wtorek, 25 sierpnia 2015

Trochę kręcę nosem, czyli nie dajcie ignorantce kryminałów



tytuł: Na dno
tytuł oryg.: Frozen Out
autor: Quentin Bates
wydawnictwo: C&T Crime & Thriller
rok wydania: 2014
ilość stron: 334

moja ocena: 6/10

Nie jestem fanką kryminałów, dlatego sięgam po nie rzadko i tylko w wyjątkowych okolicznościach. W przypadku powieści „Na dno” Quentina Batesa zwabiła mnie Islandia. Wyspa (jakakolwiek) zawsze wydaje mi się schizofrenicznym miejscem do życia, niemal czuję, że brakuje mi powietrza na samą myśl, że mogłabym utknąć tam na zawsze. Dlatego przystąpiłam do lektury z poczuciem niepokoju, zimnem wędrującym wzdłuż kręgosłupa i wielkimi oczekiwaniami przeżycia niezapomnianej przygody w towarzystwie bohaterów powieści.

Wyszło jak zwykle, czyli po raz kolejny przekonałam się, że kryminały to jednak nie moja bajka. Wszystko zaczyna się tradycyjnie, czyli od trupa znalezionego przez przypadkowego przechodnia. W małym i spokojnym Hvalviku takie rzeczy po prostu się nie dzieją, bo wszelakie morderstwa omijają dziury takie jak ta. Gunnhildur Gisladóttir, znana miejscowym jako Policjantka Gunna, musi rozwikłać sprawę tajemniczej śmierci denata, a łatwo nie będzie, już autor się o to postarał.

Intryga wymyślona przez Quentina Batesa przypomina mi sieć pająk, bo autor wykonał równie koronkową robotę. Intryga jest przemyślana, a samo śledztwo misternie przedstawione. Bohaterowie Batesa nie są jakoś szczególnie charakterystyczny czy charakterni. Gunna odbiega od stereotypowego detektywa (wielki plus dla autora), nie jest więc seksowną rozwódką z problemami alkoholowymi, a jedynie wdową z dwójką dorastających dzieci. Gunnhildur da się lubić, ale mimo sympatii zabrakło mi w jej postaci jakiejś iskry, specyficznego elementu, który wyróżniłby ją spośród innych bohaterek literackich. O reszcie bohaterów też nie można powiedzieć nic konkretnego, żaden nie wyróżnił się niczym specjalnym i jestem pewna, że już za chwilę zapomnę kto był kim i jaką rolę odegrał w powieści.

Już na odwrocie okładki można wyczytać wyznanie, że autor zakochał się w Islandii, dlatego żal mi okropnie, że nie przelał tej miłości na papier. Spodziewałam się, że człowiek, który spędził na wyspie dziesięć lat będzie chciał i potrafił podzielić się jej specyficznym pięknem i klimatem. Cóż, całą scenerię i jej nieprzeniknioną aurę musiałam wymyślić sobie sama, bo Quentin Bates nie kwapił się, żeby mi pomóc. A szkoda, bo trochę opisów przyrody i magii miejsc nie zaszkodziłoby fabule.

„Na dno” to bardzo poprawny i przyjemny w odbiorze kryminał, który jako typowe czytadło pozwoli oderwać się od rzeczywistości i zrelaksować po bardziej wymagających lekturach. Żeby nie zdradzić sekretów fabuły trudno powiedzieć więcej, niż tylko to, że powieść czyta się łatwo i przyjemnie. W ogólnym rozrachunku lekturę oceniam pozytywnie, ale zabrakło mi w niej jakiegoś dreszczyku niepewności. Co prawda nikt nie obiecywał, że kryminał będzie jednocześni thrillerem, ale spodziewałam się czegoś mocniejszego. Może wielbiciele gatunku bardziej docenią starania pana Batesa, ale mnie jego proza nie powaliła. Dlatego nadal mam zamiar pozostać ignorantką i po tytuły tego typu sięgać okazjonalnie.

13 komentarzy:

  1. Tego kryminału akurat nie znam, ale ogólnie gatunek lubię. Tylko że najchętniej sięgam po takie mega mocne, a ich za dużo nie ma - albo na mnie mało co działa ;)


    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie zastanawiałam się, jakby to było żyć na wyspie.Ale przyznam, że przekonuje mnie Twoja wizja. Jest w tym coś okropnie przerażającego....

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uwielbiam kryminały, ale takich przeciętniaków nie lubię. Myślę, że po prostu źle trafiałaś. Dobrych kryminałów jest naprawdę wiele :)

    Insane z http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszanka gatunkowa powyższej książki, już skreśla ją z mojej listy. Kryminały okropnie mnie męczą - więc ich nie czytam prawie wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobnie, dlatego raczej się nie skuszę.

      Usuń
  5. Skoro kryminał to nie Twoja bajka, to może lepiej się zbytnio nie zmuszać :) Albo... sięgnąć po coś bardziej nietypowego. Ten gatunek czasem naprawdę potrafi zaskoczyć, nie tylko samą intrygą, ale kulturowymi odniesieniami czy sposobem poruszenia istotnych kwestii społecznych, moralnych etc.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na kryminały skandynawskie, o islandzkich nie wspominając, póki co się nie porywam. ;) Zdecydowanie dobrze mi w klimatach niemieckich, angielskich, amerykańskich i polskich autorów (oni przynajmniej w imionach i nazwiskach używają samogłosek! :P).
    Nie lubię mdłych bohaterów, a widząc, że dla Ciebie nikt nie wyróżnił się w tej plejadzie postaci... chyba jednak nie skuszę się na to "Dno". ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja kryminały uwielbiam, chociaż dawno już po nie nie sięgałam. Powyższym jednak nie jestem zainteresowana, bo mam w planach nieco inne pozycje z tego gatunku ;)
    Czytelnicze turbulencje- klik!

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba przyznać, że "Na dno" to nie jest typowy kryminał. Raczej wydaje mi się, że to był tylko pretekst, by zwrócić uwagę na to, że Islandia stoi w obliczu zagrożenia i nie wszystko skręca w tę stronę, gdzie powinno... Gunnę polubiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja kryminały lubię, ale szkoda, że autor nie ukazał w książce miłości do Islandii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja po kryminały w zasadzie też nie sięgam zbyt chętnie, choć ostatnio coraz częściej i powoli się chyba do nich przekonuję. Tę książkę będę jednak omijać szerokim łukiem, Islandia to dla mnie żaden wabik niestety ;)

    www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tak jak Ty, sięgam po kryminały od święta i muszą wtedy być naprawdę wyjątkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam tej książki, ale kryminały uwielbiam. Ostatnio bardzo często je czytuję. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń