środa, 21 października 2015

Zwykła hołota, a nie wielbiciele literatury

Co prawda zamiast wideł i pochodni tłum ściskał w rękach książki, ale efekt był ten sam...


Po poniedziałkowych spotkaniach w ramach Conrad Festival zostały mi nie tylko przyjemne wspomnienia (o tym napiszę następnym razem), ale też frustrujące przemyślenia (najpierw muszę wylać z siebie żal). Nie chodzi o samą imprezę, która przecież jest świetna i udział w niej to wielka przyjemność. Gospodarze i zaproszeni goście zawsze pokazują najwyższą klasę. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o publice.

Wystarczyło rozejrzeć się po Auditorium Maximum i sali bankietowej Pałacu pod Baranami, żeby zauważyć, że na spotkaniach dominowali młodzi ludzie, domyślam się, że w większości pewnie studenci. Przystojni chłopcy, ładne, odmalowane i dobrze ubrane dziewczyny. Plecy proste, kolanka złączone, czerwona szminka na ustach. No damy. Dżentelmeni również prezentowali się jak z obrazka. Serce rośnie, bo przyszłość narodu leży w rękach tych młodych, kulturalnych, inteligentnych ludzi, którzy zaczytują się w literaturze z wyższej półki. Można płakać ze wzruszenia, ale tylko do czasu, kiedy autorzy zaczynają rozdawać autografy. Wówczas delikatne dziewczęta i uprzejmi chłopcy zmieniają się dziką hołotę.

W Auditorium Maximum moja przyjaciółka o mało nie została zepchnięta ze schodów i stratowana przez agresywny tłum, który ruszył w kierunku reporterki. Ja rozumiem, że w pierwszej wersji pani Aleksijewicz miała podpisywać książki tylko przez 20 minut i każdy chciałby mieć autograf noblistki (ja też chciałam), ale przecież to nie powód, żeby wzajemnie się tratować. Kiedy reporterka zauważyła reakcje ludzi, to obiecała, że podpisze wszystkie książki (dobra, serdeczna kobieta nie chciała rozczarować czytelników), ale nic to, bo regularna walka już trwała, ludziska się rozkręcili i wcale nie mieli zamiaru przestać. Do tego doszły chamskie komentarze i uwagi poszczególnych jednostek z tłumu. Ręce opadają, ale to jeszcze nie koniec, bo po spotkaniu z Wiesławem Myśliwskim wcale lepiej nie było.

Sala w Pałacu pod Baranami wypchana była po brzegi. Publika na oko prezentowała się ładnie i kulturalnie. Chwile przed rozpoczęciem spotkania do samego przodu przepchała się jakaś zmalowana lala i zaczęła pyskować, że miała mieć zarezerwowane miejsce w pierwszym rzędzie. Chyba liczyła na to, że ktoś jej ustąpi swoje krzesełko, a ponieważ nikt nie zareagował, to zasiadła gdzieś z boku z obrażoną miną. Samo spotkanie przebiegło w cudnej atmosferze, która prysła jak bańka mydlana gdy doszło do rozdawania autografów. Stałam sobie spokojnie obok Ewki i zanim zdążyłam się zorientować to zostałam wypchnięta gdzieś do tyłu. Dlaczego? Bo stałam. Nie wbijałam nikomu łokcia w bok, nie wdrapywałam się na niczyje plecy i nie chuchałam komuś obleśnie do ucha. Kulturalnie czekałam na swoją kolej. Wystarczył moment, żeby zrobił się taki młyn jakby do Lidla crocsy za pięć dych rzucili. Serio. Wypadałoby to wszystko nagrać i potem pokazywać ludziom. Pewnie niejeden byłby zdziwiony swoim własnym zachowaniem. A już taką jedną, która wypchnęła mnie z kolejki, a później rzucała obraźliwe i sukowate komentarze w kierunku mojej przyjaciółki, to należałoby obfotografować i jej zdjęcie zamieścić w internecie.

Nie wiem dlaczego z ludzi wyłazi takie chamstwo, wzajemna nienawiść i chęć upokorzenia obcych i przypadkowych osób, ale po ludziach czytających książki, czyli jakby nie było wrażliwych i kulturalnych, oczekiwałabym zwykłej przyzwoitości. Oczywiście nie jest to standard, bo wiele osób czekało grzecznie na swoją kolej, prowadząc sympatyczne rozmowy nawet z obcymi ludźmi. Tyle, że ja tej pozytywnej strony tłumu nie doświadczyłam osobiście, a jedynie zaobserwowałam, że gdzieś tam w tyle są jeszcze spokojni ludzie. Bo ci wokół mnie zachowywali się jak zwykłe prostaki.

Zapewne to samo będzie się działo na Targach Książki w Krakowie. Byłam nie raz, widziałam te walki w kolejach. Tyle, że nad takim wielkim tłumem trudno zapanować, zawsze gdzieś znajdzie się jakiś rozpychający się i roszczeniowy bezczel, który musi być pierwszy. Szkoda, że za złym przykładem idzie większość i zdobywanie podpisów w książkach często przypomina bijatykę. A wszystko to na oczach pisarzy. W takich momentach chciałabym wiedzieć co ci ludzie myślą na temat hołoty kotłującej się i przepychającej w kolejkach. Mówiąc szczerze wcale nie zazdroszczę im takich „kulturalnych” czytelników.

14 komentarzy:

  1. Masakra, szkoda, że takie sytuacje zacierają przyjemne wspomnienia. Przypomniała mi się sytuacja, gdy w lutym byłam na targach turystycznych we Wrocławiu. Jako, że kilka h wcześniej zaplanowałam sobie autograf u Pawlikowskiej, ale okazało się, że ludzi było zbyt wiele, autorka szybciej sobie wyszła, odbywało się to w biegu, autograf dostałam, ale z wielką łaską i generalnie nie tak to sobie wyobrażałam. Postanowiłam zatem już niecałą godzinkę stanąć pierwsza przy stanowisku Aleksandra Doby, który miał jeszcze wykład, żeby się potem nie denerwować, czy zdążę czy nie. Cierpliwie stałam, bolały mnie już nogi, obok podszedł dziadek z wnuczkiem. Młody trochę marudził, że głodny itd., ale panu bardzo zależało na autografie, więc zaproponowałam mu, że nie ma problemu może być przede mną, rozumiem sytuację, będę druga, nie ma dla mnie różnicy. Kiedy podszedł Aleksander Doba, nagle zostałam popchnięta i płynęłam w tłumie, coraz dalej i dalej, wszyscy się wciskali. Zdenerwowało mnie to ogromnie, tym bardziej, że podróżnik zapewniał, że każdemu rozda autograf i z każdym zrobi zdjęcie, bo będzie do wieczora, ale ,,bydło" chyba nie rozumiało... I tak też z pierwszej czekającej zrobiłam się chyba z 50 i to zastawiając łokciami miejsce, bo pewnie dzicz odepchnęłaby mnie jeszcze dalej. Nie rozumiem takich ludzi, czy nie lepiej ustawić się w ogonku, cierpliwie poczekać z szacunkiem dla drugiej osoby ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja rozumiem, że każdy chciałby mieć sposobność zamienienia kilku słów z danym pisarzem i przy okazji zdobyć jego autograf na jednej z książek. No ale... bez przesady. Widząc coś takiego to najpewniej po prostu bym zrezygnowała i po prostu wyszła. Szkoda tracić nerwy i przepychać się przez taką dzicz... Ludzie to jednak dobre pozory potrafią stworzyć - niby kulturalni, dobrze wychowani, ale czasem bez kija nie podchodź.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego właśnie nie jeżdżę na targi (w tym roku się nie wybieram), tudzież na inne spędy. Wydawało by się - jak piszesz - że na tego typu imprezach obecni są ludzie kulturalni, elita, chciałoby się powiedzieć - skąd więc to chamstwo? Czyżby chamstwo w narodzie polskim, to coś skłaniające ludzi do rozpychania się, przepychania i tratowania innych - było elementem dominującym na tyle, że tłumi dobre wychowanie? Może dla niektórych takie zachowanie jest normalne, bo są przekonani, że o swoje trzeba walczyć? I to niezależnie od tego, czy stoimy w kolejce po mięso, czy po autografy. Ale na miłość boską - żeby się tak po jakiś podpis pchać? Żeby to jeszcze jakaś korzyść materialna z tego była, to jestem w stanie zrozumieć takie zachowanie (choć nie zaakceptować) - może ktoś sobie planuje sprzedaż książek noblistki z autografem? No żenada to, co opisujesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. To co napisałaś jest nie do pomyślenia. Chociaż takich ludzi można spotkać naprawdę wszędzie. Nie wspomnę o komunikacji miejskiej. Pogrom.
    A kiedy w sklepach zaczynają się wyprzedaże? Hahaha. Ludzie zachowują się jak zwierzęta. Kłótnie o miejsce, szarpaniny, wyzwiska. Bardziej przypomina to szkołę sztuk walki niż wigilijną kolację.
    Mimo wszystko bardzo chciałabym pojechać na targi do Krakowa, ale praca i szkoła nie pozawalają :(
    buziaki,
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat rzeka! Na spotkanie z Aleksijewicz dotarło mnóstwo przypadkowych osób. Nie wiem, co działo się przy podpisywaniu po spotkaniu, ale widziałam, że już pod koniec spotkania łowcy autografów ustawiali się w kolejce, pokazujac kompletny brak szacunku dla noblistki, która ciągle przemawiała. Było tam coś, co jeszcze gorsze wrażenie na mnie zrobiło. Kobieta, która obok mnie siedziała, chyba nauczycielka, kazała swoim podopiecznym wysyłać mailem pdfy ze swoimi wejściówkami do znajomych, którzy wejściówek nie mieli. Mieli pokazywać je na telefonie, skoro nikt nie sprawdzał tożsamości. Było mnóstwo osób, które nie przyszły na spotkanie, bo nie zdobyły wejściówki uczciwie, a tutaj młodzieży pokazano, że mozna kombinować.

    Na spotkanie z Wiesławem Mysliwskim w ogóle nie weszłam, nie zmiesciłam się, a nigdy nie śmiałabym się bic o miejsce. Szaleństwo! Za to na spotkaniu z Hoomanem Majdem spotkałam kilka osób, które mówiły, że przyszły tylko po to, żeby zająć miejsce na spotkanie z Olgą Tokarczuk. Tyle, że oni zachowywali się kulturalnie i raczej nikogo chętnego nie wygryźli. No i nie da się ukryć, że akurat ta sala była za mała i ostatecznie starsi ludzie klęczeli na podłodze pod sceną, bo nie byli wystarczająco zdesperowani, żeby przychodzić dwie godziny wczesniej.

    Zauwazyłam, że mniejsze spotkania z mniej poczytnymi autorami są dużo spokojniejsze i raczej nie ma tam przypadkowych ludzi. Z jednej strony cieszę się, że Conrad Festival jest w tym roku bardziej popularny, z drugiej ubolewam, bo robi się masowo, a to sprzyja chamstwu. Liczę, że kolejne dni będa spokojniejsze, bo ciagle staram się świętować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Racja! Siedziałam w Maximum na samej górze i miałam świetny widok na to co się działo zaraz po zakończeniu spotkania. Jak zobaczyłam ten tłum, który w ciągu kilku sekund osaczył Aleksijewicz to w pierwszym momencie chciało mi się śmiać, ale w gruncie rzeczy to tragiczne. Jakby ten głupi (no OK, głupi nie głupi, w końcu to Noblistka, ale mimo wszystko!) autograf to była kwestia życia i śmierci :).

    OdpowiedzUsuń
  7. O raju... Jeszcze mi się nie zdarzyło uczestniczyć w czymś takim. Nieraz widziałam salę pełną po brzegi i nie brakowało takich, którzy w kolejce po autograf chcieli być pierwsi przed innymi, ale żeby taka dzicz? Tego moje oczy nie widziały. O_o
    Wstyd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem zaskoczona. Ja niestety nie mam jak jeździć po takich spotkaniach, więc nie orientuje się w zachowaniach. Widzę jednak z twojego wpisu, ze brakuje kultury w naszym kraju. Nie odnalazłabym się w takim miejscu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przykre jest takie zachowanie - zupełnie jakby dla minuty w towarzystwie sławy, niektórzy tracili rozum... Nie było mnie tam na miejscu, więc mogę się tylko zastanawiać: może nie byli to czytelnicy-fani, tylko osoby, które jak magnes przyciągnął Nobel? Bardziej zależało im na sławie reporterki niż na wysłuchaniu, co ma do powiedzenia? Tak czy inaczej, można tylko pokręcić głową, że przy spotkaniu z kulturą niektórym brakuje kultury.

    OdpowiedzUsuń
  10. To co piszesz jest straszne, ale niestety taka jest polska mentalność - czy to chodzi o autograf noblistki, czy crocsy z Lidla. Na szczęście nie byłam jeszcze w takiej sytuacji, na Targach w Warszawie, choć było bardzo tłoczno, to wszystko odbywało się kulturalnie (przynajmniej tam gdzie ja byłam). Kilka lat temu byłam na spotkaniu z Vargasem Llosą i też było w miarę spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Doskonale rozumiem twoją frustrację - niektórzy po prostu nie rozumieją, że we wszystkich życiowych sytuacjach trzeba zachować się KULTURALNIE. I co niektórym dało to "wpychanie się" ? Jedynie dziką satysfakcję, że cokolwiek zrobili aby dorwać autograf . Żenujące. Wolę nie dostać autografu, ale zachować się z klasą. Na szczęście na Warszawskich Targach nie zauważyłam tego typu zachowań. ;)
    http://momentcatcher00.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż strach być pisarzem w dzisiejszych czasach! Ja nie zbieram autografów na tragach, jeszcze mi życie miłe, ale mam znajomych co tylko po to na targi jeżdżą. To i pewnie walczą jak lwy (a może jak hieny czy szakale).

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlatego ja w tym roku odpuszczam targi książki, a w poprzednich latach chodziłam czwartek-piątek, kiedy nie ma tłumów:) Bo ja chodzę na targi po książki, a nie po autografy, te akurat nie są mi potrzebne do szczęścia, brak rozmowy z autorem też jakoś przeżyję, teraz jest tyle możliwości, facebook, twitter żeby porozmawiać i można to zrobić w spokoju:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Po tym jak zobaczyłam jak dwóch panów bije się w piekarni o miejsce w kolejce i usłyszałam opowieść o panach, którzy bili się w lidlu o ostatnią kiść bananów chyba mało co mnie już zdziwi. Smutne.

    OdpowiedzUsuń