czwartek, 10 września 2015

Cierpki smak dojrzewania – „Ostatni dzień lata” Joyce Maynard



Na zakończenie wakacji przeczytałam sobie „Ostatni dzień lata” Joyce Maynard, amerykańskiej pisarki znanej też z tego, że była dziewczyną Salingera. Przed przystąpieniem do lektury nie miałam żadnych oczekiwań, liczyłam jedynie na chwilę niezobowiązującej rozrywki. Joyce Maynard zaskoczyła mnie totalnie, bo jej powieść zrobiła na mnie gigantyczne wrażenie i sprawiła, że przez kilka dni myślałam tylko o Adele i Franku.

Narratorem powieści jest 13-letni Henry. Cichy, spokojny i trochę dziwny chłopiec, który nie dość, że opiekuje się cierpiącą na depresję matką, to jeszcze musi sobie radzić z budzącą się seksualnością, która mąci mu w głowie i wprawia w zakłopotanie. Adele, matka Henry’ego, od lat nie rusza się z domu. Wychodzi jedynie raz w miesiącu na zakupy. Z ojcem i jego nową rodziną trzynastolatek widuje się raz w tygodniu, a w czasie tych spotkań musi bronić matki i kłamać tacie, że mama świetnie sobie radzi. Wszystko zmienia się dzień przed długim, upalnym weekendem z okazji Święta Pracy, kiedy ranny mężczyzna prosi Henry’ego i jego matkę o podwózkę. Tym sposobem Frank trafia do domu Adele, przyznaje się, że jest zbiegiem poszukiwanym przez policję i nie oczekując wiele prosi o pomoc. 

Dalsza fabuła obejmuje pięć kolejnych dni, które będą przełomowe dla chłopca i jego matki. Adele pierwszy raz od wielu lat uwierzy w siebie i zrozumie, że jeszcze ma szansę na miłość. Nawet jeśli jej wybrankiem zostaje człowiek odsiadujący wyrok za morderstwo. Natomiast Henry po raz pierwszy zobaczy w swojej mamie kobietę, która może pociągać mężczyzn. Zazdrość o Adele i decyzje, które podejmie będą miały wpływ na całe jego późniejsze życie. Tym samym „Ostatni dzień lata” to jedna z najlepszych książek o szybkim i bolesnym dojrzewaniu jakie czytałam. 

Nie da się ukryć, że Joyce przesadziła w kilku miejscach. W końcu trudno uwierzyć, że mężczyzna po operacji wycięcia wyrostka i ze zranioną nogą tańczy, sprząta, gotuje, ciężko pracuje w ogrodzie, a do tego każdej nocy spełnia się jako kochanek. Zaczęłam nawet podejrzewać, że Frank jest robotem, bo żaden człowiek nie wytrzymałby takiego wysiłku. Zdecydowanie autorkę poniosła fantazja. Wątpliwości wzbudza również moment, w którym Adele bez gadania zgadza się przyjąć pod swój dach pokrwawionego, obcego mężczyznę. Chociaż w tym momencie może zawodzić narracja  Henry'ego, bo tłumaczę sobie, że to on, dzieciak, nie zauważył strachu i wahania na twarzy matki. 

Atmosfera powieści jest duszna i gęsta od wszechobecnego napięcia erotycznego. Ale  Joyce Maynard w umiejętny sposób kusi również smakami i zapachami. Henry przedstawia otaczającą go rzeczywistość w trochę nieporadny sposób. Z jednej strony jest dojrzalszy od swoich rówieśników i wie o rzeczach, w które nie powinno się wtajemniczać chłopca w jego wieku, a z drugiej czytelnik musi sobie wiele spraw dopowiedzieć, bo narratorem jest samotny, zagubiony dzieciak, który ma za dużo na swojej głowie. 

Mimo kilku niedociągnięć, albo raczej nieprzemyślanych momentów, opowieść wymyślona przez Joyce Maynard jest po prostu świetna. Osobista historia Adele złamała mi serce. Przypadek Franka również jest wstrząsający, ale trochę bardziej hollywoodzki. Nawet ogrom nieszczęść, który spadł na bohaterów w młodości nie wydaje mi się nieprawdopodobny. Życie bywa koszmarne, a w przypadku tej dwójki los zakpił sobie okrutnie. „Ostatni dzień lata” to wyjątkowo dobra powieść o miłości, zazdrości i dorastaniu. Ale przede wszystkim to wzruszająca historia dwóch samotności, które spotykają się przypadkiem i dają sobie nadzieję na odrobinę szczęścia.

moja ocena: 8/10

Joyce Maynard, Ostatni dzień lata (tyt. oryg. Labor Day), Muza, Warszawa 2014.

13 komentarzy:

  1. Zapowiada się świetnie :) Od czasu do czasu lubię sięgać po takie klimaty, więc przy okazji do niej zaglądnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, może i historia nieco podrasowana, ale i tak brzmi na tyle intrygująco, by mnie skusić do lektury :P

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, a miałam przeczucie, że to może być całkiem niezła lektura. I nie myliłam się ;) Na małe potknięcia przymykam oko i zaczynam polowanie na ten tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skrzętnie sobie zapisuję tytuł. Niedługo zacznie się sezon kupowania prezentów, a mam trochę młodzieży, w których gusta muszę się wstrzelić:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja recenzja jest pozytywna, lecz niekoniecznie jestem do niej przekonana...

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam film. Podobało mi się. Bez wielkich fajerwerków, ale to był całkiem miły wieczór. Nawet nie wiedziałam, że jest książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez oglądałam film, ale w moim odczuciu został mocno spłycony. Początkowa relacja Adele i Franka wygląda w filmie lepiej, bo widać, że ona się go boi (genialna Kate Winslet), co w tym przypadku jest naturalną reakcją. Ale poza tym film nie oddaje emocji i osobistych dramatów bohaterów, cała historia jest mocno pocięta i spłycona. Cóż, zazwyczaj książka jest lepsza niż film :)

      Usuń
  7. Zainteresowałaś mnie. I ta aktora na okładce, podwyższa jej wartość. Już szukam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę mam na swojej półce, Twoja recenzja mi o niej przypomniała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam jakiś czas temu i do tej pory mam ją przed oczami i w pamięci :). Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dotychczas nie słyszałam o tej książce niestety - ale liczę, że przeczytam w najbliższym czasie, bo niezmiernie mnie zachęciłaś swoją pozytywną recenzją.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam same superlatywy o tej książce! Muszę ją przeczytać>

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam taką tematykę. To zdecydowanie moje klimaty i choć nie przepadam za dziecięcą narracją, to jednak co innego w książkach o głupawej miłości, a co innego tego typu literatura.

    OdpowiedzUsuń