czwartek, 10 grudnia 2015

Odrobina kociej manipulacji - Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy, James Bowen



Znacie rudego kocura Boba i jego człowieka Jamesa? A kto nie zna! Tą uroczą parę życiowych rozbitków pokochał już cały świat. Jakiś czas temu czytałam drugą część przygód Jamesa i Boba, czyli „Świat według Boba. Dalsze przygody ulicznego kota i jego człowieka”. Teraz przyszła pora na początek, czyli tom pierwszy, od którego zaczęło się całe to kocie szaleństwo (kolejność czytania nie ma znaczenia dla całej opowieści).

„Kot Bob i ja” to książka trochę nieporadna i nieco nieśmiała, jakby James nie mógł do końca uwierzyć, że jego historia może się komuś spodobać. Z jego opowieści przebija przede wszystkim ogromna, momentami aż niezręczna szczerość. Mężczyzna cofa się we wspomnieniach do dzieciństwa i wyjaśnia jak to się stało, że wplątał się w kłopoty z narkotykami. Sam co prawda nie obwinia rodziców, ale trudno nie zauważyć, że pod względem emocjonalnym chłopak był zaniedbywany przez egoistyczną matkę. James wie, że przysporzył rodzicom wiele zmartwień i kłopotów, ale w mojej ocenie zarówno mama i tata zawiedli, gdy syn najbardziej ich potrzebował.

Wśród wielu wzruszających historii, o których opowiada James najbardziej uderza ta, w której chłopak stwierdza, że Bob jest już zdrowy i nie potrzebuje jego pomocy, a ponieważ jest ulicznym kotem, to on chciałby zwrócić mu wolność. I co robi James? Wyrzuca kocura za drzwi i przez kilka dni nie wpuszcza do domu. I nie ważne, że Bob kręci się cały czas gdzieś blisko, czeka na niego przed wejściem do budynku, albo nawet przed drzwiami do mieszkania jeśli ktoś wpuścił go wczesnej do klatki. Musi minąć kilka dni, żeby do walczącego z uzależnieniem mężczyzny dotarło, że komuś naprawdę na nim zależy, że ktoś chce go kochać i pozwoli siebie kochać. A to, że ten ktoś chodzi na czterech łapkach, a nie na dwóch nogach nie ma żadnego znaczenia.

„Kot Bob i ja” to ciepła i wzruszająca opowieść o wielkiej przyjaźni między kotem i jego człowiekiem. Najlepsza w całej historii Boba i Jamesa jest świadomość, że kot uratował człowiekowi życie. No bo bądźmy szczerzy, James był w tak tragicznym stanie, że tylko prawdziwy cud, a nie zwyczajny człowiek, mógł mu pomóc. I ten cud się wydarzył. Przybył do niego na czterech łapkach, był chory, poraniony i opuszczony. Swoją bezsilnością (i odrobiną cwaniactwa, ale koty tak już mają) pozwolił człowiekowi uwierzyć, że stać go jeszcze na miłość. Że nie ważne jak jest biedny i problemowy, w końcu musi się wziąć w garść, bo teraz jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też za inne stworzenie. I to zupełnie bezbronne stworzenie, które bez niego sobie nie poradzi. Co prawda podejrzewam, że kocur odrobinę Jamesa zmanipulował, ale przecież liczy się efekt końcowy. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać Boba i Jamesa to szybko musicie nadrobić zaległości. Ich historia jest jak promień słońca w deszczowy dzień.  

moja ocena: 7/10

James Bowen, Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

5 komentarzy:

  1. Każdy kot wart grzechu jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, a ja tej serii książek nie znam, ale słyszałam o Bobie i jego człowieku. Chętnie poznam wszystkie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. szczerze uwielbiam takie historie

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie mój kot leży ze mną i przegląda post :) Chyba mu się spodobała Twoja recenzja.
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. To na pewno wzruszająca historia. Ale mnie jakoś do niej nie ciągnie..

    OdpowiedzUsuń