piątek, 6 listopada 2015

Nie taki znowu smutny święty – „Pamiętajcie o miłości”, André Frossard



Maksymilian Maria Kolbe jest jednym z najpopularniejszych świętych. Święty ze smutna twarzą, jak pisał o nim ks. Jan Twardowski. Chyba wszyscy wiedzą, że św. Maksymilian oddał swoje życie za życie innego więźnia w KL Auschwitz. W swojej publikacji André Frossard stara się udowodnić, że zakonnik zasłużył na oficjalną aureolkę przez całe swoje życie, a nie tylko przez jeden, heroiczny czyn.

Ojciec Kolbe, nazywany Szaleńcem Niepokalanej, istotnie nosił w sobie pierwiastek szaleństwa. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że skromny szesnastolatek wstępuje do zakonu franciszkanów, kończy studia w Rzymie, wpada na pomysł założenia Rycerstwa Niepokalanej, później zakłada klasztor i zabiera się za wydawania własnego pisma „Rycerz Niepokalanej”. A kiedy jego osobowość i działalność przyciąga tłumy, a on sam może nazwać siebie człowiekiem sukcesu, osiąść na laurach i zajmować się jedynie modlitwami i doskonaleniem swojego pisma, ten wariat postanawia wyjechać do Chin i Japonii, aby tam opowiadać o Maryi. Do kraju wraca chwilę przed wybuchem II wojny światowej, żeby dać największe świadectwo swojego życia. 

Największe, ale nie jedyne, bo śledząc biografię św. Maksymiliana widzimy, że ten człowiek konsekwentnie wydeptywał sobie ścieżkę prosto do Nieba. Z pokorą znosił sukcesy i porażki, był cały czas w biegu, obowiązki, które spełniał wobec Boga i ludzi przedkładał nad własne zdrowie. Przez cały czas nie odrywał oczu od Maryi, bez której to wszystko by się nie udało. Dlatego jego decyzja, że zajmie miejsce Franciszka Gajowniczka i umrze za niego śmiercią głodową nie dziwi. Nie dziwi też, że został ogłoszony świętym tak szybko, że miliony ludzi na całym świecie dostrzegły w nim swego przyjaciela. 

André Frossarda odbiega swoim stylem pisania od tego, do czego przyzwyczaili nas współcześni biografowie. Publikacja napisana została tak podniosłym stylem,  że momentami nie wiedziałam, czy powinnam klękać, wznosić oczy ku niebu, czy przerywać lekturę na krótką modlitwę. Charakterystyczna maniera pisarza może początkowo śmieszyć albo irytować, ale kiedy wpadnie się w opowieść o życiu prostego zakonnika, to takie drobiazgi przestają mieć znaczenie, a sposób opowiadania zaczyna mieć swój urok. 

„Pamiętajcie o miłości” to opowieść o niezwykłym człowieku, przedsiębiorczym młodym mężczyźnie, który nie bał się wyzwań, któremu sukces nie uderzył do głowy. Do końca życia pozostał skromnym człowiekiem, który troszczył się o wszystkich, tylko nie o siebie, a swoją śmiercią udowodnił, że nawet w najokrutniejszych czasach możliwa jest ludzka dobroć i triumf miłości.

moja ocena: 7/10

André Frossard, Pamiętajcie o miłości (tyt. oryg. N'oubliez pas l'amour : la passion de Maximilien Kolbe), tłum. Barbara Durbajło, PROMIC, Warszawa 2015.

3 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że już czytałam o tej książce. Na pewno ją przeczytam, ostatnio ciągnie mnie do biografii wszelakich.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że w każdym Świętym drzemie odrobina szaleństwa, szaleństwa z miłości do Boga i ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą książką kochana:)

    OdpowiedzUsuń