sobota, 2 stycznia 2016

Władcy wyobraźni, czyli najlepsze książki 2015 r.



W podsumowaniu roku wspominałam, że w 2015 r. udało mi się przeczytać 214 różnych książek. Większość z nich była dobra, choć nie zachwycająca. Na miano władców wyobraźni zasłużyło sobie tylko kilka tytułów, ale z roku na rok coraz trudniej mnie zaskoczyć i zachwycić. Ta sztuka udaje się tylko najlepszym i takie właśnie tomiki znalazły się w moim prywatnym rankingu najlepszych książek przeczytanych w 2015 r. 

Tylko 5 tytułów spośród 214 przeczytanych książek zasłużyło sobie na maksymalną ilość punktów. 10 gwiazdek przyznałam genialnej, przerażającej i porażającej „Drodze” Cormaca McCarty’ego, czyli najbardziej wstrząsającej powieści, którą przeczytałam w ubiegłym roku. Nadal na samo wspomnienie przechodzą mnie ciarki i choć „Droga” jest dla mnie arcydziełem, to już nigdy więcej nie chciałabym czytać jej ponownie. Tak jak „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” Mikołaja Grynberga. W rozmowach Grynberga tyle jest cierpienia, żalu i smutku, że lekturę jego książki zapamiętam do końca życia. Za to z przyjemnością wrócę do rozmowy Aleksandy Klich z jedynym i niepowtarzalnym Arturem Rojkiem. Rojek to moja najdłuższa muzyczna miłość, człowiek, którego podziwiam i uwielbiam od lat, dlatego nie potrafię być obiektywna jeśli chodzi o tę publikacje. W książce „Artur Rojek. Inaczej” zazwyczaj cichy i broniący swojej prywatności muzyk jest wyjątkowo rozgadany, chętnie opowiada o sobie, swojej rodzinie i przede wszystkim muzyce. Rojek z każdym słowem zjednuje sobie czytelnika, nie pozuje, nie udaje fajniejszego niż jest w rzeczywistości, ale od początku od końca pozostaje sobą, czyli mądrym, wrażliwym i bardzo ambitnym człowiekiem. Będę go kochać do grobowej deski. Innym Ślązakiem, który zachwycił mnie w ubiegłym roku jest Szczepan Twardoch i jego „Drach”. Dzieło Twardocha przeczytałam na bezdechu, a później długo leczyłam złamane serce. Musiałam nawet kupić swój egzemplarz, bo ten, który czytałam pochodził z biblioteki. Właśnie takie powieści warto czytać, kupować i gromadzić w domu. A jeśli komuś jeszcze za mało smutku, łez i nostalgii, to warto sięgnąć po „Zbyt głośną samotność” Bohumila Hrabala. Oczywiście to zupełnie inny rodzaj ciężkości niż u Twardocha, bo u Hrabala nie wiadomo, czy śmiać się, czy smucić. To również jedna z tych powieści, wobec których jestem bezradna i zupełnie nie wiec co napisać, żeby nie zepsuć jej piękna.


Z kolei 9 gwiazdek zgarnęło 8 tytułów. Królowała literatura czeska, polska i grecka. Na pierwszy ogień poszedł wspaniały „Imaret. W cieniu zegara” Yiannisa Kalpouzosa. Spokojne tempo akcji i hipnotyzująca narracja sprawiają, że historię przyjaźni dwóch chłopców czyta się z wypiekami na twarzy i rosnąca z każda stroną ciekawością. Również Kateřina Tučková robi z czytelnikami co chce, a jej „Boginie z Žítkovej” to najbardziej magiczna powieść 2015 r. W tym przypadku również jestem bezsilna i zwyczajnie brakuje mi słów. Z resztą „Boginie…” trzeba przeczytać i nie ma sensu zagłuszać gadaniem tak niezwykłej opowieści. Sporo magii znajdziecie też w „Bestiariuszu słowiańskim” Pawła Zycha i Witolda Vargasa. Samo obcowanie z tak pięknie wydaną i odmalowaną publikacją sprawia niesamowitą frajdę. „Bestiariusz słowiański” uczy, bawi i zachwyca. Czego chcieć więcej? Jeśli jednak komuś mało uciech, to polecam z całego serca „Ostatnią arystokratkę” Evžena Bočeka i „Sto dni bez słońca” Wita Szostaka, czyli dwie najśmieszniejsze powieści jakie w życiu czytałam. Również „Życiorysta” Janusza Rudnickiego rozbawił mnie do łez, bo Rudnicki w genialny sposób potrafi opowiadać o innych ludziach i książkach. Złośliwa bestia, w której odkryłam pokrewną duszę. Powinowactwo dusz poczułam także z Martinem Reinerem, który oczarował mnie delikatnością, pięknem i smutkiem swojej powieści. „Lucynka, Macoszka i ja” to poetycka opowieść o samotności i potrzebie miłości, czyli wszystkim tym, co doskwiera Gabrieli, bohaterce trzeciego tomu „Upalnego lata” Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak. Dla mnie „Upalne lato Gabrieli” to doskonałe zamknięcie wspaniałej trylogii. Cała seria zasługuje na uwagę, ale jej trzeci tom okazał się prawdziwą wisienką na torcie.


Wśród przeczytanych książek w 2015 r. nie zabrakło wierszy i bajek dla dzieci. Wśród literatury dla nieco młodszych czytelników bezapelacyjnie królował Jimmy Liao i jego oszałamiająco piękne, poetyckie historyjki z tomików „Księżyc zapomniał” i „Dźwięki kolorów”. Na samo wspomnienie chce mi się płakać ze wzruszenia. Również wspaniała Petra Soukupová nie zawiodła moich oczekiwań, bo jej „Bercik i niuniuch” to mądra i potrzebna powieść dla dzieci i dorosłych. Z wielką przyjemnością i nostalgią wróciłam do opowiastek zamkniętych w tomie „Moje książeczki”, którym Nasza Księgarnia postanowiła przypomnieć kultowe bajki mojego dzieciństwa. Za tę szczególną podróż do lat dziecięcych bardzo wydawnictwu dziękuję.


Jeśli chodzi o poezję, to największe wrażenie zrobił na mnie imponującej wielkości tom „Wiersze zebrane” Zbigniewa Herberta. Herbert był geniuszem, co do tego nie mam żadnych wątpliwości, a obcowanie z jego poezją jest dla mnie za każdym razem wyjątkowym przeżyciem. Podobnie mam z wierszami ks. Jana Twardowskiego, dlatego tomik „Potrzebne do szczęścia” sprawił mi ogromną radość, choć wszystkie wiersze w nim zawarte znałam już wcześniej. Z kolei „Pani mi mówi niemożliwe”, czyli tomik z wierszami Marka Grechuty kupiłam ze względu na moją miłość do twórczości muzyka, ale okazało się, że jego wiersze robią piorunujące wrażenie nawet w oderwaniu od muzyki i głosu Grechuty. Coś pięknego. O szybsze bicie serca przyprawił mnie również Konstandinos Kawafis, którego niesamowite wiersze zostały zebrane w tomie „Czekając na barbarzyńców”. Już samo wydanie pod względem estetycznym zasługuje na uwagę, chociaż żałuję, że wydawca nie zdecydował się na twardą okładkę, która przy tak dużym formacie byłaby poręczniejsza i solidniejsza. Na zakończenie pozostaje mi jedynie wspomnieć o Marcinie Świetlickim, który od lat mówi i robi co chce. „Jeden” to według mnie szczyt jego możliwości. Tak dobrych wierszy nie czytałam w żadnym innym tomie opatrzonym jego nazwiskiem. Nigdy nie byłam jego wielką fanką, ale tomik „Jeden” zmienił moje spojrzenie na twórczość Świetlickiego.

Uff, to chyba tyle. Jak widzicie nie ograniczałam się tylko do nowości wydawniczych, ale sięgałam również po nieco starsze tytuły. Zauważyłam, że ufam małym wydawnictwom, które przedkładają jakość nad ilość. Oczywiście wydawniczy giganci również znaleźli miejsce w moim zestawieniu, ale cieszę się, że takie niewielkie wydawnictwa jak Afera, Stara Szkoła, Bosz, a5, MG, Austeria, Książkowe Klimaty, Powergraph czy Officyna robią swoje, dbają o jakość wydawanych publikacji i są swego rodzaju wyznacznikiem jakości.

Na koniec życzę Wam i sobie czasu na czytanie książek, a przede wszystkim wielu czytelniczych przygód i literackich uniesień w 2016 roku :-)

12 komentarzy:

  1. 214 książek?! Gratulacje! Jesteś chyba jedyną osobą, której się coś takiego udało :D

    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. "Droga", zdecydowanie TAK! Strasznie za mną chodzi natomiast "Bestiariusz słowiański" i "Boginie z Zitkovej", mam nadzieję, że w tym roku się uda je dorwać :)
    Tobie również życzę mnóstwo czasu na czytanie, choć zdaję sobie sprawę, że z tym będzie trudno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej z książek o których wspomniałaś, ale z chęcią to nadrobię. Obecnie po przeczytaniu ponad pięciuset książek stałam się dość wybrednym czytelnikiem i ciężko mnie zadowolić :P
    Wszystkiego najlepszego w nowym roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twardocha muszę poznać, jego literatura robi wrażenie na tylu osobach, że chcę sama się przekonać, co w niej takiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Upalne lato Gabrieli" mnie się średnio podobało, o wiele bardziej do gustu mi przypadła druga część :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały wynik :) Kilka pozycji z Twojego zestawienia mam w planach, szczególnie Rojka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Droga" mnie niesamowicie ciekawi. Literatura całkowicie w moim guście!
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie czytelniczy spadek . MOja liczba to 112 książek, gdzie 2013 było blisko 300. Co do twojego rankingu, to nie znam nic. Jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. a japatrzę na te okładki, czytam Twoją opinie i aż chce się czytać, przydatny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Za mną jedynie Twardoch :) Lektura "Dracha" była dla mnie wyzwaniem, ale ostatecznie byłam usatysfakcjonowana, tym co otrzymałam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż tylu tytułów nie udało mi się przeczytać. Z książek, które uznałaś za świetne, to chciałabym przeczytać "Drogę" i "Oskarżam Auschwitz".

    OdpowiedzUsuń
  12. Zainteresowały mnie wszystkie propozycje, szczególnie ,,Drogę" muszę przeczytać :))

    OdpowiedzUsuń