czwartek, 3 grudnia 2015

Było ich dwóch – „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”, „Brzechwa nie dla dzieci”, Mariusz Urbanek



Było ich dwóch, na początku wydawało mi się, że są tą samą osobą. Świadomość przyszła z czasem, kiedy byłam już na tyle duża, żeby zainteresować się skąd w moich dziecięcych książeczkach wzięły się wierszyki. Ktoś musiał je przecież wymyślić. To mama wprowadziła ich do mojego dwuletniego świata, pokazywała książeczki z obrazkami, czytała wierszyki. Do dziś mam kasetę, na której wujek nagrał jak w wieku dwóch i pół roku recytuję „Zoo” Brzechwy.

Jakoś nigdy wcześniej nie interesowały mnie ich biografie, bo w wielkim uproszczeniu wydawało mi się, że poeci, którzy stworzyli arcydzieła literatury dziecięcej (wielu po nich próbowało, ale Brzechwa i Tuwim wciąż są niepokonani) musieli mieć wesołe i przyjemne życie. I mieli, ale tylko chwilami, bo los nie oszczędził im mniejszych i większych tragedii, zgryzot  i nieszczęść. O tym wszystkim dowiedziałam się od jedynego i niezastąpionego Mariusza Urbanka, który znów uwiódł mnie swoimi opowieściami, zachwycił, rozbawił i w przypadku Tuwima na końcu złamał serce.

Julian Tuwim i Jan Brzechwa (a właściwie Jan Lesman, pseudonim Brzechwa wymyślił starszy kuzyn – Bolesław Leśmian, który twierdził, ze nie może być dwóch poetów o tym samym nazwisku) byli mniej więcej równolatkami. Obaj mieli wielkie poetyckie ambicje, ale Tuwim miał jakby odrobinę więcej talentu. Wszystko czego się chwytał zamieniał w złoto. Sukces przyszedł szybko, a jego twórczość była rozchwytywana. Nie na darmo nazywano go księciem poetów, wydaje się, że koronę przejął prosto od Mickiewicza, bo miedzy nimi dwoma trudno doszukać się równie zdolnego poety. Z Brzechwą było inaczej. Miał wielkie chęci i ambicje, ale jego próby poetyckie były krytykowane i odrzucane. Starał się chłopak jak mógł, ale jego wierszom cały czas czegoś brakowało. W końcu zaczął odnosić sukcesy, ale na zupełnie innym polu, bo Brzechwa był cenionym i szanowanym prawnikiem walczącym o prawa autorskie literatów. Ale to wciąż było dla niego za mało, bo dusza poetycka wyrywała się w świat.

Obaj panowie byli lubiani, bo zawsze skorzy do żartów potrafili rozbawić każdego ponuraka. Tuwima otaczała aura geniuszu, a magnetyzm Brzechwy polegał zupełnie na czymś innym. Wysoki, przystojny, dowcipny przyciągał kobiety jak magnes. Można powiedzieć, że same wskakiwały mu do łóżka. Żon i kochanek było wiele, bo wrażliwy na kobiecie wdzięki Jan jakoś nie mógł na długo zagrzać miejsca u boku jednej ukochanej. W przeciwieństwie do Tuwima, który zakochał się jako szczeniak w swojej Stefci i do końca życia pozostał jej wierny. Tak bardzo bał się o najdroższą żonę, że oboje zdecydowali, że nie będą mieć dzieci (zdarzało się, że kobiety umierały w czasie porodu, więc jego lęk był po trosze uzasadniony). Oddany całym sercem i zapatrzony w swoją idealną Stefanię Julian nawet nie szukał towarzystwa innych kobiet. Z resztą był chyba zbyt nieśmiały i za bardzo zakompleksiony (ach ta sławna myszka na policzku), żeby chcieć wikłać się w kłopotliwe romanse.

A później wybuchała wojna, po niej przyszedł komunizm i wszystko się zmieniło. Cała twórczość obu poetów stała się kłopotliwa, niepotrzebna i niemile widzialna. Nawet zabawne wierszyki, które dzieci tak uwielbiały nagle okazały się  zbyt trudne i zupełnie nieodpowiednie dla dzieci. Najmłodszych oczywiście nikt o zdanie nie pytał, komunistyczna władza wiedziała swoje i już. Bo kto to widział, żeby dwóch Żydów gorszyło polskie dzieci. Ale w przypadku Brzechwy coś zaczęło się zmieniać, bo kolejny romans, tym razem z władzą a nie kobietą, okazał się opłacalny. Natomiast choć o Tuwimie można powiedzieć wiele, to z pewnością nie był dyplomatą i sam pod sobą potrafił kopać dołki. Ale resztę musicie doczytać już sami…

Jak zwykle Mariusz Urbanek stanął na wysokości zadania, dlatego oba tytuły czyta się z niesłabnącym zaangażowaniem i emocjami. Jednak muszę stwierdzić, że publikacja „Tuwim. Wylękniony bluźnierca” jest lepsza. Ale to chyba kwestia biografii Tuwima, która była bardziej burzliwa, pełna wzlotów i upadków. A i niczym nieskrępowany talent poety, geniusz, który nie mieścił się w żadnych ramach sprawia niesamowite wrażenie. Jeśli ktoś kocha poezję, jeśli ktoś kocha twórczość Tuwima, to lektura jego biografii będzie dla niego wielkim przeżyciem. Oczywiście „Brzechwa nie dla dzieci” to również bardzo dobra i rzetelnie napisana biografia, ale brakuje w niej jakiejś iskry. Chyba nawet po śmierci Brzechwa musi pozostać w cieniu Tuwima. 


Mariusz Urbanek, Tuwim. Wylękniony bluźnierca, Iskry, Warszawa 2013.
moja ocena: 8/10

Mariusz Urbanek, Brzechwa nie dla dzieci, Iskry, Warszawa 2013.
moja ocena: 7/10

10 komentarzy:

  1. Urbanek powinien dostać Nobla za swoje biografie. Kocham jak pisze

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przeczytać! Bez dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak to już jest, że tych dwóch pisarzy stale jest ze sobą mylonych

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy się jakoś specjalnie nie zastanawiałam nad żadnym z tych autorów, ale jak przeczytałam że Brzechwa był młody, wysoki i przebierał w kobietach to aż sie uśmiechnęłam, no bo jak to Brzechwa od wierszyków dla dzieci? Jak już to wyobrażalam go sobie jako starszego pana z długą brodą;) ech widać że lektura obu biografii by mi się przydała;) albo czasami chociaż zerknięcie do notki w Wikipedii;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy się jakoś specjalnie nie zastanawiałam nad żadnym z tych autorów, ale jak przeczytałam że Brzechwa był młody, wysoki i przebierał w kobietach to aż sie uśmiechnęłam, no bo jak to Brzechwa od wierszyków dla dzieci? Jak już to wyobrażalam go sobie jako starszego pana z długą brodą;) ech widać że lektura obu biografii by mi się przydała;) albo czasami chociaż zerknięcie do notki w Wikipedii;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy się jakoś specjalnie nie zastanawiałam nad żadnym z tych autorów, ale jak przeczytałam że Brzechwa był młody, wysoki i przebierał w kobietach to aż sie uśmiechnęłam, no bo jak to Brzechwa od wierszyków dla dzieci? Jak już to wyobrażalam go sobie jako starszego pana z długą brodą;) ech widać że lektura obu biografii by mi się przydała;) albo czasami chociaż zerknięcie do notki w Wikipedii;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy pomysł z połączeniem tych dwóch biografii/ Ja czytałam tylko "Wylęknionego bluźniercę" i byłam pod wielkim wrażeniem tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć!
    Dzisiaj na blogu dyskusja MOLE CZYTAJĄ: Dlaczego czytamy/nie czytamy kryminały i thrillery? Z gościnnym udziałem REMIGIUSZA MROZA, Vega Czyta i Kasjeusza. Zapraszam do wypowiedzenia się!
    LINK: http://artemis-shelf.blogspot.com/2015/12/mole-czytaja-kryminay-i-thrillery-z.html

    Pozdrawiam,
    Artemis

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo osobisty wpis:) Traktuję wiersze Tuwima i Brzechwy z jednakowym uwielbieniem. Czytujemy w naszym domu już następnemu pokoleniu, a książki Mariusza Urbanka traktuję jako opracowania bardzo rzetelne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moi ulubieńcy z dzieciństwa :)
    W sumie nigdy nie lubiłam biografii ... ale zaczynają mnie one pociągać :) Może ma to coś wspólnego z moim wiekiem ;) Muszę ich spróbować, Tuwim na posmakowanie chyba będzie odpowiednim kąskiem :)

    OdpowiedzUsuń