poniedziałek, 12 października 2015

Maleńkie i śliczne, choć trochę używane cudeńko - „Kucając”, Andrzej Stasiuk


Najnowszy tomik z nazwiskiem Andrzeja Stasiuka na okładce to maleńkie cudeńko. Ilustracje Kamila Targosza genialne współgrają z tekstami pisarza i tworzą niesamowity klimat. Same felietony, trzydzieści trzy tekściki różnej długości, były już wcześniej drukowane w prasie lub innych książkach pisarza („Dukla”, „Grochów”, „Jadąc do Babadag”, „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”).

Trochę szkoda, że ta nowość nie jest tak do końca nowa, ale już raz używana. Tylko tych, drukowanych pierwotnie w Tygodniku Powszechnym nie znałam. Ale nic to, bo wszystkie utwory tworzą harmonijną całość i układają się w piękna opowieść o otaczającym nas świecie. O jesieni. O życiu w zgodzie z naturą i naturalnym cyklem pór roku. O zachwycie nad tym co dzikie i oswojone, o przyjaźni ze zwierzętami. 

Właśnie felietony poświęcone zwierzętom podobały mi się najbardziej. Te o ptaszkach przylatujących do karmnika, wilkach, rysiu, maleńkich jagniętach i przemądrzałych owcach, psach i kotach żyjących pod dachem Stasiuków. To w tych testach szczególnie widać wielkie serce i wielką wrażliwość pisarza. Cudne są te wszystkie felietony. Proste, możne nawet zwyczajne, choć przecież pełne głębi i życiowej mądrości. Jak to u Stasiuka. Fani pisarza na pewno nie będę zaskoczeni, w końcu Stasiuk przyzwyczaił nas już do tego, ze nie wypuszcza bubli spod pióra.

„No i leżę w środku tego września, w środku mojego kraju, w śpiworze, na deskach pachnących surową ropą prosto z kopalni i nasłuchuję, i wyobrażam sobie, co dzieje po sadach, po ogrodach i lasach. Zatopiony w tym wszystkim, otumaniony z lekka, oczadziały od urody i rozpaczy ostatnich jasnych i ciepłych dni, zanim sczezną, zanim zatopi je mrok i chłód, zanim pomrzemy. Bo nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią. Nigdy nie jest piękniejsze i nigdy nie przychodzi łatwiej zgodzić się na śmierć niż w karnawale jesieni. Tak sobie myślę w śpiworze, w środku kraju, z czarnym Uhercem zamykającym dolinę.” (s. 82)
„Czymś tam się okryłem i patrzyłem, jak się podnosi mgła, jak wstaje słońce, jak się rozwija splendor schyłku, śmierci i jesieni. Na czerwień buków, na żółknącą zieleń brzóz i burość olch, które co roku zamierają bez ostentacji. Pod niebem przesłoniętym perłową łuską chmur, przez którą raz po raz przesączało się światło z tamtej strony. Wyraziste i ostre jak w żadnej innej porze roku. Dlaczego? Żebyśmy się napatrzyli, żeby obraz wraził się na wieki w źrenicę i nerwami zawędrował do pamięci, do serca, do duszy – w co tam sobie kto wierzy. Żeby został za nami, bo przecież z czasem, z upływem, z wiekiem zostanie jako pociecha tylko on, jako dowód, żeśmy w ogóle istnieli.” (str. 108)
moja ocena: 8/10

Andrzej Stasiuk, Kucając, Czarne, Wołowiec 2015. 

***
Andrzeja Stasiuka będzie można spotkać na Targach Książki w Krakowie, w sobotę 24 października, o godz. 13:00 na stoisku wydawnictwa Czarne (B16).

14 komentarzy:

  1. Witam:) Aż wstyd się przyznać,że nie znam nic Stasiuka ale tak ładnie piszesz o tej książce,że aż chcę ją mieć,wczytać się w nią,zamyślić...Myślisz,że od "Kucając" mogę zacząć przygodę z prozą Stasiuka?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można zaczynać od "Kucając" :) Chociaż ja najbardziej polecam "Grochów", który jest dla mnie objawieniem geniuszu :)

      Usuń
  2. Maleńkie i śliczne to jest stworzonko obok książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie maleńkie to może nie jest, szczególnie w nocy jak się rozpycha na łóżku, ale za to rozpieszczone maksymalnie :D

      Usuń
  3. Który obiekt na zdjęciu jest "maleńkim i ślicznym, choć trochę używanym cudeńkiem"? ;-) Obstawiam, że to piesek - słodki, wygląda jak maskotka!
    Prozę Stasiuka znam słabo, choć poprawę solennie sobie obiecałam. "Kucając", o którym piszesz, powinno mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to oba, choć Tofik trochę bardziej używany, bo już ma swoje lata :D

      Usuń
  4. Zdjęcie jak zwykle zachwycające. ;) A powiedz mi, co tu dokładnie jest z "Jadąc do Babadag" i "Nie ma ekspresów..."? Okładka interesująca, ilustracji ze środka jeszcze nie widziałam, ale teraz się zastanawiam, czy warto sięgnąć po tę pozycję, jeśli się zna wymienione wcześniej książki? Nie wiedziałam, że to zbiór starszych tekstów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "Jadąc do Babadag" jest "Rasinari", a z "Nie ma ekspresów..." to co było na dwutygodnik.com, czyli "Dzikie", "Wrzesień", "Drapieżne" i "Ptasia krew" (wcześniej jako "Ptaki") :) Ja nie znałam tych tekstów z "Tygodnika Powszechnego" więc powiem, że warto. Też nie wiedziałam, że to będą już znane teksty, spodziewałam się typowej nowości, więc jestem minimalnie rozczarowana, ale wydanie jest tak śliczne, że warto się skusić :)

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź! Jeszcze pomyślę, przejrzę w księgarni i może się skuszę. :)

      Usuń
  5. Od dawna mam na stosiku ,,Wschód" Stasiuka - nawet z autografem.. Muszę w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, bo "Wschód" jest rewelacyjny :)

      Usuń
  6. Rzeczywiście, autor ma swój styl. Uwielbiam recenzję podparte cytatami, bo wtedy mam pełen obraz (no prawie, pełen jest, kiedy książkę dotknę, otworzę, przeczytam...).

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz cudownego pieska :) Sama słodycz.
    A co do autora to wstyd się przyznać, ale nie miałam przyjemności czytać jego książek.

    Buziaki, obserwuję
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się - to małe cudeńko. Właśnie doczytuję. A jednak... szkoda, że Stasiuk tak się powtarza. Szkoda, że kilka tekstów czytałam już w "Nie ma ekspresów..." Sięgając po "Kucając" nie zdawałam sobie sprawy, że będą to już publikowane teksty, a potem coś mnie tknęło - takie deja vu literackie ;) Ale trochę złagodził moje mieszane myśli po "Wschodzie" :)

    OdpowiedzUsuń