wtorek, 6 października 2015

Królowa jest tylko jedna - „Respect. Życie Arethy Franklin” David Ritz




Publikacja „Respect. Życie Arethy Franklin” David’a Ritz’a, jednego z najważniejszych biografów muzycznych, to prawdziwa gratka dla fanów książek muzycznych i wszystkich, którzy interesują się kulturą amerykańską. Gdzieś między wierszami autor snuje fascynującą i wielowymiarową opowieść o Ameryce lat ’50, ’60 i ’70. Ale to postać tytułowej bohaterki jest tu najważniejsza. Dzieło Ritz’a to klasyczna w swojej formie biografia Arethy Franklin, jednej z najzdolniejszych, jeśli nie najzdolniejszej wokalistki, która kiedykolwiek chodziła po amerykańskiej ziemi.

David Ritz  marzył o napisaniu książki o Królowej Soulu. W pierwszej wersji jego marzenie spełniło się tylko częściowo. Wcielił się w rolę ghostwritera i opowiedział historię Arethy jej własnym głosem. Autobiograficzna książka „From These Roots” była kolejną cegiełką, którą Aretha dołożyła w budowaniu własnej legendy. W trakcie pracy nad książką Ritz nazbierał mnóstwo materiałów, których nie mógł wykorzystać. Królowa zabroniła. „From These Roots” było jej wersją, nieraz rozmijającą się obiektywną prawdą. Diwa powiedziała co chciała, jeszcze więcej przemilczała lub nagięła fakty do własnych potrzeb. Cała sytuacja musiała gnębić Ritz’a, który w końcu zdecydował się na napisanie nowej, nieautoryzowanej biografii panny Franklin. Cóż, Królowa nie była szczęśliwa, ale w końcu dała autorowi swoje błogosławieństwo.

Efekt końcowy pracy Ritz’a to ponad pięciuset stronicowy, złożony portret Arethy Franklin. Pełen pęknięć, niedociągnięć pędzlem i brzydkich plam. Słysząc anielski głos Królowej Soulu aż serce ściska z zachwytu, a człowiek odnosi wrażenie, że nie jest godzien słuchać jej piosenek. Ale po lekturze „Respect” okazuje się, że Aretha nie jest żadną pozaziemską istotą, ale zwykłym, słabym człowiekiem. Trudno jednoznacznie określić artystkę. Na pewno nie łatwo obdarzyć ją sympatią. Bo jak tu lubić kobietę, która dała życie czterem chłopcom, ale nigdy nie była dla nich matką, bo kariera była ważniejsza? Ale to jedno z wielu uproszczeń, bo osobowość Arethy jest zbyt skomplikowana, żeby przyczepić do niej jedną, konkretną łatkę.

Bez wątpienia łatwiej skupić się na negatywnych cechach Królowej - upartej zazdrośnicy gotowej wydrapać oczy własnym siostrom, gdyby okazało się, że ich  piosenki będą większymi hitami. Niesłownej artystki, która bez poważniejszych powodów potrafiła odwołać koncert, albo wycofać się z ważnego projektu. Chorobliwie ambitnej wokalistki, która zawsze chciała być lepsza od innych piosenkarek i nagrywać same hity. Smutne to wszystko, ale nie należy zapominać, że życie dało jej nieźle popalić. Bo mała Aretha przypominała skrzywdzone kociątko, które marzyło tylko o tym, żeby je ktoś pokochał z całego serca i otoczył opieką. Będąc u szczytu kariery wielokrotnie zmagała się z ciężką depresją, a wypracowany sukces i uwielbienie tłumów nie dały jej prawdziwego szczęścia.

Bardzo interesującym wątkiem w biografii Arethy jest opowieść o środowisku gospel, gdzie w muzyce wielbi się Boga, ale w życiu robi coś zupełnie innego. Gdzie nikt nie nazywa seksu z dwunastoletnią dziewczynką pedofilią. Gdzie każdy z każdym może spróbować choćby najbardziej zakazanego owocu. Z takiego otoczenia wyszła Aretha, dlatego wiele jej zachowań łatwo można usprawiedliwić dorastaniem w trudnych warunkach i zbyt wczesnym macierzyństwem. Geniusz i w tym przypadku okazał się przekleństwem, a trudno mi przypomnieć sobie chociaż jedno nazwisko wokalistki obdarzonej większym talentem niż Aretha Franklin.

David Ritz napisał „Respect. Życie Arethy Franklin” z dystansem, choć wyobrażam sobie, że wcale nie było mu łatwo wyciszyć emocje i postawić na zimny profesjonalizm. To zdecydowanie najmocniejsza strona tej publikacji. Bo na literackie uniesienia, żarciki, anegdotki i wzruszenia radzę się nie nastawiać. 


David Ritz, Respect. Życie Arethy Franklin (tyt. oryg. Respect: The Life of Aretha Franklin), tłum. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015. 

moja ocena: 6/10

6 komentarzy:

  1. Pięknie to napisałaś. Jeśli nie ma w tej książce miejsca na anegdotki i żarciki, tylko rozprawienie się z mitem, to chcę przeczytać jeszcze bardziej. Ale nie wiem czy Twoja ocena wynika z powodu zawodu, jaki Ci sprawiła artystka czy jednak coś Ci nie do końca pasowało w stylu Ritza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównując biografie muzyczne, które dotychczas czytałam, a jednak trochę ich było, ta wypada średnio. Właśnie zabrakło mi trochę luzu, anegdotek i zabawnych momentów. Jeśli chodzi o profesjonalizm, to Ritz pokazał mistrzostwo. Mistrzostwo, które bywa rozwlekłe i ciężkie w czytaniu. Trochę szkoda, że ani na moment nie odpuścił swojej bohaterce na tych 500 stronach :) Ale przeczytać warto, szczególnie jeśli lubi się muzykę Arethy :)

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że nazwisko autora wyznaje mi się niezmiernie znajome, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd. Może po przeczytaniu książki czarna dziura się wypełni ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Skusiłaś mnie :) dopisuję do listy MUST READ

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że intryguje mnie ta artystka. I już jakiś czas się zastanawiam, czy nie sięgnąć po tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam pojęcia z jakiego otoczenia wyszła Aretha, chętnie dowiem się czegoś więcej o życiu słynnej artystki. Wpisuję książkę na listę!

    OdpowiedzUsuń