wtorek, 14 lipca 2015

Popękane życiorysy

tytuł: Popękane miejsca
tytuł oryg.: In Broken Places
autor:  Michèle Phoenix
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2015
ilość stron: 408

moja ocena: 7/10

„Popękane miejsca” Michèle Phoenix to kolejna pozycja z serii „Rodzinne sekrety” (niech Was nie odstrasza dramatyzm płynący z nazwy serii), którą miałam okazję przeczytać. Cenię obyczajówki ze Świętego Wojciecha z prostej przyczyny – w powieściach wydawanych przez to wydawnictwo chodzi o coś więcej niż tylko znalezienie chłopa i urodzenie mu stadka dzieci. Pod tym względem „Popękane miejsca” również nie zawodzą.

Ojciec Shelby był prawdziwym bydlakiem. Pod przykrywką kochającego męża i ojca znęcał się  psychicznie i fizycznie nad rodziną. Matka, rozdarta między miłością do dzieci i męża, nie potrafiła zareagować na przemoc i ochronić swoje potomstwo. Shelby i jej starszy brat Trey musieli trzymać się razem. Rodzeństwo stworzyło silną więź, dzięki której udało im się przetrwać. Pokiereszowani psychicznie, nieufni i pełni kompleksów prowadzą spokojne, przewidywalne i ustabilizowane życie. Oboje są po trzydziestce, ale wciąż liżą rany i próbują sobie radzić z nienawiścią do brutalnego ojca. Wszystko zmienia się, kiedy rodzeństwo dowiaduje się, że ojciec umarł i zostawił Shelby wszystko co miał. Dziewczyna dziedziczy mieszkanie, sportowy samochód, furę pieniędzy i... czteroletnią dziewczynkę.

Od adwokata Shelby i Trey dowiadują się, że kiedy ojciec zostawił rodzinę wplątał się w romans, którego owocem jest mała Shayla. Po śmierci mężczyzny bohaterka może zdecydować, czy chce adoptować i otoczyć opieką przyrodnią siostrę. Początkowo kobieta buntuje się przeciwko woli znienawidzonego ojca, czuje, że mężczyzna w ostatnim akcie próbuje wywrzeć wpływ na całej jej życie. Shelby nie musi się na nic zgadzać, ale jeśli odrzuci Shaylę, to dziewczynka trafi do domu dziecka. A przecież ten mały, śliczny aniołek nie jest niczemu winien. Kolejne spotkania z Shaylą przesądzają sprawę – Shelby decyduje się na dziecko, na które wcale nie jest gotowa. Ale to nie koniec odważnych decyzji, bo kobieta przyjmuje posadę nauczycielki w Niemczech, żeby razem z małą zacząć wszystko od nowa. 

„Popękane miejsca” to powieść, w której od początku dużo się dzieje. Właściwa akcja powieści rozpoczyna się zaraz po wylądowaniu amerykańskiego samolotu w Niemczech. Bo w całej tej historii chodzi głównie o kruchą i niepewną przyszłość, a nie o to co było wcześniej. O budowanie domu nie mając w rękach odpowiednich narzędzi. Shelby jest przerażonym kłębkiem nerwów. Kocha swojego brata i szybko zakochuje się w przyrodniej siostrze, w przebłysku odwagi podejmuje szaloną decyzję o przeprowadzce, bo chce się odciąć od przeszłości. Pragnie zapomnieć o strachu i ranach, które zadały jej ciężka ręka i ostry język tatusia. Dopiero z czasem zrozumie, że najlepszym fundamentem nowego życia będzie wybaczenie. 

Shelby w retrospekcjach wraca do trudnych chwil z ojcem, wspomina obojętność matki i podnoszące na duchu rozmowy z bratem. Kobieta stopniuje napięcia, kolejne wspomnienie są coraz trudniejsze i pozwalają lepiej zrozumieć zażyłość rodzeństwa. W pewnym momencie ich strach i fobie przestają dziwić i budzą jedynie współczucie. W historii Shelby i Treya najbardziej bolała mnie bezradność matki – kobiety, która kochała za bardzo. Kochała za bardzo męża kata, a przez to nie potrafiła ochronić bezbronnych dzieci. I cóż z tego, że starała się być dla nich dobrą matką i w pewnym sensie była, skoro poddała się przemocy domowej, nie zareagowała kiedy trzeba i pozwoliła na wszystkie krzywdy, które działy się pod jej dachem. 

Powieść Michèle Phoenix nie jest taka smutna, jak mogłoby się to wydawać, bo wokół dwójki przestraszonych bohaterów znajdują się dobrzy i serdeczni ludzie, którzy chcą im pomóc wrócić do normalności. Mała Shayla jest przeurocza, ale ma swój charakterek i czasami daje w kość opiekunce. Cieszę się, że autorka nie wykreowała dziewczynki na dziecko idealne, bo wówczas postać Shayli byłaby nie do zniesienia. Oczywiście, czym byłaby dobra obyczajówka bez Pana Idealnego? W wersji Michèle Phoenix facet, który zaczyna kręcić się wokół Shelby nie jest znowu taki doskonały, bo ma swoje za uszami, ale i tak uważam, że Scott jest po tuningu, który zrobił z niego wrażliwego i czułego mężczyznę. W „Popękanych miejscach” najważniejsza jest relacja między Shelby i Shaylą. To wokół tej trudnej miłość zbudowana została fabuła, ale gdzieś w tle pojawia się wątek romantyczny, który został rewelacyjnie poprowadzony. W trakcie lektury niektórych fragmentów szczerzyłam zęby i chichotałam jak nastolatka, ściskając książkę coraz mocniej i kibicując Scottowi, żeby wreszcie udało mu się przekonać do siebie Shelby. 

„Popękane miejsca” to przejmująca historia ofiary przemocy domowej - pokiereszowanej wewnętrznie, dorosłej kobiety, która nawet po latach nie potrafi pozbyć się dziecięcego strachu. To pełna nadziei opowieść o miłości i wybaczeniu, nowych szansach i przyszłości, która maluje się w jasnych barwach. Bo zło można naprawić, a „przed człowiekiem schronić się można tylko w objęcia innego człowieka” (jak to już dawno stwierdził Gombrowicz), niekoniecznie ukochanego mężczyzny czy brata, ale też zupełnie obcych ludzi, którzy bezinteresownie oferują swoją przyjaźń i pomoc. Ciepła, pozytywna powieść, idealna na deszczowe dni.

PS

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i porady jak radzić sobie w upalne dni. Z przyjemnością ogłaszam, że „Popękane miejsca” wygrywa Oleńka! Gratuluję! :-)

***
Za możliwość przeczytania książki i ufundowanie nagrody w konkursie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!

10 komentarzy:

  1. Dziękuję :-) Uwielbiam takie książki! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie zapowiadająca się książka. Z pewnością przeczytam, tylko żebym to ja wiedziała kiedy ;)
    Gratuluję zwyciężczyni konkursu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. brzmi interesuajco - moze sie skusze jak ja kiedys tam dorwe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To zdecydowanie książka, po którą chętnie bym sięgnęła! Takie tematy zawsze wydawały mi się bardzo ciekawe, chociaż jednocześnie bardzo smutne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taką obyczajówkę to rozumiem. Widuję u Ciebie recenzje książek Świętego Wojciecha i przekonuję się, że warto zwrócić na nie uwagę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie niepojęte są takie historie o przemocy domowej- ile tego się dzieje za zamkniętymi drzwiami domów, a potem to wszystko wywiera ogromny wpływ na przyszłe życie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po takie książki zawsze chętnie sięgam, a jak już wydawnictwa św. Wojciecha, to nawet mogę brać w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję :) Nie czytałam nic z tego wydawnictwa, ale widzę, że warto!

    OdpowiedzUsuń
  9. gratulujemy Oleńce :)

    U mnie czeka w kolejce - książka, nie Ola

    OdpowiedzUsuń