!). Ale żeby nie sięgać po książki tak zupełnie bezmyślnie postanowiłam w końcu przeczytać „Trylogię” Sienkiewicza (wstyd mi już od dawna, że nie czytałam całości). W końcu 2016 rok należy do niego i wypadałoby to jakoś uczcić. Może nie będę zaraz nadawać synowi imienia Henryk, ale po „Trylogię” sięgnę z przyjemnością. Teraz muszę tylko podjąć życiową decyzję, czy czytać raz jeszcze „Ogniem i mieczem” (uwielbiam ♥), czy przejść od razu do „Potopu”.

Niewiele brakowało a w styczniu nie kupiłabym żadnej książki. Ale cóż, poległam w zderzeniu z promocją na dwóch moich ulubionych księgarniach i tym oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką kilku nowiutkich tomików. Tylko „Towarzystwo opieki nad zwierzętami”, które dostałam do recenzji już przeczytałam, lektura pozostałych tytułów wciąż przede mną. Ach, no i udało mi się odnaleźć Wookieego na wszystkich ilustracjach :-)

stosik prezentuje się całkiem ładnie :-)
W styczniu naliczyłam 18 przeczytanych książek (w tym 4 tak cieniutkie, że właściwie trudno je liczyć), ale tylko 3 były naprawdę dobre. Reszta okazała się tak boleśnie przeciętna, że właściwie nie było o czym pisać. Udało mi się zaledwie sklecić zaległą recenzję „W cieniu minaretów” Marka Pindrala (świetna!) oraz wylać swoje żale i frustracje związane z „Pozytywką” Agnieszki Lis. Mam nadzieję, że luty okaże się ciekawszy czytelniczo, a na blogu pojawi się więcej książkowych tekstów, bo mam jeszcze klika zaległych planów związanych z grudniowymi lekturami.

Jak pewnie zauważyliście styczeń był przełomowym miesiącem dla bloga, bo zdecydowałam się przejść na własną domene i zmienić nazwę. O powodach zmian pisałam tutaj, a poza tym wydaje mi się, że zaczytanamama.pl brzmi i wygląda lepiej niż allyouneedisbook.pl :-)

A Wam jak minął styczeń? Udało się przeczytać coś wyjątkowo dobrego?


13 komentarzy:

  1. ksiądz Twardowski <3
    i tak, nowa nazwa dużo lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cienutkie czy nie, każda książka się liczy :) Gratuluję styczniowych wyników i uważam, że to dobrze mieć postanowienie by nie mieć postanowień ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie styczeń zaczął się miło, ale zakończył jeszcze lepiej!! :D
    Nie mogę się doczekać całego roku - tyle przede mną!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam w planach przeczytanie trylogii Sienkiewicza. Głównie przez moją polonistkę, która mówi " do matury macie przeczytać wszystkie lektury, nawet te z gimnazjum". Fajnie, że w gimnazjum nie przerabiałam "Potopu". :/
    Buziaki :*
    Książkowy duet

    OdpowiedzUsuń
  5. Ksiądz Twardowski też mamy wiersze, Mała uwielbia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że prawie każdemu książkocholikowi styczeń PRAWIE minął bez zakupów ;) :P

    OdpowiedzUsuń
  7. ooo a jednak cos sie kupilo - hahaha zawsze sie skusimy :P ja tam przeczytalam az 3 naprawde mega dobre ksiazki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chętnie wzięłabym do domu książkę "Gdzie jest Wookie" :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki za nowego poniekąd bloga :) I gratuluję takiej ilości przeczytanych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiersze Twardowskiego to pierwsza lektura naszego Franka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam szczęście i czytelniczo zaczęłam ten rok doskonale. Pierwsza książka była totalną klapą, ale każdą następną wybierałam starannie i pewnie dlatego wszystkie jeszcze mi trochę pokrążą w myślach. No i ja też staram się ograniczać kupowanie nowych książek, ale tym razem naprawdę mi się to udaje, poprzednie podejścia były nieudane ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nowy Rok zaczynałam z Hrabalem, Tołstojem i Liberą. To zacne grono:) Co do postanowień, to ja właśnie zerwałam z nimi:) Poddaję się temu, co przyniesie los, żadnych planów:) I jest mi z tym dobrze:)

    OdpowiedzUsuń