wtorek, 29 grudnia 2015

"Przebudzeie mocy" wymiata, czyli piski i zachwyty nad siódmym epizodem Star Wars!


Ten tekst nie jest recenzją siódmego epizodu „Gwiezdnych wojen”, czyli „Przebudzenia mocy”. To jeden wielki SPOILER, więc jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, to radzę nie czytać dalej.

Wychowałam się na „Gwiezdnych wojnach”, a raczej tatuś zadbał o moją wczesną edukację. I mówiąc o Star Wars mam na myśli epizody od IV do VI. Te późniejsze, a jednocześnie wcześniejsze były hmmm, no może nie komentujmy. Dobra, przyznaję, oglądając je wtedy nawet mi się podobały, ale z perspektywy czasu widzę jakie były beznadziejne (Hayden Christensen! Serio, George, serio?!). Nie ma w nich nic ponadczasowego, poza melodyjką na początku. Dlatego miałam pewne obawy przed „Przebudzeniem mocy”, ale nie chciałam się w żaden sposób nastawiać. Liczyłam tylko na dobrą zabawę i nie zawiodłam się! J.J. Abrams zagrał Lucasowi na nosie i udowodnił, że potrafi nakręcić świetny film doskonale oddający klimat starej sagi.

Każdy kto oglądał „Przebudzenie mocy” uzna, że już to gdzieś widział. Trudno pozbyć się wrażenia, że cały film to nic innego jak najlepsze sceny ze starych części zmontowane na nowo w jedną całość. Ale to nic, bo dzieło Abramsa bawi i zapewnia doskonałą rozrywkę. No i ten klimat!!! Siódmy epizod to powrót do korzeni, do starych dobrych Star Wars, które pokochały miliony. Najlepszy jest oczywiście Harrison Ford (♥), który kradnie show wszystkim pozostałym aktorom. Nawet siwy i pomarszczony Han Solo nie traci swojego łajdackiego uroku i poczucia humoru. Jest doskonały pod każdym względem i jak kochałam się w nim będąc smarkulą, tak kocham go nadal.

Najlepsza scena? Kiedy Han spotyka Leię! Miałam ochotę piszczeć jak nastolatka. Najgorsza scena? Kiedy Han umiera! Nigdy tego Abramsowi nie wybaczę! No jak tak można! Z resztą cała scena była mocno przewidywalna, bo jak tylko Han zbliżył się do syna i stanął na tym cienkim moście od razu wiadomo było jak to się skończy. Wystarczy przypomnieć sobie Qui-Gon Jinna i Dartha Maul. 


A właśnie, Kylo Ren… Dobrze i ciekawie skonstruowana postać, choć nie tak charakterystyczna jak Darth Vader. Cóż, trudno uniknąć porównań. Kylo Ren podoba mi się dopóki chodzi w pełnym kostiumie i ma maskę na twarzy. Wtedy budzi szacunek i niepokój. Po zdjęciu hełmu wygląda trochę śmiesznie, nadal zastanawiam się jak ta burza włosów zmieściła się pod kopułką. Choćbym chciała, to nie potrafię brać na poważnie czarnego charakteru z gębą Adama Drivera, dlatego mnie Ben Solo nie powalił na łopatki, choć jestem bardzo ciekawa jak dalej rozwinie się ta postać. 


Z kolei Rey to dla mnie bohaterka idealna. Chyba najlepsza dziewczyna z wszystkich części Star Wars (wybacz Leia). Buntownicza, zabawna, inteligentna, tajemnicza, potrafiąca o siebie zadbać, bardzo ładna, ale nie przesłodzona. Z takimi bohaterkami chcę się identyfikować! Oczywiście pozostaje pytanie o rodzinę Rey. Kto ona i skąd się wzięła. Jeśli okaże się, że jej ojcem jest Luke, to będę maksymalnie rozczarowana. Z resztą przedyskutowaliśmy to z mężem i uważam, że ta wersja nie trzymałaby się kupy. Bo gdyby Rey była jego córką, to dlaczego Han i Leia by jej nie rozpoznali? Dlaczego nie znałaby Bena i nie uczyła się od ojca? No chyba, że Luke poznał jej matkę na gwiezdnej dyskotece, a Rey jest owocem jednej, pijackiej nocy. Ale ta wersja już całkiem zburzyłaby mój światopogląd.


Zastanawia mnie również pochodzenie Finna. Mój mąż obstawia wersję, że jego ojcem jest Lando, co nawet by mi pasowało. Ogólnie postać Finna była wkurzająca. Dobra, miał chłopak kilka zabawnych momentów, ale to ciągłe sapanie doprowadzało mnie do szału. Inni bohaterowie również biegali, a jakoś nie byli tak zasapani. Dziwi mnie też, że w całym Hollywoodzie nie znalazł się ładniejszy czarnoskóry aktor. John Boyega nie ma w sobie za grosz uroku i jeśli rozwinie się wątek miłosny między nim a Rey to będę zrozpaczona. Widziałabym u jej boku raczej Poe (♥), który ma minimalną szansę zastąpić Hana Solo na stanowisku najprzystojniejszego mężczyzny w galaktyce.

Do obgadania pozostaje jeszcze tylko BB-8, czyli najbardziej uroczy robocik ze wszystkich części sagi (C-3PO może się schować). BB-8 swoim urokiem przypomina szczeniaczka, a przy tym komunikuje się z ludźmi w taki sposób, że nawet widzowie bez problemu go zrozumieją, czego nie można było nigdy powiedzieć o R2-D2.


Tylko jedno w „Przebudzeniu mocy” mnie rozczarowało (poza oczywiście dziwnym mieczem Kylo Rena, który yhm pozostawię bez komentarza). Luke Skywalker pojawiający się tylko na minutę! Ponad dwie godziny czekania, a on się nawet słowem nie odezwał! No cóż, jeśli Abrmsowi chodziło o podkręcenie atmosfery i wyprowadzenie widza z równowagi, to mu się udało! Na pierwsze słowa Luka od trzydziestu lat trzeba poczekać kolejne dwa lata…


Mówiąc krotko dla mnie siódmy epizod Star Wars wymiata! Świetna rozrywka na wysokim poziomie, całość bardzo dobrze nakręcona i jeszcze lepiej zagrana. W filmie rozchodzi się głównie o klasyczną walkę między dobrem a złem. Bez niepotrzebnych politycznych wątków, których ja w filmach Lucasa nigdy nie lubiłam. Jest tylko zabawa, przygoda i fantastyczny klimat, który fani starych części wspominają z sentymentem. Dla mnie jeden z najlepszych epizodów. Mam nadzieję, że na dvd ukaże się wersja reżyserska. Już nie mogę się doczekać kiedy ponownie obejrzę „Przebudzenie mocy”. Mówiąc szczerze najchętniej wybrałabym się do kina raz jeszcze.

13 komentarzy:

  1. Nie znam żadnej części, nigdy nie oglądałam. Ostatnio kusi mnie, żeby to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyjdę na straszną ignorantkę, ale nie widziałam ANI jednej części Star Wars... Tak tak, wiem, idę się wieszać ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wieszaj się, tylko czekaj na 3 stycznia, bo wtedy zaczną puszczać całą sagę na tvn. Pozdrawiam ;**

      Usuń
  3. Jakbyś siedziała w mojej głowie...mam takie samo zdanie w praktycznie każdej kwestii :D Z zamknięciem wątku Hana Solo nie umiem się pogodzić, w ogóle nie przyjmuję tego do wiadomości. Nie ma ciała, więc... :P Do Finna nic nie mam, Rey polubiłam, ale Poe i BB- 8 ♥
    Kylo Ren bez maski wypada słabo. W ogóle nie pasuje mi na syna Hana i Lei, no zupełnie. Co do Rey to myślę, że może być wnuczką Obiego Wan Kenebiego :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Star Wars i choć obawiałam się, co mogą zrobić z tej części, to się nie zawiodłam. Może nie była to najlepsza część i miałam kilka zastrzeżeń, ale tak jak pisałaś; Han Solo (czyli cudowny w tej roli Ford) był świetny i nie stracił nic przez te kilka (lub więcej) lat. Buziaki, Idalia :**

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój siedmioletni syn jest fanem Star Wars i gdyby wiedział, że rodzice poszli na seans bez niego, byłby załamany. Ale nie żałuję, że się zdecydowałam, choć miałam obawy, że jednak jestem trochę za stara na tego typu filmy. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jutro się wybieram na 7 część :D Juz nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje kochane "Gwiezdne wojny" uwielbiam je! Jedyny film na, którym płaczę. Pewnie wiesz w którym momencie, bo przecież Hana Solo nie przebije nikt!!! Ale myślałam, że go nie zabije, ta moja naiwność no i myślałam, że komuś coś zrobię, bo ktoś nagle powiedział "teraz go zabije" i bum zabił go,a ja tak wierzyłam, że jednak jego syn się zmienił. :( trochę myślałam, że będzie inny wątek głównego bohatera, bo myślałam, że okaże się on czyimś synem, ale wygląda na to, że raczej nie. :( Ogólnie film był bardzo dobry i nie mogę się doczekać następnych części! :)
    Niech moc będzie z tobą!
    http://ksiazkowy-duet.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie, nie posądzałam cię, ze jesteś fanką Gwiezdnych Wojen ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdybym nie oglądała filmu a przeczytała Twoją recenzję to byłabym wściekła za te spojlery wszystkie :D ale w sumie rozumiem Twoją potrzebę "wyżycia" się z powodu śmierci Hana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Han Solo i Chewbacca ponownie w Sokole Millenium, czyli scena, która najbardziej mnie rozbroiła w "Przebudzeniu mocy". Łezka w oku się zakręciła. Trafione zdjęcia, ciekawe plenery, wraki gwiezdnych niszczycieli... miodzio do tego kilka zaskakujących scen. Niestety fabuła i gra aktorska według mnie pozostawia wiele do życzenia, no i Kylo Ren bez maski... Darth Vaderze wróć!!! Ogólnie po wyjściu z kina byłam zadowolona, w końcu to Gwiezdne Wojny, ale to już niestety nie to co pierwsza, najlepsza trylogia. Cóż, "każde pokolenie ma własną historię" najnowsza część GW na pewno spodoba się młodszym widzom, bo jest dobra i bardzo w stylu dzisiejszych "młodzieżówek", niestety ja chyba zaliczam się do starszyzny, którą ciężko będzie w pełni zadowolić :D Mimo to czekam niecierpliwie na kolejne części ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Od niedzieli w tv będą lecieć Gwiezdne Wojny od początku i mam zamiar je oglądac ze względu na to, że nifdy nie miałam takiej okazji.
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję:

    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam recenzji, bo chyba obejrzę ten film, bo Karol nie da mi żyć :D

    OdpowiedzUsuń