czwartek, 8 października 2015

Życie i zbrodnie zimnego lekarza - „Preparator”, Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Okładka „Preparatora” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego przyciąga i odpycha jednocześnie. Zerkam na regał, z wahaniem wyciągam rękę i czuję się, jakbym za moment maiła poczuć prąd pod palcami. Dlatego wyobrażam sobie niestworzone historie, czytam kolejne, pełne zachwytów recenzje, aż w końcu decyduje się na lekturę. I wiecie co? Ta niepewność przed dostarczyła mi więcej emocji niż sama historia preparatora.

„Preparator” skojarzył mi się z powieścią „Oskarżona” Marielli Mehr o garażowej morderczyni i podpalaczce Kari Selb. Obie historie zostały oparte na prawdziwych wydarzeniach, łączy je również motyw przesłuchania osoby oskarżonej. W przypadku Mehr od początku wiadomo co zrobiła Kari. Łatwo nienawidzić dziewczynę i szafować wyrokami, ale wraz z rozwojem fabuły okazuje się, że nic nie jest proste w tej historii, oskarżona staje się ofiarą, a czytelnik z przerażeniem zagłębia się w życie Kari i zaczyna jej współczuć. Po tym wszystkim co ją spotkało nikt nie byłby normalny i niewinny.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki zastosował inną kolejność. Czytelnik poznaje oskarżonego mężczyznę, ale dopiero na końcu dowie się co właściwie facet przeskrobał. Bezimienny bohater jest przeciętnym facetem, który ma własne zdanie na każdy temat i z pełnym przekonaniem wyraża swoje opinię. Nic specjalnego, chłop jak wielu innych. Mężczyzna zaczyna opowiadać historię swojego życia, analizuje wydarzenia, które miały na niego największy wpływ. Mówi o ojcu, który nie miał własnego zdania, a w domu był jedynie cichym lokatorem. To po nim bohater przejął fach preparatora. Obwinia matkę, która nigdy nie okazywała mu miłości, nie akceptowała jego leworęczności, okrutnie wyśmiewała i porównywała z idealną siostrą. Kobieta sprawiła, że dzieci nigdy nie były ze sobą blisko, a nawet dorastały we wzajemnej nienawiści. Oskarżony wraca pamięcią do swojej pierwszej, nieszczęśliwej miłości, pierwszego doświadczenia śmierci, wspomina nieudane małżeństwo, zmarnowane szanse, zniszczone marzenia.

Wszystko o czym opowiada bohater powieści miało wpływ na to, jakim stał się człowiekiem. W pewnym momencie zaczęłam go nawet żałować, ale później uświadomiłam sobie, że z oskarżonego jest niezły cwaniak, który pogrywa sobie z odbiorcą. Mężczyzna dostrzega winę w otoczeniu, pozuje na ofiarę, jakby wszystko co go w życiu spotkało musiało pchnąć go do zbrodni. Jakby nie miał charakteru i własnej woli, jakby przeszedł przez życie bezrefleksyjnie, nie rozróżniając dobra od zła. Ostatnia scena, w której dochodzi do zbrodni, nie szokuje i nie zdumiewa. Właściwie trudno się chłopu dziwić, że zrobił to, co zrobił. Ale wcześniejsze przewinienia, od niepłacenia czynszu, po kazirodczy związek z siostrą są jego świadomym wyborem, powtarzanym regularnie i z premedytacją (nie dam sobie wmówić, ze siostra na niego wylazła, a on się biedak opierał).

W całej tej historii najlepsze jest zakończenie. Trzy ostatnie linijki, które sprawiają, że miałabym ochotę poklepać autora po plecach i pogratulować mu dobrze wykonanej roboty. Ale w ogólnym rozrachunku, jako całość, powieść prezentuje się najwyżej średnio. Może gdybym nie czytała wybitnej „Oskarżonej”, to przejęłabym się preparatorem bardziej. Opis z okładki doskonale pasuje do powieści Mehr, te dywagacje na temat zła i śmierci idealnie oddają charakter „Oskarżonej”, a w przypadku „Preparatora” są trochę naciągane. Spodziewałam się mrocznej i brutalnej opowieści o ludzkiej niegodziwości i o niepokojącej pracy przy zwłokach, która poryła psyche bohaterowi (on lubi swój zawód, więc trudno zwalać winę na robotę). Spodziewałam się, że w trakcie lektury emocje rozsadzą mi czaszkę, a tu mi nawet noga nie drgnęła. Źle nie było, ale książkę odłożyłam z mało eleganckim, ale szczerym wzruszeniem ramion i westchnieniem – meh. 


Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Preparator, Od deski do deski, 2015.

moja ocena: 6/10

***
Autor spotka się z czytelnikami na Krakowskich Targach Książki w piątek (23.10.2015) o godz. 16:00 na stoisku wydawnictwa Od deski do deski (D11) oraz w sobotę (24.10.2015) o godz. 12:00 na stoisku Wydawnictwa Literackiego (D15).

9 komentarzy:

  1. Właśnie się zastanawiałam, czy... warto czekać do tego zakończenia. Czytam, czytam i... nie rozumiem, skąd zachwyt tą książką. Historia jest przeciętna, napisana w sumie... normalnie (jak czyta się sporo reportaży i literatury faktu, to taka historia jest jedną z wielu). Odłożyłam ją dość zdezorientowana. A teraz już nie wiem. Kusisz tym zakończeniem, ale chyba podobne miałyśmy odczucia - gdzie to rozsadzanie czaszki? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie nie mogę powiedzieć, że powieść jest zła, ale naczytałam się tak entuzjastycznych recenzji, że napaliłam się okrutnie. A tu facet o wyciskaniu pryszczy opowiada... Końcówka dobra, może jakoś domęczysz, ale jakbyś się jedna nie zdecydowała, to mogę ci opowiedzieć zakończenie :D

      Usuń
    2. :D Jakby co, zgłoszę się!

      Usuń
  2. Nie wiem jakos mnie to nie kreci nie wiem czemu :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka nieszczególnie mnie zainteresowała, ale dam jej szansę. Autorowi na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja z kolei byłam "Preparatorem" szczerze zachwycona. Połknęłam książkę bardzo szybko, podobało mi się takie ujęcie historii i dla mnie zakończeniebyło wiekim bum! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka raczej zdecydowanie odrzuca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że wyszło średnio - nawet najlepsze zakończenie nie jest w stanie uratować klopsa, choć po tej okładce spodziewałabym się czegoś naprawdę dobrego :/

    OdpowiedzUsuń