piątek, 9 października 2015

Na wojnie w papilotach – „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, Swietłana Aleksijewicz



Wczorajszy literacki Nobel dla Swietłany Aleksijewicz to jeden z najbardziej zasłużonych Nobli w historii. A i ukłon Akademii w kierunku literatury faktu cieszy podwójnie. Radość, która wybuchła w Internecie po ogłoszeniu werdyktu przez Akademię Szwedzką świadczy tylko o tym, że Swietłana Aleksijewicz jest w Polsce czytana, doceniania i uwielbiana.

„Piszę nie o wojnie, ale o człowieku na wojnie. Piszę historię nie wojny, ale uczuć. Jestem historykiem duszy.”

Swietłana Aleksijewicz nie porusza błahych spraw, ale pisze tylko o rzeczach najważniejszych. Skupia się na ludziach i ich losach, a nie wielkiej polityce. To człowiek i jego osobiste przeżycia są najważniejsze. O tym, że wojna nie ma w sobie nic z kobiety wiedziałam od dawna. Temat poruszony przez białoruską pisarkę nie jest w Polsce nowy. Czytałam rożne wspomnienia kobiet zamieszanych w działania wojenne, słuchałam opowieści dwóch więźniarek obozu Auschwitz-Birkenau (o tych niezwykłych spotkaniach pisałam tutaj i tutaj). Serce pękało mi wielokrotnie. Wiedziałam czego mogę się spodziewać po lekturze reportażu  Aleksijewicz, ale na emocje towarzyszące TAKIEJ książce nie da się przygotować.

Wszystkie bohaterki Aleksijewicz wstąpiły do wojska dobrowolnie, z miłości. Wydawało im się, że wojna nie potrwa długo, że za chwilę wrócą do domu, do mam, za którymi tak tęsknią. Ale rzeczywistość szybko zweryfikowała ich romantyczne wyobrażenia. Płakały, kiedy obcinano im warkocze, a gdy włosy choć trochę odrosły, to nawijały je na prowizoryczne papiloty. Niektóre były tak smarkate, że pierwsza miesiączkę dostały na froncie, będąc już zasłużonymi żołnierkami. Szyły spódnice z byle czego, bo chciały być ładne i zadbane, chociaż wszędzie panował chaos i zniszczenie. W lesie zbierały kwiatki i słuchały śpiewu ptaków. Mimo całej nienawiści potrafiły okazać miłosierdzie wrogowi. A przy tym, wbrew męskim oczekiwaniom, potrafiły doskonale walczyć. Wracały do domu pokiereszowane zewnętrznie i wewnętrznie. Niektóre całkowicie posiwiały, a miały dopiero dwadzieścia lat. Ale nawet po wojnie ich koszmar się nie skończył. Po tym czego doświadczyły trudno było im żyć normalnie.

Swietłana Aleksijewicz jest stale obecna w tekście, ale oddaje głos swoim rozmówczyniom. Czasami na początku wtrąca drobne komentarze związane z pracą nad książką, z których można wyczuć, że zbieranie materiałów i rozmowy z bohaterkami były dla autorki wielkim przeżyciem. To, że odwiedzała swoje rozmówczynie z sercem na dłoni jest doskonale widoczne, bo gdyby nie to serce, to kobiety nie otworzyły by się przed reporterką tak bardzo. Właśnie uczucia są dla Aleksijewicz najważniejsze. Bo historii wojennych opowiedzianych przez mężczyzn powstało już całe mnóstwo. Opowieści o wielkich walkach i bohaterach. O nienawiści i wrogiej krwi. Ale w momencie kiedy reporterka zbierała materiały do swojej książki temat dziewcząt wojennych był zupełnie pomijany. No bo co baby mogą wiedzieć o wojnie? Pewnie będą płakać i opowiadać rożne dyrdymały. Pominą to, co z męskiej perspektywy jest najważniejsze. Dlatego Swietłana Aleksijewicz pozwoliła się swoim dziewczynom wygadać. Bez przerywania i poprawiania. Kiedy trzeba było złościła się i płakała razem z nimi. Bo wojna to nieludzki czas, bo wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Nie można mieć jednego serca do nienawiści, a drugiego - do miłości. Człowiek ma jedno, więc zawsze myślałam o tym, jak to serce ocalić.” I właśnie o tym jest ta wstrząsająca książka.


moja ocena: 8/10

Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety (tyt. oryg. У войны не женское лицо), tłum. Jerzy Czech. Czarne, Wołowiec 2010.

***
Swietłana Aleksijewicz będzie gościem Conrad Festival. Spotaknie z reporterką odbędzie się w poniedziałek 19 października o godz. 17:00 w Pałacu pod Baranami.

7 komentarzy:

  1. Bardzo cieszę się z tego, że Nobel trafił do Aleksijewicz. Jej książki bardzo poruszają. Poza tym po raz pierwszy doceniono mój ukochany gatunek - reportaż :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od bardzo dawna planuję przeczytać książki tej pani, ale po wczorajszym Noblu muszę to zrobić jak najprędzej ;) Ten tytuł idzie na pierwszy strzał, ponieważ to była pierwsza książka Aleksijewicz, o której słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka noblistki. Obowiązkowa, jak inaczej ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie planowałem czytać, ale Twoja recenzja przekonała mnie, że jednak warto.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, tylko przeczytać :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele z tych dziewcząt poległo, a te które przeżyły, spotkało wielkie rozczarowanie. Nie mają prawa do chwały, do dumy ze swoich wojennych orderów i historii, którymi chcą się podzielić, choć niełatwo wraca im się wspomnieniami do tych czasów. Chwała i zasługi przysługują mężczyznom, kobiety spotkały się przede wszystkim z odrzuceniem: Wróciłam do swojej wsi z dwoma Orderami Chwały i z medalami. Pożyłam trzy dni, a na czwarty mama budzi mnie i mówi: "Córeczko, zebrałam ci rzeczy w węzełek. Uciekaj, odejdź stąd.... Masz dwie młodsze siostry, dorastają. Kto je za mąż weźmie? Wszyscy wiedzą, że byłaś cztery lata na wojnie, z mężczyznami..." Surowy język, proste zdania, przejmujące treści. Przerażające obrazy. Przejmująca książka, z każdą kolejną przeczytaną stroną myślę sobie... Jakie mamy teraz dobre życie. Jakie bezpieczne i czyste. Doceńmy je, zamiast narzekać!

    OdpowiedzUsuń