wtorek, 30 czerwca 2015

Wakacje pod polsko-czeską banderą


Nie mogę uwierzyć, że już są wakacje! Nawet nie wiem gdzie zgubiłam czerwiec. Przeraża mnie, że dni tak szybko uciekają. Mam nadzieję, że letnie miesiące pozwolą trochę odsapnąć i nabrać sił, choć chyba sama siebie oszukuję, bo przecież zostało nam tylko 6 tygodni do ślubu (od września to taki moment graniczny, którym się podpieram planując cokolwiek).

niedziela, 28 czerwca 2015

Reportaże jak czereśnie

tytuł: Samotność Portugalczyka
autor: Iza Klementowska
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2014
ilość stron: 208

moja ocena: 8/10

Podobno (tak twierdzi radio i internet) portugalscy studenci coraz częściej decydują się na studiowanie w Polsce. Pan spiker przekazujący tę nowinę powtórzył za jakimś specjalistą, że prawdopodobnie jest to spowodowane podobieństwami mentalnymi między naszymi narodami. Zadziwił mnie ten news do tego stopnia, że cytując Tomasza Jastruna:
„tylko brwi
uniosły się jak skrzydła ptaka
który nie wie
zostać czy odlecieć”.
Dopiero po przeczytaniu „Samotności Portugalczyka” Izy Klementowskiej wszystko stało się jasne. Nasza słowiańska duma, dusza i tęsknota mogłaby się poczuć w Portugalii jak w domu.

piątek, 26 czerwca 2015

Książkowe mydło i powidło



Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, czyli kolejna odsłona książkowego mydła i powidła. Tym razem więcej narzekam niż chwalę, ale przecież nie wszystkie książki muszą być od razu wybitne, choć chciałbym czytać tylko te najlepsze :-)

środa, 24 czerwca 2015

"coś, czego nie da się wypowiedzieć, a jednocześnie nie można o tym milczeć"


tytuł: Ojciec
tytuł oryg.: Otac
autor: Miljenko Jergović
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2012
ilość stron: 208

moja ocena: 7/10

„Umarł mi ojciec.” Tak Miljenko Jergović rozpoczyna swoją opowieść. Opowieść zrodzoną ze smutku i miłości, choć z ta ostatnią autor ma problem. W pewnym momencie stwierdza nawet, że ojciec go nie kochał, ale to żałoba podpowiada mu czarne scenariusze, bo wrażliwy czytelnik dostrzeże w „Ojcu” całe pokłady szorstkiej i trudnej miłości.

wtorek, 23 czerwca 2015

Jak się przed tobą, ojcze, wytłumaczę?

„Ojciec w bibliotece” Czesław Miłosz

Wysokie czoło, a nad nim zwichrzone
Włosy, na które słońce z okna pada.
I ojciec jasną ma z puchu koronę,
Gdy wielką księgę przed sobą rozkłada.

Szata wzorzysta jak na czarodzieju,
Zaklęcia głosem przyciszonym mruczy.
Jakie są dziwy, co w księdze się dzieją,
Dowie się, kogo Bóg czarów nauczy.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Nowe Sytuacje i Chris de Burgh uratowali Life Festival Oświęcim 2015!

Bilbo Baggins? Nie! Chris de Burgh!

Life Festival Oświęcim 2015 już za nami. Szósta edycja, a zarazem czwarta, w której brałam udział okazała się dla mnie najsłabsza. Ale wystarczy zerknąć na tegoroczny line-up, żeby zauważyć, że  porządny festiwal, który pod względem muzycznym z roku na rok prezentował się coraz lepiej przybrał w tym roku formę festynu. O tym, że organizatorzy zbłądzili i poszli w zdecydowanie złym kierunku może świadczyć choćby niska frekwencja. Ale po kolei.

niedziela, 21 czerwca 2015

Książkowe mydło i powidło


„Czarny czerwiec” trwa u mnie w najlepsze, ale zanim skrobnę kilka słów o książkach, które aktualnie czytam w ramach miesięcznego wyzwania (a są rewelacyjne!), na przekór lenistwu nadrabiam zaległości. Dlatego dziś krótko o dwóch Czarnych książkach, które z pewnością wzbudzają kontrowersje.

piątek, 19 czerwca 2015

Baśń dla dużych dzieci



tytuł: Noc przed festynem
tytuł oryg.: Vor dem Fest
autor: Saša Stanišić
wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
rok wydania: 2015
ilość stron: 312

moja ocena: 7/10


Lubię ten moment na chwile przed świtem, kiedy jeszcze śnię, a już pamiętam. Kiedy wiem, że jestem w swoim własnym łóżku, a rozgrywająca się za zamkniętymi oczami projekcja jest tylko wytworem mojej wyobraźni. Jeśli się bardzo postaram, to mogę świadomie wpływać na kształt i fabułę moich snów. Wtedy przeżywam najlepsze przygody. Powieść „Noc przed festynem” Sašy Stanišića, niemieckiego pisarza bośniackiego pochodzenia, przypomina taki wykreowany z premedytacją sen.

wtorek, 16 czerwca 2015

nigdy nie dowiemy się, po co istniejemy i co to wszystko znaczy


Nie mogę nazwać się fanką talentu Tadeusza Konwickiego z prostej i oczywistej przyczyny – nie znam jego twórczości. Kilka lat temu skusiłam się na „Kronikę wypadków miłosnych”, która w moim odczuciu straciła na aktualności. To mi wystarczyło, aby się zniechęcić i po inne powieści nie sięgać. Zapragnęłam wrócić do Konwickiego, kiedy znalazłam cytat: „Mam uczucie, przeczucie, domysł, że w innym bycie dość lekkomyślnie wykupiłem wczasy na ziemi. No i wakacje niezbyt się udały.” Padło na „W pośpiechu”, czyli wywiad-rzekę, który przeprowadził Przemysław Kaniecki.

niedziela, 14 czerwca 2015

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie


tytuł: Zbiegli naziści. Jak hitlerowscy zbrodniarze uciekli przed sprawiedliwością
tytuł oryg.: Nazis on the Run: How Hitler's Henchmen Fled Justice
autor: Gerald Steinacher
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2015
ilość stron:

moja ocena: 7/10

Według Arystotelesa prawdziwą sprawiedliwością jest przeżyć to co się uczyniło innym. Moje wewnętrzne poczucie sprawiedliwości domaga się, żeby zbrodniarze zostali ukarani, a nawet doświadczyli na własnej skórze losu swoich ofiar, tak żeby prześladowani mogli zaznać spokoju. Bo na świecie musi być jakiś ład i porządek, a zło nie może pozostać bezkarne. Ale słowa greckiego filozofa aż nazbyt często pozostają jedynie teorią. Publikacja „Zbiegli naziści. Jak hitlerowscy zbrodniarze uciekli przed sprawiedliwością” Geralda Steinachera jest tego doskonałym przykładem.  

piątek, 12 czerwca 2015

Piątek z Hrabalem

 
Jakiś czas temu przeczytałam „Zbyt głośną samotność” Bohumila Hrabala, ale nie ośmielę się napisać czegokolwiek o tej króciutkiej opowieści. Nie potrafię ująć w słowa emocji, które wywoł we mnie Haňtia i jego historia. Nazwać tę maleńką powieść arcydziełem to i tak za mało, dlatego zamilknę. Na zachętę mam dla was kilka cytatów z dzieła Mistrza.

środa, 10 czerwca 2015

Pułapki na nowożeńców, czyli garść przesądów ślubnych i tak zwana tradycja, która mnie wkurza

Nie jestem przesądna, nigdy nie byłam i już pewnie nie będę. Nie ruszają mnie czarne koty, rozbite lusterka, drabiny. Nie rzucam solą przez ramię, nie pukam w niemalowane i nie szukam w amoku guzików na widok kominiarza. Różnych bzdurności, lokalnych mądrości i wiejskich przesądów na świecie dostatek. Na każdą okazję można znaleźć odpowiednie zabobony, oczywiście nie inaczej jest ze ślubem. 
Zabobony nie omijają nawet kościelnych murów, dlatego trzeba zwracać baczną uwagę po której stronie przyszłego męża się idzie, którą nogą przekracza się kościelny próg, a przede wszystkim w drodze do ołtarza rozsiewać uśmiechy na prawo i lewo, bo... no właśnie zapomniałam co. Krótko mówiąc cała weselna otoczka to jedna wielka bzdura. Co jakiś czas kobiety z mojego otoczenia podrzucają mi porady i ostrzeżenia, które uchronią mnie i mojego przyszłego męża przed totalną katastrofą oraz zapewnią długie i dostatnie życie w małżeństwie. Może gdybyśmy przy tym łuskały fasolę, albo skubały pierze to cała sytuacja miałaby swój urok. A tak one swoje, a ja swoje.

wtorek, 9 czerwca 2015

Tarantino by się nie powstydził

tytuł: Nie przebaczaj
autor: Kuba Ryszkiewicz, Marianna Strychowska
wydawnictwo: Wydawnictwo Niezależne
rok wydania: 2015
ilość stron: 80

moja ocena: 8/10

Nie będę ściemniać – moje doświadczenie związane z komiksami jest niemal zerowe. Ostatnim razem sięgnęłam po powieść graficzną tylko ze względu na mojego ukochanego Jaroslava Rudiša. Wcześniej czytałam jedynie mange „Hellsing” oraz rysunkowe historyjki z gum do żucia Donald. „Nie przebaczaj” skusiło mnie przede wszystkim zapowiadanymi nawiązaniami do „Gwiezdnych wojen” i filmów Quentina Tarantino. Później w trakcie lektury myślałam sobie jaka to jestem fajna, że potrafię te odniesienia wyłapać (skromność mam na drugie). Faktycznie w scenariuszu wymyślonym przez  Kubę Ryszkiewicza wyraźnie widać popkulturowe inspiracje, a do tego  „Nie przebaczaj” wbija w fotel i pozostawia czytelnika z opadniętą do podłogi szczęką.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Powieść utkana z szumu morza


tytuł: Dziennik zdrady
tytuł oryg.: Hμερολóγιο μιας απιστiας
autor: Emilios Solomou
wydawnictwo: Książkowe Klimaty
rok wydania: 2015
ilość stron: 320

moja ocena: 8/10

Nie wiem co takiego ma w sobie literatura grecka, ale „Dziennik zdrady” cypryjskiego pisarza Emiliosa Solomou to kolejna powieść z greckiego kręgu językowego, która skradła mi serce i poruszyła duszę. Nie wiem, czy tamtejsi pisarze posiadają wiedzę o świecie niedostępną zwykłym śmiertelnikom, czy to działanie wszechobecnego morza, szumu fal i bliskości nieba sprawią, że zwykłe słowa układają się w tak piękne zdania. A może duchy dawnych pisarzy, poetów i filozofów błądzą gdzieś pomiędzy wyspami i szepczą do ucha współczesnym literatom.

sobota, 6 czerwca 2015

Piątoklasiści otaczają mnie, czyli spotkanie autorskie z Michałem Rusinkiem


Przypomniałam sobie, że zapomniałam Wam opowiedzieć o spotkaniu autorskim, które miało miejsce w mojej małej miejscowości. Spieszę zatem donieść, że 27 maja gościem biblioteki w Polance Wielkiej był… Michał Rusinek! Wielka szkoda, że spotkanie zaplanowane zostało na godz. 9.30, bo mało kto mógł wziąć w nim udział. Właściwie przyszły tylko dwie klasy z pobliskiej podstawówki. To wystarczyło, żeby zapełnić naszą małą bibliotekę, ale samo spotkanie było tak fantastyczne, że aż żal, że zabrakło innych dzieciaków. O dorosłych nie wspominając. Właściwie poza mną i uczniami, którzy zostali ściągnięci na spotkaniu nie pojawił się nikt ze wsi. Ale nic to, bo postanowiłam swoja osobą godnie reprezentować wszystkich mieszkańców.

czwartek, 4 czerwca 2015

Opowieść dla nadwrażliwców

tytuł: Lucynka, Macoszka i ja
tytuł oryg.: Lucka, Maceška a já
autor: Martin Reiner
wydawnictwo: Stara Szkoła
rok wydania: 2015
ilość stron: 232

moja ocena: 9/10

„Lucynka, Macoszka i ja” Martina Reinera to druga powieść wypuszczona pod szyldem wydawnictwa Stara Szkoła. Przy „Ostatniej arystokratce” płakałam ze śmiechu i zachwycałam się genialną lekkością fabuły. „Lucynka...” to dzieło równie wybitne, mające podobną silę rażenia do powieści Bočka, ale zdjęte z zupełnie innej półki.

wtorek, 2 czerwca 2015

Przytul mnie

tytuł: Poduszka w różowe słonie
autor: Joanna M. Chmielewska
wydawnictwo: MG
rok wydania: 2015
ilość stron: 280

moja ocena: 8/10

Pamiętam, że kiedy moja siostra była mała, to nigdzie nie ruszała się bez swojej ukochanej podusi. Kiedy pakowaliśmy się, żeby gdzieś wyjść to poduszka była priorytetem, bo bez niej Mała potrafiła podnieść taki wrzask, że pękały bębenki w uszach. Nie wiem dlaczego ukochała sobie tę rzecz, a nie na przykład pluszowego misia, ale wyszkoliła wszystkich tak, że na hasło „podusia” zaczynaliśmy biegać po domu jak oparzeni i szukać puchowego pocieszacza. Pięcioletniej Ani z powieści Joanny M. Chmielewskiej to tytułowa poduszka w różowe słonie daje poczucie bezpieczeństwa, pociesza i przyjmuje na siebie jej złość i płacz.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

W dniu 100. urodzin księdza, który pisał wiersze

Dokładnie 100 lat temu urodził się mój ulubiony poeta. Ksiądz, który pisał wiersze. Cichy, skromny człowiek, który kochał Boga, świat i ludzi. Sukces go krępował, pisał trochę jakby w sekrecie. Ale jego twórczość pokochało wielu. Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, ze poezja ks. Twardowskiego mnie ukształtowała. To on nauczył mnie wiary, wrażliwości i dziecięco zachwytu nad światem. Mam wrażenie, że czytam jego wiersze od zawsze. Wracam do nich często i chętnie, niespodziewanie same wpadają mi do głowy, przypominają się w najmniej oczekiwanych momentach i później muszę recytować je w myślach, bo nie dają mi spokoju.