czwartek, 29 października 2015

Książkowe mydło i powidło

 
Co prawda siódma odsłona Conrad Festival przeszła już do historii, ale ja wciąż tkwię jedną nogą w conradowych inspiracjach. Dlatego dzisiejsza odsłona mydłopowodłowych lektur związana jest bezpośrednio z gośćmi krakowskiego festiwalu.

Podobno „Jeruzalem” okrzyknięte zostało najgłośniejszą powieścią Goncalo M. Tavaresa, a sam autor określony został mianem najwybitniejszym portugalskim pisarzem młodszego pokolenia. Do tego dochodzi mroczna okładka i już zaczynam się napalać na lekturę. Zanim zacznę czytać oglądam książkę z każdej strony, snuje przeróżne domysły i cieszę się na konfrontację moich wyobrażeń z rzeczywistością. Po kilku stronach już wiem, że to będzie koszmar. Ale nie w tym pozytywnym, maksymalnie skupiającym uwagę czytelnika sensie. Koszmar, bo fabuła wlecze się niemiłosiernie, a do końca daleko…

Zło włóczy się po nocy, osacza bohaterów, którzy tylko na pierwszy rzut oka wyglądają niewinnie. Z każdym, kto pojawia się na kartach powieści jest coś niehalo. Wszyscy są dziwni, niepokojący, cierpią na mniej lub bardziej poważne zaburzenia psychiczne. Nawet postaci, które powinny być z natury dobre i szlachetne mają zło pod paznokciami. Z góry wiadomo, że ich spotkanie nie może skończyć się dobrze...

Mówiąc krotko lektura „Jeruzalem” mocno mnie rozczarowała. Liczyłam na schizofreniczny klimat, demoniczne postaci i smutek kapiący z chmur. Całość okazała się najwyżej poprawna. Czytałam w bólach, bo fabuła zupełnie mnie nie zainteresowała. To fakt, że kartki same przeskakują pod palcami i nawet nie wiadomo kiedy dochodzi się do końca, ale ścieżka prowadząca przez powieść usłana jest rozbitym szkłem. Wynudziłam się okrutnie, a egzystencjalne problemy bohaterów wydały mi się wymyślone na siłę. Za mało w tym wszystkim było psychodelii i szaleństwa, którego można by się było spodziewać bo grupie wariatów.

moja ocena: 4/10

Goncalo M. Tavares, Jeruzalem (tyt. oryg. Jerusalém), tłum. Lipszyc Michał, Świat Książki, Warszawa 2010.



Petra Šabacha znają wszyscy w Czechach. Jego książki są tak uwielbiane i chętnie czytane, że najsłynniejsza z nich, czyli „Gówno się pali” była wznawiana aż piętnaście razy. W tym szaleństwie jest metoda, jak to pisał Mistrz Shakespeare, bo w prozie czeskiego pisarza można przejrzeć się jak w lustrze. A najlepsze jest to, że Šabacha podrzuca nam krzywe zwierciadło.

Jak zwykle Petr Šabach bierze na warsztat związki międzyludzkie. W trzech opowiadaniach zamkniętych w tomiku „Gówno się pali” pisarz skupia się na damsko-męskich relacjach. Z humorem analizuje różnice między kobietami i mężczyznami, czułym okiem przypatruje się wszystkim gierkom, które obie płcie prowadzą przeciwko sobie. Z góry wiadomo, że to wszystko musi doprowadzić do tragedii, albo miłości. Chociaż w tym przypadku na jedno wychodzi.

Z humorem Šabacha jest jak z humorem angielskim – albo się go lubi, albo nie. Tu nie ma miejsca na obojętność. Historie serwowane przez czeskiego pisarza składają się z uroczych anegdotek i humoru sytuacyjnego. Jeśli potraficie docenić absurd, ironię i odrobinę wariactwa, to gwarantuję, że będziecie chichrać się nad „Gównem...” jak szaleni.

moja ocena: 6/10

Petr Šabach, Gówno się pali (tyt. oryg. Hovno hoří), tłum. Julia Różewicz, Afera, Wrocław 2011.



„Księga Szeptów” to książka w każdym calu niezwykła. Piękna, przesycona poezją opowieść o świecie, który przeminął i już nigdy nie wróci. Narratorem powieści jest mały chłopiec, który żyje wśród dorosłych, przygląda się ich życiu, słucha ich opowieści, które zapamiętuje i przetwarza przez własną, dziecięcą wrażliwość. A tym samym staje się pośrednikiem, głosem duchów z przeszłości. 

Powieść Varujana Vosganiana składa się z obrazków, które autor opowiada czułym szeptem, płynie razem z przywoływanymi historiami i hipnotyzuje nimi czytelnika. Jego opowieść jest niezwykle plastyczna, wypełniona kolorami, smakami i zapachami tak intensywnymi, że niemal można je poczuć dotykając kartek książki. Ale sielanka jest tylko pozorna, bo głównym tematem „Księgi Szeptów” jest ludobójstwo Ormian zapoczątkowane w 1915 r. z całym wachlarzem konsekwencji, z którymi musieli zmierzyć się zwyczajni ludzie. 
 
Lektura „Księgi Szeptów” to niemal cielesne przeżycie. Rzadko zdarza się, żeby jakaś opowieść tak bardzo działa na zmysły czytelnika, była jednocześnie przerażająca i okrutna, a przy tym podana w tak piękny sposób. Samo obcowanie z tekstem jest niezwykłym przeżyciem. A historie przywoływane przez Vosganiana wbijają się prosto w serce i za nic nie chcą go opuścić. 

PS
Tylko jedno chciałabym zarzucić wydawcy. Tak niezwykła opowieść zasługuje na solidniejsze opakowanie. Okładka jest tak licha, że bałam się, że w trakcie lektury całość rozpadnie mi się w palcach.

moja ocena: 7/10

Varujan Vosganian, Księga szeptów (tyt. oryg. Cartea șoaptelor), tłum. Joanna Kornaś-Warwas, Książkowe Klimaty, Wrocław 2015.

8 komentarzy:

  1. Z Twoich "powideł" wybrałabym "Księgę szeptów". O ludobójstwie Ormian czytałam tylko u Elif Safak, dlatego chciałabym zobaczyć jak z tym tematem uporał się Vosganian w swojej głośnej książce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabyś przeczytać? To wypatruj paczki :D

      Usuń
  2. Zgadzam się. Z "Księgą szeptów" trzeba się obchodzić delikatnie, jak z jajkiem - okładka wygląda pięknie, ale jest za słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to wygląda tak, jakby żadnej oprawy nie było. Grafika bardzo klimatyczna, ale ten papier to jakaś kpina.

      Usuń
  3. Cieszę się, że tak opisałaś Księgę szeptów, bo już ją mam (zdobycz targowa, pewnie widziałaś, bo zaglądałaś do mnie:)) i się ekscytuję! Ale rzeczywiście - okładka jest fatalna. Zadziwiające jak udało mi się przewieść ją w torbie podróżnej bez żadnego zagięcia. A czytać pewnie będę w wielkim strachu, żeby jej nie uszkodzić :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziała, widziałam :) Dziwie się bardzo, bo to tej pory Książkowe Klimaty wypuszczały solidne okładki z pięknymi grafikami. Tu grafika też jest interesująca, ale sama oprawa fatalna. Strach odgiąć mocniej strony, żeby całość nie rozpadła się na kawałki.

      Usuń
  4. "Księga szeptów" jest cudowna, a jej autor jest tak charyzmatyczny, że spotkanie z nim powinno być dodawane do książki. Taki pakiecik :) Idzie sobie taki Vosganian w czarnym płaszczu, w czarnym kapeluszu i czujesz, że idzie ktoś, kto umie czarować. A opowiada ważne rzeczy, poważne i bolesne, ale robi to tak subtelnie, że ach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybrałabym "Księgę szeptów", zapowiada się naprawdę interesująco.
    Zapraszam do mnie,
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń