sobota, 1 sierpnia 2015

Czego pragną mężczyźni, czyli zwierzenia prostytutki

tytuł: Plastikowe M3, czyli czeska pornografia
tytuł ryg.: Umělohmotný třípokoj
autor: Petra Hůlová
wydawnictwo: Afera
rok wydania: 2013
ilość stron: 160

moja ocena: 7/10

Plastikowe M3, czyli czeska pornografia” to trzecia książka czeskiej pisarki Petry Hůlovej, która ukazała się na polskim rynku. Podobno najbardziej oburzająca ze wszystkich, które autorka ma w swoim dorobku. Powieść musiała narobić sporego zamętu u naszych południowych sąsiadów, ale też cieszyć się niemałym zainteresowaniem czytelników, bo historia wymyślona przez  Hůlovą została nawet przeniesiona na deski teatru. Nie wiem z jakim skutkiem, ale przyznaję, że chętnie usłyszałabym monolog bohaterki na własne uszy.

Bohaterką powieści jest trzydziestoletnia prostytutka, która przyjmuje klientów w swoim plastikowym M3. Może trudno w to uwierzyć, ale kobieta jest tradycjonalistką i w długim, bo ciągnącym się przez niemal sto sześćdziesiąt stron, monologu uchyla rąbka tajemnicy najstarszego zawodu świata, a przy tym narzeka na współczesny digiświat. Gadanina bohaterki jest zabawna, prowokująca i odrobinę gorzka, bo kobieta rozbiera na czynniki pierwsze relacje damsko-męskie, wytyka wady obu płci i sypie poradami. Przy tym jest nieco sfiksowana na punkcie swojego „wtykacza” (nie wiedzieć czemu TA kobieca część jest rodzaju męskiego), który żyje własnym życiem i ma prawo do własnych kaprysów.

Przed oczami czytelnika przewija się galeria klientów odwiedzających plastikowe M3. Właścicielka mieszkanka lustruje swoich gości i w bezpruderyjny sposób opowiada o ich zachciankach, a przy tym serwuje klientom zabawną analizę psychologiczną. W prozie  Petry Hůlovej odbijają się męskie bolączki, kompleksy i fantazje, ale i kobietom nie pozostaje autorka dłużna. Bo ta niewielkich rozmiarów powieść to nic innego jak satyra na damsko-męską rzeczywistość, w której jeśli się dobrze pogrzebie (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do tej historii) można odnaleźć drugie dno.

Petra Hůlová przede wszystkim bawi słowem, bo w jej powieści pojawia się mnóstwo nowych, oryginalnych i celnych słów. W tym miejscu ogromne brawa należą się Julii Różewicz, która według mnie wykonała kawał doskonałej, translatorskiej roboty. Talent literacki błyska z każdego zdania, nowego słówka, złośliwego porównania. Nie wiem ile w tym zdolności autorki, a ile geniuszu tłumaczki, ale dzięki „Plastikowemu M3” Julia Różewicz stała się moją bohaterką. Po lekturze miałam ochotę wstać i klaskać nad książką ku chwale tłumaczki. Głównie dlatego warto sięgnąć po powieść Hůlovej. Fabuła może nie powala, ani nie podnieca (będę się upierać przy tym, że gównie bawi i relaksuje), ale tłumaczenie to prawdziwe mistrzostwo.

5 komentarzy:

  1. Trochę się obawiam tej książki, ale ciekawość bierze górę nad lękami. Poszukam :) Na pewno pogłębi moje doświadczenia z literaturą czeską.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie akurat ta pozycja tej autorki nie interesuje tak bardzo. Może kiedys ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat wczoraj skończyłam "Stację tajgę" i przyznam, że choć muszę chwilę po niej odpocząć, z przyjemnością przeczytam pozostałe książki autorki. W planach miałam "Czas...", ale przekręciłam się tu właśnie na "M3". Wygląda na nieco lżejsze w odbiorze (:

    OdpowiedzUsuń
  4. Julia Różewicz - mistrzyni! Zgadzam się w pełni. Tez miałam ochotę klaskać na jej cześć podczas lektury "Plastikowego M3".

    OdpowiedzUsuń
  5. Może być dobra na prezent urodzinowy "z pazurem". :) Ja raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń