piątek, 13 listopada 2015

Zagraniczne przygody naukowca - „Sto dni bez słońca”, Wit Szostak



Zakochałam się. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Uwielbiam takie nieoczekiwane literackie olśnienia. Tym razem odpowiedzialnym za mój zachwyt jest niejaki Wit Szostak, pisarz i wykładowca akademicki, który ukrywa się pod pseudonimem, żeby rozróżnić swoje prace naukowe od powieści. Sprytne posunięcie, które już sugeruje, że facet ma wyobraźnię i rozsądek. Pożądane cechy, które nie zawsze idą w parze. U Szostaka skumulowały się w idealnej proporcji i wybuchły talentem literackim, który objawił mi się pod postacią „Stu dni bez słońca”.

Lesław Srebroń, wielki uczony, doskonały wykładowca, a do tego przystojny i przyciągający uwagę mężczyzna (jak sam o sobie mówi), wyjeżdża na stypendium do Newport, małego miasteczka na irlandzkich wyspach Finneganach. Na miejscu prowadzi  zajęcia o twórczości polskiego fantasty, genialnego Filipa Włócznika. Co prawda grupa studentów jest mała, ale chętnie angażująca się w temat. Warto dodać, że w kolegium St. Brendan pracują sami wybitni naukowcy, dlatego Lesław Srebroń wpada na genialny plan, że z ich pomocą uda mu się ocalić świat…

Bohater „Stu dni bez słońca” jest bez wątpienia inteligentny, oczytany i wykształcony. Zna własną wartość i bez odrobiny kokieterii wymienia własne zasługi i zalety, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Najlepsze jest to, że jego przechwałki nie irytują, ale napędzają całą fabułę i prowokują do coraz szerszego uśmiechu. Pod względem życiowym Lesław Srebroń jest zwyczajnie głupi i łatwowierny, a kiedy tylko ta gorzka prawda dotrze do czytelnika, kiedy odbiorca zrozumie, że wszyscy dookoła próbują nabić tego  naiwniaka w butelkę, to całość robi się raczej smutna.

W postaci Srebronia jest coś, co mnie zachwyca. Może to moja nadinterpretacja, może wcale nie o to chodziło autorowi, ale widzę w powieści nie tylko wyśmienitą satyrę akademicką. Może tak naprawdę Szostakowi rozchodzi się o ukazanie współczesnego Don Kichota, któremu wcale nie jest łatwiej niż za czasów Cervantesa. Bo Lesław Srebroń żyje w świecie własnych iluzji, trzyma się uparcie jednej wersji i nie chce dostrzec, że rzeczywistość jest zgoła odmienna. Ma świadomość własnej wartości, ale nie wywyższa się ponad innych. Co prawda mieszkańców Newport traktuje z pobłażaniem i myśli o nich jak o zwykłym, prostym ludzie, ale kolegów z uczelni docenia aż za bardzo. Najważniejsze jest to, że do wszystkich odnosi się z szacunkiem i nawet w obcych ludziach chce zobaczyć przede wszystkim dobro. Gdyby co drugi człowiek miał takie podejście do bliźnich, to świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem.

„Sto dni bez słońca” to przezabawna, niesamowicie wciągająca i napisana ze swadą opowieść o przygodach polskiego uczonego (stylizacja językowa jest genialna). Przez cały czas Wit Szostak prowadzi inteligentną grę z czytelnikiem, podrzuca mu kolejne aluzje i mam wrażenie, że bawi się równie dobrze, co odbiorca. Ale gdzieś pod powierzchnią humoru, żartu i ironii ukrył autor ziarenko gorczycy, które ma decydujący wpływ na smak całości. Takie literackie uczty lubię najbardziej!

moja ocena: 9/10

Wit Szostak, Sto dni bez słońca, Powergraph, Warszawa 2014.

10 komentarzy:

  1. Nie znam jeszcze prozy Szostaka i wygląda na to, że muszę dopisać kolejne nazwisko do listy autorów wartych poznania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aa, uwielbiam te książkę! Jedno z moich odkryć tego roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że własnie czytam w "Dziennikach" Twardocha fragmencik (jeden z lepszych w książce) o Szostaku i pomyślałam sobie właśnie o tej książce? Literacka uczta. To lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz słyszę, ale wydaje się ciekawą opcją na wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pod wpływem Twojej recenzji właśnie kupiłam e-booka.

    OdpowiedzUsuń
  6. hmm, mam nadzieję, że i ja się zakocham :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widać, że z książki bije inteligencja i humor. Taką książkę chcę mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejna sie w Szostaku zakochala! Az boje sie go teraz czytac, haha!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak się podobało to koniecznie przeczytaj "Oberki do końca świata" Szostaka. (Ja się wtedy zakochałam :)) Cudna opowieść o końcu epoki wiejskich grajków.

    OdpowiedzUsuń
  10. pierwsze slysze ale bym z ciekawosci przez recenzje przeczytala :D

    OdpowiedzUsuń