czwartek, 30 lipca 2015

Nie ma nadziei?


tytuł: Pieniądze od Hitlera
tytuł oryg.: Penize od Hitlera
autor: Radka Denemarková
wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza ATUT
rok wydania: 2009
ilość stron: 230

moja ocena: 8/10

Radka Denemarková zgarnęła za „Pieniądze od Hitlera” nagrodę Magnesia Litera (2007 r.), czyli prestiżowe literackie wyróżnienie przyznawane w Czechach. Z nagrodami różni bywa, ale  po lekturze jej powieści (jedynej, która została przetłumaczona na język polski) nabrałam pewności, że  Denemarková bez wątpienia zasłużyła na wyróżnienie. Na odwrocie okładki zacytowano wypowiedź autorki dla tygodnika „A2”:

„...współczesna literatura nie dostrzega trupów, które naród czeski ukrywa w szafie. Gdybyśmy ten pięknie zdobiony mebel otworzyli, to przywaliłby nas wszystkich. A ja dokładnie im się przyglądam i przymierzam je do ludzkich losów. (...) Nie chcę, żeby moje książki były deserem po kolacji. Chcę, żeby stanęły kością w gardle.”

Pisarka może być z siebie dumna, bo osiągała cel. Lektura „Pieniędzy od Hitlera” boli, staje w gardle i odbiera czytelnikowi nadzieję.

W 1945 r. szesnastoletnia Gita Lauschmann wraca do domu stamtąd. Cała jej rodzina zginęła w obozach śmierci, ocalał tylko brat, ale Gita nie wie co się z nim dzieje. Tam było strasznie, koszmar obozu dziewczyna przeżywa we własnym sercu, bo nogi niosą ją w kierunku rodzinnego majątku. Na miejscu okazuje się, że w jej domu już ktoś mieszka, bo cała wieś, która kiedyś szanowała rodzinę Lauschmannów i pracowała dla dobrego i sprawiedliwego ojca Gity po wojnie podzieliła majątek między siebie. Dziewczynka musi uciekać, ale jeszcze kiedyś wróci i upomni się o pamięć i szacunek.

„Pieniądze od Hitlera” to powieść, która smuci i boli, ale nie szokuje. A przynajmniej wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści nie będą zaskoczeniem dla wszystkich, którzy są obeznani z literaturą okołowojenną. Proza Denemarkovej to rozpaczliwe wołanie o sprawiedliwość i szacunek, ale z góry wiadomo, że w historii Gity nie ma prostych rozwiązań. Przed wojną cala wieś pracowała u Lauschmannów, ich żydowsko-niemieckie korzenie nikomu nie przeszkadzały, bo przecież byli miejscowi. Swojscy. Ale wojenna bieda i panoszące się wszędzie zło wypaczyło ludziom perspektywę. Niemcy uznali  Lauschmannów za Żydów, a czechosłowaccy sąsiedzi za Niemców. I kiedy Gita zaliczyła wszystkie atrakcje, które tam zafundowali jej naziści, chciała tylko spokojnie i godnie żyć. Problem w tym, że tego samego chcieli mieszkańcy Puklic.

„Nie mówię nic. Krzyczę wewnątrz, do środka. Wracam stamtąd przesiąknięta wstydem, który podaje w wątpliwość wszelkie prawo. Prawo do czegokolwiek.
Nawet do powietrza, którym oddycham.” (s. 20)

Ludzie podzielili między siebie majątek Lauschmannów, bo nie spodziewali się, że właściciele przeżyli wojnę. Tym sposobem Gita, która wraca do domu, staje się dla wszystkich wrogiem numer jeden. Ludzie boją się, że dziewczynka odbierze im ziemię, zapędzi do roboty i będzie się wszędzie panoszyć. Ona. Małolata. Nie Czeszka, Niemka. To słabe, poranione, wylęknione pisklę. Dlatego sami wymierzają sprawiedliwość, bo mają nad Gitą fizyczną przewagę. Ale to jeszcze nie koniec, a właściwie dopiero początek, bo sześćdziesiąt lat później Gita znów wraca do rodzinnej wsi, żeby upomnieć się o pomnik dla swoich zrehabilitowanych rodziców. Dawni oprawcy oraz kolejne pokolenia, zadomowione na jej rodzinnej ziemi, muszą stanąć twarzą w twarz z kobietą, której los nie oszczędzał. Bo Gita przyciągała nieszczęścia jak magnes. 

Najlepszy w prozie Denemarkovej jest sposób prowadzenia narracji. Krótkie, urywane zdania sprawiają, że w trakcie lektury niemal słyszę jak Gita tłumi ciężki oddech i podświadomie czuję jej nerwowość. Taki sam efekt wywołuje opowieść Denisa, syna ludzi mieszkających w domu Lauschmannów, który prowadzi swoją narrację na zamianę z Gitą. Do Denisa, jako jedynego ze wsi dociera, że sąsiedzi wyrządzili kobiecie krzywdę i wbili kolejny gwóźdź w jej serce. Niepotrzebnie ulegli złu, które zamieszkało z nimi na skrwawionej wojną ziemi. On jeden dostrzega w Gicie kruchą i pogruchotaną przez życie istotę, która nie chce nic od ludzi, a jedynie domaga się szacunku dla swoich bliskich.

„- A zatem, jak brzmiało pierwsze pytanie, panie Stolarz? Jak to możliwe, że jeszcze żyję? Jak można być normalnym po tym wszystkim? Na tym chorym ludzkim świecie? Który się nie zmienia i nie zmieni. To przecież obojętne, czy tu siedzi pana ojciec, czy pan, czy pana syn albo pana wnuk. Człowiek zawsze jest taki sam. Nie ma nadziei. Ani w panu, ani we mnie, ani w naszych dzieciach. Gdybym wszystkich was, jak tu stoicie, obdarła ze skóry, znalazłabym u wszystkich to samo. Nie różnimy się.” (s. 105)

W powieści istotny jest też motyw rodziny Gity - córki i wnuczki, które są kolejnym pokoleniem ocalonych z obozów zagłady. Gita nie chce ich obciążać, ukrywa swoją przeszłość, nie potrafi rozmawiać o tym co było, nie wiedząc, że właśnie milczeniem najbardziej krzywdzi bliskich sobie ludzi. Córka nie zrozumie ciszy i niewypowiedzianych pretensji, bo matka nie jest z nią szczera. Gita maskuje strach złośliwościami i starczym zrzędzeniem, czepia się teraźniejszości i dopieka córce, żeby ochronić ją przed tym co było. A przy tym potrafi doskonale kontrolować siebie i swoje emocje. „Przede wszystkim trzymać fason, nie załamać się, nie wrzasnąć”. To zdanie powtarza w powieści jak mantrę. Nie ugiąć się, nie dać nic po sobie poznać, połknąć strach, zanim ktokolwiek zauważy choćby drgnienie powieki. O takim życiu Mikołaj Grynberg napisał znakomite książki. 

Powieść „Pieniądze od Hitlera” to bardzo dobra, ale też bardzo bolesna proza. Denemarková precyzyjnie zadaje rany każdym kolejnym zdaniem. Historia Gity została zmyślona, ale autorka posługuje się reporterskim stylem, dlatego bardzo łatwo uwierzyć w istnienie Gity, jej bliskich i mieszkańców Puklic, oraz że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Zakończenie odrobinę rozczarowuje, ale nie zmienia to faktu, że „Pieniądze od Hitlera” to mocna i świetnie napisana powieść. Autorka stawia pytania o granicę między dobrem a złem, o sprawiedliwość, która zmienia się w zależności od perspektywy, a przede wszystkim czy można, czy warto żyć, nawet jeśli cały świat odwrócił się do człowieka plecami.

„Nie zabiłam się, ponieważ zabił się mój mąż. Jak tchórz. A jakie to wtedy było dla mnie proste. Zabić się. Dzisiaj to też byłoby proste. Dzisiaj to też byłoby dla mnie bardzo łatwe, całkiem proste. I usprawiedliwione. Zawsze mi się wydawało, że znacznie trudniej jest zebrać argumenty za tym, żeby się nie zabić. Żeby żyć.” (s. 108)

PS

Radka Denemarková spotka się z czytelnikami 22 sierpnia w ramach festiwalu Literacki Sopot.

7 komentarzy:

  1. Będę mieć na uwadze tę książkę, zapowiada się ciekawie, chociaż tematyka bardzo trudna. Dobrze, że nagroda dla autorki zasłużona, bo ostatnio kilka razy rozczarowałam się pisarzami, którzy hojnie obdarowani nagrodami nie skradli mojego serca.

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo emocjonalna recenzja. Z każdego zdania wynika, że warto sięgnąć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie często czytam tak bolesne i trudne książki, więc nie wiem czy na nią się odważę. Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po takiej recenzji z pewnoscią warto siegnąć.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja muszę powiedzieć, że dopiero zakończenie sprawiło, że uznałam "Pieniądze..." za książkę naprawdę dobrą. Bo nie dość, że obala właśnie tę podstawową prawdę, której stara się dowieść Gita, to i zgrabnie przesuwa akcenty: nikt nie jest taki znowu kryształowy, nie ma czegoś takiego, jak jedna historia, a już jakaś obiektywna, jedyna jej wersja to szczególnie. Muszę powiedzieć, że przeszkadzało mi u Denemarkovej nagromadzenie okrucieństwa, które w pewnym momencie przestało już na mnie oddziaływać (napad i śmierć dziecka!). To znaczy jasne, ono ma męczyć, drażnić, szokować (to samo w bardzo podobny sposób robi Tučková, w powieści której u nas niestety jeszcze nie wydano), ale jest go za dużo, w pewnym momencie zaczyna się mieć wątpliwości (a już to, że Gita zostaje patolożką wydało mi się zbyt oczywistym wyborem). Jakby Denermarková aż tak bardzo chciała wyważyć drzwi do tej szafy, że za wszelką cenę starała się pokazać, że je wyważa i co jest w środku, żeby nikomu to nie umknęło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mocna książka, pełna konkretnej, nie byle jakiej treści. Nie ma co się zastanawiać, na pewno ją przeczytam. Takich lektur nie wolno omijać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu świetne zdjęcie, bardzo pomysłowe. :) O książce nie słyszałam (wiem, wstyd), ale wybiorę się na sopocki festiwal, posłucham i zastanowię się, czy to lektura/autorka dla mnie, czy stanie kością w gardle. ;)

    OdpowiedzUsuń