sobota, 24 października 2015

Piszę, bo nie wiem – Wiesław Myśliwski na Conrad Festival


Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że na spotkanie z Wiesławem Myśliwskim czekałam całe życie. Co prawda nie czytam jego powieści od zawsze, ale „Traktat o łuskaniu fasoli” jest książką mojego życia, jedną z tych najukochańszych i najważniejszych. Dlatego w tak różnorodnym i bogatym programie Conrad Festival to jedno spotkanie było dla mnie najważniejsze. Rozmowę z pisarzem prowadził Jerzy Franczak, który dwoił się i troił, żeby wciągnąć Myśliwskiego w dyskusję, a on z rozbrajającym uśmiechem i figlarnym błyskiem w oku sprowadzał prowadzącego do parteru, przekomarzał się i drażnił. W takich chwilach nawet panu Franczakowi trudno było zachować powagę i śmiał się razem ze wszystkimi słuchaczami.

Wiesław Myśliwski rozpoczął od sprostowania legend, które narosły wokół jego osoby. To nieprawda, że stroni od spotkań z czytelnikami i jest nieprzystępny, bo przecież przyjechał do Krakowa na spotkanie z festiwalową publicznością. Poza tym pisarz jest od tego, żeby pisał. Kiedy zaczyna przeistaczać się w celebrytę, to pierwszy krok do klęski. Jeśli autor „Widnokręgu” nie pisze, to zajmuje się życiem, a to jak wiadomo też zajmuje sporo czasu.Pan Myśliwski nie ma w domu internetu, bo nie interesuje go, co też ludzie wypisują na jego temat. Każdy z nas jest próżny, ale rzecz polega na tym, żeby nie dawać swojej próżności zbyt wielu okazji.

Kolejnym mitem jest to, że pisarz długo pracuje nad swoimi książkami, mozoli się nad nimi wiele lat. „Kamień na kamieniu” pisał etapami, bo rożne rzeczy w życiu odciągały go od pracy nad książką. Po „Pałacu” zastanawiał się jaka ma być jego literatura. „Ostatnie rozdanie” pisał przez 3 lata. „Jak napiszę książkę, to muszę się z niej wyleczyć”, wyznał. Myśliwski nie pisze tak długo, jak to tylko możliwe. Nie ma dla niego znaczenia ile książek napisze w swoim życiu, bo w sztuce ilość nie przechodzi w jakość. Gdyby tak było, to Kraszewski byłby największym polskim pisarzem. Przed rozpoczęciem pracy nad nowa powieścią zawsze pyta siebie, co ta książka może mu jeszcze dać. Po „Traktacie...” postanowił, że już nic więcej nie napisze, ale dostał list od czytelnika, który przesłał mu zapas ołówków i żyletek do ich ostrzenia (bo Myśliwski pisze książki tylko ołówkami). „Więc co było robić? Trzeba było napisać kolejną książkę”.

Jerzy Franczak próbował namówić rozmówcę na próbę interpretacji swoich powieści, ale Myśliwski bronił się twierdzeniem, że nie jest w stanie przeczytać żadnej swojej książki. Pisarz przyznał, że dużo zawdzięcza kulturze chłopskiej. Przez 25 lat redagował kwartalnik „Region” i pracując nad periodykiem, będąc zanurzony w tym chłopskim świecie, śledząc przejście chłopów z kultury mowy w kulturę pisma (współczesnemu człowiekowi trudno pojąć jak można istnieć tylko w mowie), uświadomił sobie, że literatura musi się brać właśnie z mowy, a nie pisma. Takie przeczucie towarzyszyło mu już przy pisaniu „Nagiego sadu”, ale pełna świadomość przyszła później. Wiesław Myśliwski nie pisze gwarą, językiem ludu, ani językiem inteligenckim. Pisze duchem języka. Duch języka to język, który człowiek odczuwa i wie, że tylko w ten sposób może się wyrazić, może się opowiedzieć, zwierzyć światu.

Literatura jest sztuką słowa, niczym więcej, bo słowo ustanawia świat książki. W języku jest szansa, nadzieja literatury. Każdy człowiek ma swój własny, osobisty język i to jest źródłem literatury. Literatura nie jest od rekonstrukcji świata. Pisząc Myśliwski stara się stworzyć kawałek własnego świata. Pisarz przyznał, że ma dziwny sposób pisania. Na początku nie stawia sobie żadnego zadania, żadnej tezy. Sam nie wie o czym będzie pisał. Wystarczy mu pierwsze zdanie, które ma potencjał. Pierwsze zdanie to drogowskaz, na którym nie ma nazwy miejscowości, ani kilometrów, a jedynie kierunek. To zdanie go prowadzi, wywołuje kolejne zdanie i następne. Gdyby wiedział o czym chce napisać, to książka nigdy by nie powstała. Bo po co? „Piszę, bo nie wiem. Pisanie jest poznaniem. Pisanie dostarcza mi wiedzy o świecie, o ludziach, o sobie.”

„Ja nie jestem melancholikiem”, zapewnił Wiesław Myśliwski w odpowiedzi na pytanie Jerzego Franczaka o melancholijny ton jego powieści. Autor „Ostatniego rozdania” pisze o przeszłości, bo tylko przeszłość istnieje. Nie da się pisać o teraźniejszości, bo zapisane słowa stają się przeszłością, a przyszłość jest wymysłem, fantazją. Literatura charakteryzuje się tym, że jest sprawdzalna doświadczeniem ludzkim, tym co wydarzyło się w przeszłości. Na kolejne pytania o to, co autor miał na myśli w swoich powieściach Myśliwski odparł z figlarnym uśmiechem: „Ja najmniej wiem o swoich książkach. Ja nawet nie wiem, czy to co mi się wydaje, że jest w moich książkach, to w nich jest.”


Pisarz upodobał sobie formę monologu, bo człowiek najchętniej i najdłużej rozmawia sam ze sobą. Opowieść prowadzona w pierwszej osobie jest naturalną opowieścią. Człowiek zwierza się sam przed sobą, sam przed sobą rozmyśla. „Pierwsza osoba jest dla mnie tak naturalna jak język mówiony”. Inne sposoby narracji, inni narratorzy, są sztucznymi narratorami. Literatura przetrwa dopóki człowiek zachowa swój własny język.

W odpowiedzi na pytanie z publiczności o największą polską książkę Myśliwski niemal bez zastanowienia wymienił „Listy” Krasińskiego. Natomiast jeśli chodzi o pisarzy inspirujących autora „Widnokręgu” to wypada wspomnieć trzech: Dostojewskiego, ze szczególnym naciskiem na „Idiotę”, Kafkę i jego opowiadanie „Budowanie muru chińskiego” (według pisarza: „Kafka mógłby już nic więcej nie napisać, nie miał zmysłu do pisania powieści, był genialny w swoich opowiadaniach”) oraz Prousta (Myśliwski jest jednym z niewielu czytelników, którzy przeczytali całego Prousta dwukrotnie w całości).

Praca prozaika jest dla Wiesława Myśliwskiego pracą zakonną. Ważne jest, żeby codziennie usiąść przy stoliku i siedzieć nawet przez trzy godziny, choćby miało się przez ten czas nic nie napisać. To nigdy nie będzie czas zmarnowany. Najpierw trzeba zbudować ogrodzenie opowieści, a potem szukać w tych ogrodzonych imaginacjach, aż zdania zaczną rosnąć jak pieczarki. Najbardziej rodny jest banał, bo życie sprowadza się do banałów. Trzeba szukać w pospolitości, bo w tym kryje się literatura. Myśliwski  nigdy nie pisze o tym, czego nie doświadczył, bo byłby niewiarygodny. W jego powieściach jest dużo motywów autobiograficznych, ale pisarz wybiera tylko te momenty, które z łatwością poddają się fikcji.

Przy okazji różnych spotkań autorskich zdarzało mi się wspominać, że to było jedno z najlepszych spotkań na jakich byłam. Po poniedziałku jestem pewna, że spotkanie z Myśliwskim było najlepszym na jakim byłam dotychczas. Pisarz okazał się ciepłym, serdecznym i przezabawnym człowiekiem. O życiowej mądrości nawet nie wspominam, bo to akurat doskonale widać we wszystkich jego dziełach. Wydawało mi się, że nie mogę wielbić jego książek już bardziej, ale myliłam się. Kocham je wszystkie jeszcze mocniej. A to wszystko za sprawą uroku osobistego Wiesława Myśliwskiego. Jeśli nie było was w poniedziałek w Pałacu pod Baranami, to możecie tylko żałować.


4 komentarze:

  1. Odczuwam zdrowa zazdrosc, haha. Dzieki za swietna i bardzo ciekawa relacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem. To musiało być wspaniałe spotkanie i przeżycie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale, że na Festiwalu można było spotkać Myśliwskiego. Uwielbiam jego twórczość. :)

    OdpowiedzUsuń