środa, 18 listopada 2015

Kiedyś rzucę to wszystko - „Wróżenie z wnętrzności”, Wit Szostak



„Któregoś dnia rzucę to wszystko i wyjdę rano, niby po chleb. Wtedy na pewno poczuję się lepiej, zostawię za sobą ten zafajdany świat.” Chyba każdy choć raz w życiu chciał zrobić to co mężczyzna z piosenki Ryśka Riedla. Wyjść z domu, nie oglądać się za siebie i już nie wrócić. Mateusz, bohater najnowszej powieści Wita Szostaka, miał odwagę zrobić to, o czym marzy wielu.

Mateusz odniósł międzynarodowy sukces, jego rzeźbami interesowali się wszyscy. Ale pewnego dnia coś w nim pękło. Powiedział kilku osobom co naprawdę myśli i zaszył się w środku lasu. Lojalna żona spakowała dzieci i ruszyła za nim. Stary dworzec, który kupili, zmieniła w dom. Spokojną przystań. Brzmi niesamowicie? I tak jest! Ale to nie koniec osobliwości, bo całą historię Marty i Matusza czytelnik poznaje z perspektywy Błażeja, brata bliźniaka Mateusza.

Obaj bracia wyjechali kiedyś na wakacje do Włoch. Po ich powrocie już nic nie było takie samo. Błażej przestał się odzywać. Tak po prostu, w jednej chwili. Od tamtej pory nie powiedział ani słowa. Marta i Mateusz przygarnęli go po śmieci matki i tym sposobem Błażej stał się mieszkańcem Poświatowa. Trochę ignorowanym i lekceważonym, nazywanym czule naszym Błażejem, kimś kto jest obok, ale na kogo nie zwraca się żadnej uwagi. Tak jakby było mu wszystko jedno. I właśnie ten samotny wrażliwiec opowiada szeptem smutną historię rozpadu swojej rodziny.

„Nie trzeba mówić, kiedy jest wszystko powiedziane, bo słowa są ważne i trzeba ich używać rozsądnie. Mateusz powiedział mi kiedyś, że słowa zużywają się i kiedy zbyt często mówimy, to może ich zabraknąć na rzeczy naprawdę ważne.” (s. 20)

Spokojne tempo akcji i rytm narracji przypominają mi baśń czytaną przed snem. Zamknięty w swoim wnętrzu Błażej jest takim trochę księciem zaklętym w jakieś zwierze, które nie może zdradzić nikomu, że potrafi mówić. Mateusz z całym swoim gniewem i niepewnością jawi się jako rozbójnik, który jednocześnie wzbudza strach i ciekawość. Z kolei Marta to bogini, leśna elfka, która próbuje tworzyć nową rzeczywistość, choć to wszystko wymyka jej się z rąk. Niezwykła sceneria Poświatowa, stary dworzec w środku lasu zamieniony w dom i ogródek warzywny stworzony w nienaturalnym środowisku sprawiają magiczne wrażenie, jakby w tym miejscu wszystko było możliwe. 

To wszystko o czym pisze Szostak jest piękne, ale smutek ziejący z każdej strony nie pozwala wierzyć w szczęśliwe zakończenie baśni. Dobra wróżka nie przyjdzie, nie machnie różdżką i nie naprawi tego, co bohaterowie zdążyli już zepsuć. Ale dopóki Błażej nie przestaje szeptać, w ciemności wciąż widać maleńką iskierkę nadziei. Do tego „Wróżenie z wnętrzności” idealnie współgra z jesienną nostalgią. Tak samo smutna, przejmująca, ale też ciepła i napisana z czułością powieść pozostawia czytelnika z drżącym sercem i poczuciem, że właśnie stało się coś ważnego.

PS

Na koniec uwaga zupełnie nie związana z treścią. Większość polskich wydawnictw powinna wybrać się do wydawnictwa Powergraph na warsztaty z wydawania książek. Dobry jakościowo papier, solidna okładka, szyty grzbiet (aż mam ciarki na samą myśl!) i to wszystko w cenie nie różniącej się od tych kiepskich, byle jakich, gazecianych wydań. Biorąc taką książkę do ręki od razu czuję, że wydawca nie tylko szanuje autora, którego tekst tak pięknie opakowuje, ale też czytelnika i jego ciężko zarobione pieniądze. 


moja ocena: 8/10

Wit Szostak, Wróżenie z wnętrzności, Powergraph, Warszawa 2015.
 

7 komentarzy:

  1. Te ostatnia uwage powinnas zadedykowac Ksiazkowym Klimatom, wydawnictwu skad inad bardzo interesujacemu...
    Po ksiazke siegne. Mysle, ze Szostak to jeden z najciekawszych pisarzy polskich obecnie.
    Widzialas juz, ze Rudis wydaje nowa powiesc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, ale to bardzo na nowego Rudisa czekam :) A książki z Książkowych Klimatów wg. mnie nie są źle wydawane, poza tą serią co jest "Księga szeptów", bo tak lichej okładki już dawno nie widziałam...
      Ja Szostaka dopiero odkrywam, ale już zadziwia mnie, że potrafi tworzyć tak różnorodne historie :)

      Usuń
  2. Brzmi magicznie! Książka już zaplanowana na początek grudnia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem. Szostaka bardzo sobie cenię, ale ostatnio jakoś bez zachwytów. 100 dni bez słońca takie lekkie, z poważnym tematem w tle, ale jednak bardziej satyryczne. Tutaj Szostak jakby wraca do formy, ale też - niby wszystko gra, czyta się kapitalnie, ale jakby czegoś mi zabrakło

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez pamietam dobre wydanie Stu dni bez słońca - i jak dobrze ta książka leżała w rękach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten tytuł brzmi dla mnie jak tajemnica - też zachęcajka do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne, smutne - to wszystko dla mnie! Muszę sobie zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń