piątek, 7 sierpnia 2015

Nie ma mężczyzn idealnych



tytuł: Mężczyzna idealny
tytuł oryg.: Román pro ženy
autor: Michal Viewegh
wydawnictwo: Zysk i S-ka
rok wydania: 2006
ilość stron: 230

moja ocena: 6/10

Michal Viewegh ma w Czechach status celebryty. Wszyscy czytają jego książki, albo oglądają ich ekranizacje. A trzeba przyznać, że Viewegh jest płodnym pisarzem i nabzdurzył już kilkanaście powieści. Ale to dobrze, bo czyta się go miło, lekko i przyjemnie, choć jego książek nie można nazwać arcydziełami. „Mężczyzna idealny” to powieść, dla której zarwałam kawałek nocy, bo tak mnie wciągnęła lektura. Dopiero rano zorientowałam się, że właściwie bardziej jestem oburzona niż zadowolona z tego co przeczytałam.

Narratorką powieści jest młoda, dwudziestodwuletnia Laura, która pracuje w magazynie dla kobiet o wymownym tytule „Pogodzona ze sobą”. Cała opowieść dziewczyny to nic innego jak historia jej rozterek sercowych. Bo musicie wiedzieć, że Laura jest wyjątkowo kochliwa i nie trzeba jej wiele, żeby zapałać gorącym uczuciem do faceta, który akurat zawróci jej w głowie. Poznajemy więc kolejnych nieszczęśników, którzy chodzą za Laurą jak pieski na smyczy i chcą jej nieba uchylić. Do tego dochodzi wyzwolona mamuśka dziewczyny, która zawiodła się na Czechach, dlatego szuka partnera za granicą oraz sfiksowana przyjaciółka Laury, która żyć bez chłopów nie może, więc pakuje się w kolejne związki bez przyszłości. I tak cała fabuła (zbyt wiele jej nie ma, bo to zaledwie trochę ponad 200 stron tekstu) kręci się i wierci wokół jednego tematu. 

W swojej powieści Michal Viewegh z przymrożeniem oka rozprawia się z mitem mężczyzny idealnego, który kobiety hodują w swoich sercach, a ich naiwne marzenie jest regularnie podsycane przez literaturę kobiecą. A przecież mężczyzna idealny po prostu NIE ISTNIEJE. Do tego miejsca zgadzam się z autorem. Kobiety często wyobrażają sobie zbyt wiele, chcą księcia z bajki, a wiążą się ze stajennym, więc prędzej czy później musi dojść do rozczarowania. Wszytko fajnie, ale faceci okiem Viewegha to zwykłe dupki, które zdradzają na potęgę, bo przecież nie są stworzeni do monogamii, a przy jednej dziurze to i kot zdechnie. Później wystarczą czułe słówka i efekciarskie zapewnienia o wiecznej (szkoda, że nie wiernej) miłości, żeby zdobyć wybaczenie ukochanej. 

Obraz kobiet w wykonaniu Viewegha jest jeszcze gorszy. Naiwne baby, którym i tak nie dogodzi, bo zawsze znajdą w biednym facecie coś co im się nie podoba. Do tego rozchwiane emocjonalnie i interesowne. A już Laura jest ich najgorszym przykładem. Początkowo dziewczyna sprawia wrażenie miłej, sympatycznej i uroczej istotki, która z całego serca pragnie szczęścia i miłości. Ale to głupia i naiwna gąska, która bez oporów kręci z dwoma facetami naraz i z jednego od razu przeskakuje na drugiego. Zdrada nie jest dla niej wielkim problemem (tzn. jest, ale tylko wtedy, kiedy to ona jest zdradzana przez mężczyznę), wystarczy, że facet jej czymś zaimponuje (najlepiej  furą pieniędzy), a ona od razu twierdzi, że go kocha. I tak jedni warci drugich prowadzą ze sobą miłosne gierki i wbrew wszystkiemu szukają szczęścia. Czy im się uda musicie już doczytać sami.

„Mężczyznę idealnego” potraktowałam jako komedię, lekkie czytadło na jeden raz, które ma mnie zabawić i nic więcej. Jeśli myślę o powieści  Michala Viewegha w tych kategoriach to jestem usatysfakcjonowana, bo opowiastka spełnia swoją rolę. Ale jeśli tyko zacznę zagłębiać się w treść i szukać drugiego dna to szlag mnie trafia. Co prawda nie mam feministycznych zapędów, ale nie lubię jak ktoś uważa kobiety za interesowne idiotki. Dlatego pozostanę przy wersji pierwszej, czyli zabawnej komedyjce do kawy i ciacha. Tak, ta niepoważna interpretacja zdecydowanie bardziej mi odpowiada. A co więcej Viewegh pisze na tyle fajnie, że mam ochotę biec do biblioteki po kolejne jego książki. Ogromni jestem ciekawa czym jeszcze mnie zbulwersuje.

7 komentarzy:

  1. Znowu te Czechy u Ciebie! Ta książka jednak mnie nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nabzdurzył" kilkanaście powieści?;) Widzę, że w takim razie książka otrzymała zupełnie "zasłużoną" okładkę :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że plan na wakacje wzięłaś sobie głęboko do serca ;)
    Co do książki, to nie jestem nią zainteresowana. Mam inne sprawdzone tytuły, do których mam pewność, że się nie zawiodę, a z powyższym tytułem różnie może wyjść ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam podobne wrażenia, z tym że po prostu nie potrafiłam potraktować tej książki na luzie. Krew mnie zalewała. Czytałam jeszcze „Sprawę niewiernej Klary” i też mi się nie podobała, ale już „Zapisywacze ojcowskiej miłości”, w których Viewegh, mam wrażenie, pisze bardziej szczerze i od siebie, byli naprawdę uroczy. Nie skreślam go więc, chciałabym bardzo przeczytać jeszcze „Cudowne lata pod psem” i „Wychowanie dziewcząt w Czechach”.
    Swoją drogą Viewegh to taka zagadka – postrzega się go jako pisarza dla mas, pod publiczkę, sam zresztą demonstracyjnie odcina się od świata ambitnej literatury i prestiżowych nagród, ale zastanawiam się, ile w tym wszystkim pozy. Bo że potrafi dobrze pisać – nie mam wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, komediowo przyjemnie :) Tytuł na pewno przyciąga żeńską część czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie do końca jestem do książki przekonana, ale nie mówię nie, może kiedyś trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń