wtorek, 28 lipca 2015

Wszystko się spieprzyło, czyli przygotowań ślubnych ciąg dalszy




Ostatnio opowiadałam Wam o książce „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej”. Była to o tyle okolicznościowa lektura, że dokładnie tym samym tytułem mogłabym opatrzyć ostatnie dwa tygodnie naszych przygotowań przedślubnych. Kiedyś będę się  z tego wszystkiego śmiać, pewnie już nawet niedługo, ale to jeszcze nie jest ten moment, bo stres ścisnął mi klatkę piersiową i od czasu do czasu miewam napady paniki. 

Zaczęło się od tego, że najbliżsi kumple mojego M. dali znać, że jednak nie przyjdą na nasz ślub i wesele. Nie podali żadnego powodu, ale pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że zupełnie niechcący i nieświadomie uraziliśmy całą trójkę, więc panowie postanowili się na nas śmiertelnie obrazić i tym sposobem jeden foch przekreślił wieloletnią przyjaźń. Bywa i tak. Myślałam, że tylko moja chrzestna postanowiła mnie olać (temat rzeka, więc nie będę się rozpisywać, bo po prostu nie warto), ale pomyliłam się, nie po raz pierwszy z resztą.

W międzyczasie miałam scysję z naszym fotografem, z którym ewidentnie się nie rozumieliśmy, ale już wszystko zostało wyjaśnione i mam nadzieję, że w ostateczności będziemy zadowoleni z jego usług. Ale to wszystko nic, bo prawdziwą wisienką na torcie przedślubnego zamętu okazała się nasza DJ-ka. Załatwiła ją nam pani z Dworku, w którym będzie cała impreza, polecała z całego serca to młode i urocze dziewczę, które studiuje i dorabia sobie świadcząc usługi muzyczne. Grała na imprezach wiele razy, wszyscy zawsze byli zadowoleni, a do tego nie kasuje dużo, bo przecież ten jej biznes jest nieformalny. Pomysł bardzo nam się spodobał i za pośrednictwem pani z Dworku ustaliliśmy kwotę i inne drobnostki. Zadzwoniłam ostatnio do dziewczęcia, żeby zapytać o szczegóły, piosenkę na pierwszy taniec itd., a ona poinformowała mnie telefonicznie, że to jakaś pomyłka, bo ona  nic nie wie o weselu, a poza tym w tym czasie jest za granicą.

Nie było żadnej umowy (nie mogło być, bo laska dorabia sobie na czarno), więc możemy jej naskakać. Tym oto sposobem zostaliśmy bez DJ-a na miesiąc przed imprezą. Na szczęście w szaleńczym tempie udało nam się załatwić pana DJ-a, który mam nadzieję nie zawiedzie naszych oczekiwań. Ale co się stresu najadłam to moje. Przez tydzień chodziłam z płaczem na końcu nosa, użalałam się nad sobą, pochlipywałam w łazience, żeby nikt nie zarzucił mi, że histeryzuję (przyznaję, że histeryzowałam) i na dobitkę przypominałam sobie wszystkie momenty w życiu, w których miałam poczucie krzywdy (cholera nawet nie wiedziała, że aż tyle ich było). Nie lubię siebie w tej smętnej wersji, wolę myśleć o sobie w herbertowskich kategoriach:
„we mnie jest płomień który myśli
i wiatr na pożar i na żagle”,
ale jeszcze trochę i wrócę do pionu.


Pani z Dworku oczywiście była nie mniej zaskoczona i obiecała, że porozmawia sobie z Moniką W. (krótkie nazwisko, pięć liter) z Doliny Karpia, która to zrobiła idiotów z nas wszystkich. Ja to jakoś przeżyję, ale w moich oczach reputacja właścicielki ucierpiała. Wiem, że mogę mieć pretensje tylko do siebie, bo głupia i naiwna ucieszyłam się, że ktoś załatwił coś za mnie, bezinteresownie pomógł i chociaż muzyką nie muszę się przejmować. Mam nauczkę na przyszłość – chcesz coś zrobić dobrze, zrób to sam. I tym optymistycznym akcentem zakończę wylewanie żali i pretensji. Teraz już będzie tylko lepiej. Musi być.

PS
Mierzyłam wczoraj moją suknię ślubną. Jest idealna (długi piiiiisk) :-)


16 komentarzy:

  1. No to tragiczne zachowanie ze strony przyjaciół.. Pewnie zawsze przed weselem są jakieś nieszczęścia. Moja kuzynka miała w czerwcu, przyjechało dużo osób z daleka, więc pozałatwiała im spanie w hostelu. 2 dni przed ślubem gościu zadzwonił, że odwołuje ten nocleg, odda im pieniądze. Nie opłaca mu się to w ogóle bo to tylko 1 noc, a do niego zapukali robotnicy na tydzień z góry. Kuzynka cała w nerwach na ostatnią chwilę noclegów szukała, okazało się, że sezon, wszystko zajęte, jedynie w jednym hotelu coś zostało - ceny kosmiczne i to bez śniadań.. Oby u Ciebie już więcej nieszczęść się nie przydarzyło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam, to wszystko przecież nie jest ważne. I sama dobrze wiesz, co jest najważniejsze i akurat tego Wam nie brakuje, prawda? :) Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ranyyy.... tragedia z tą DJ'ką... Masakra po prostu. Ja nie wiem, co bym zrobiła!
    Ale dobrze, że w porę znalezliście sobie zastępstwo, więc jeszcze pół biedy!

    To jak sądzę - wasz ślub i wesele przejdzie do historii!
    Takie złe początki, że w końcu dzień imprezki musi być bardzooo dobry!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to mówią: "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Będzie super :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczęło się nieciekawie, ale sam ślub na pewno będzie idealny ! Zobaczysz, jeszcze będziesz się śmiać z tych wszystkich niepowodzeń przedślubnych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zazdroszczę tej sytuacji z DJ-ką na miesiąc przed ślubem... Pewnie każda młoda para mogłaby opowiedzieć jakąś przedślubną historię, która nie powinna się wydarzyć :) My na przykład zdecydowaliśmy, że sami uporamy się z wykonaniem zaproszeń i winietek :) O ile z tymi pierwszymi poszło dość sprawnie (w końcu musiały być gotowe na kilka tygodni przed ślubem), to z tymi drugimi trochę się wkopałam... W natłoku różnorodnych załatwień odkładałam ich zrobienie na bliżej nieokreśloną przyszłość i w ostateczności skończyłam je dopiero w noc z czwartku na piątek przed samym ślubem :P
    Z kolei na przedślubnych zakupach wybraliśmy z mężem piękną księgę pamiątkową dla gości :) Szkoda tylko, że w dniu ślubu całkowicie o niej zapomnieliśmy :P Oczywiście zabraliśmy ją ze sobą do lokalu, ale na tym się skończyło i nikt z naszych bliskich również o niej nie pamiętał :P
    Masz słuszność z tym, że kiedyś będziesz się z tego zwyczajnie śmiać :) Powodzenia w dalszych przygotowaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na konkurs niespodziankę z okazji roku istnienia bloga http://artemis-shelf.blogspot.com/2015/07/konkurs-niespodzianka-wasny-fanpage.html :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Faktycznie w ostatnim czasie musiałaś stracić sporo nerwów. Zachowanie przyjaciół jest dla mnie niezrozumiałe, ale już tyle przeżyłam, że doskonale wiem, iż niektórzy chyba nie rozumieją nawet sami siebie. Problem z DJ-ką, która DJ-ką nie jest, wydaje się jak z serialu, dlatego tym bardziej współczuję. Trzymam kciuki, aby jednak wszystko się ułożyło, bo dobrze wiem, że już same przygotowania to ogromny stres, ale do przeżycia! :) Czas mija okrutnie szybko, zaraz minie moja pierwsza rocznica ślubu, a wydaje mi się, jakbyśmy wczoraj brali ślub... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przecież jakieś przeboje przed ślubem muszą być, a im więcej ceregieli, tym więcej okazji do wpadek... Zatem wychodzę z założenia, że najważniejsze, by byli państwo młodzi, świadkowie i ksiądz ;) A dj-kę możesz zakablować do skarbówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję. Ale gorąco wierzę, że wszystko w tym najważniejszym dniu pójdzie jak z płatka... Głowa do góry! Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  11. Keep calm and carry on - będzie dobrze! Fatalna sytuacja z kumplami Twojego narzeczonego...może się jeszcze od obrażą? :/ Trzymaj się, czekam na kolejną relację przedślubną :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To widzę, że na brak atrakcji nie możesz narzekać ;)
    Ale nie tylko Ty przechodzisz przez takie przedślubne tornada. Jeśli Wam bardzo zależy na tym dniu, a to jest raczej oczywiste, to te problemy same się rozwiążą. Zobaczysz, będzie cudownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem czy tak jest przed każdym weselem, ale my też z mężem mieliśmy problemy z gośćmi. Mieliśmy komfortową sytuację, bo ostateczną liczbę gości mogliśmy podać pięć dni przed, a w dniu wesela nie pojawiło się jeszcze 10 osób z czego jedna para tylko zadzwoniła. Reszta była ok. Nie przejmuj się to zawsze jest stres. Ważne byś się dobrze bawiła i cieszyła podczas wesela. Jeśli Wy będziecie szczęśliwi i promienni to i wszystko się uda. Trzymam za Was kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio byłam na ślubie kuzynki i też organizacyjne hece przeżywałyśmy: a to brat pana młodego postanowił nie przyjechać (podobno urlopu nie dostał - lekarz w armiii brytyjskiej - ale wszyscy wiedzą, że jakby chciał to dostał), a siostra przybyła i oznajmiła, że z rodzicami przy jednym stole siedzieć nie będzie, dzięki czemu biedna panna młoda dzień przed ślubem przearanżowywała stoliki. Na ślubie (w polskim mieście) szkocki ojciec pana młodego wzniósł toast "God save the queen", na który obraziła się australijska część gości bo nie wypada tak (wszystko wybitnie międzynarodowe) a obie strony dziwnie zerkały na polską część towarzystwa która toast przeżyła wzruszeniem ramion bo co nas to obchodzi - powinniśmy się pooburzać na brytyjski kolonializm/uznać gest za uroczy tradycjonalizm.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój tata zajmuje się organizacją i filmowaniem ślubów i zawsze powtarza zestresowanym parom, że jeśli panna młoda (płeć się zmienia w zależności od tego, kogo uspokaja) nie uciekła, to nie jest jeszcze tak źle. ;) Dobrze, że sama masz świadomość, że kiedyś będziesz się z tego śmiać i że będzie już tylko lepiej. :) Powodzenia w dalszych przygotowaniach!

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyobrażam sobie, że przeżywasz teraz trudny okres i słowa "nie przejmuj się, bo nie warto" mało w tej chwili pomogą, ale... warto z nich skorzystać. Wiem z doświadczenia. W TYM dniu ważni jesteście wy i to co sobie będziecie przysięgać. Reszta to tylko dodatek. Wiem, że takie zachowanie przyjaciół nie napawa entuzjazmem, a i pani DJ skaszaniła sprawę na całej linii. Ja bym takich chyba pogoniła w las. Na szczęście suknię masz piękną, a ja trzymam kciuki, żeby już was nic przykrego nie spotkało :)

    OdpowiedzUsuń