wtorek, 7 lipca 2015

Na pokładzie statku marzeń


tytuł: Batory. Gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku
autor: Bożena Aksamit
wydawnictwo: Agora SA
rok wydania: 2015
ilość stron: 320

moja ocena: 8/10
  
Uwielbiam literaturę non-fiction, a szczególnie biografie wszelakiej maści. Przerobiłam ich w swoim życiu całkiem sporo, konkretny regał by się uzbierał. Ostatnio trafiłam na wyśmienitą pozycję z tego gatunku. Interesującą, zabawną, napisaną z jajem i pazurem. A co najlepsze ta błyskotliwa historia dotyczyła… statku!

„Batory. Gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku” Bożeny Aksamit to książka, której się nie czyta. Ją się łapczywie pożera, zachlanie przerzucając kolejne strony. Zapchałam sobie serce, głowę i żołądek historiami z pokładu legendarnego polskiego transatlantyku. Było pysznie i śmiesznie, a na dokładkę moja wiedza z czasów międzywojnia skoczyła o oczko do góry. Teraz to się dopiero mogę wymądrzać w towarzystwie.

Niby cała opowieść dotyczy statku, ale nie o kupę złomu (choćby tak wspaniałego jak Batory) rozchodzi się autorce, ale ludzi, którzy mieli cokolwiek wspólnego z transatlantykiem. A marzenia o zamorskich podróżach kiełkowały w głowach prawdziwych indywidualistów, dziwaków i romantyków. Kogóż to na pokładzie Batorego nie było! Sama śmietanka towarzyska epoki. Artyści, muzycy, filmowcy. Ale najbardziej charakternymi i charakterystycznymi postaciami przywołanymi przez autorkę byli kapitanowie statku. To anegdoty z nimi związane są najmocniejsze.


Mam ochotę narysować autorce laurkę, bo z „Batorym” spisała się na medal. Doskonale wyważyła proporcje między częścią intelektualno-informacyjną i częścią rozrywkową. Bożena Aksamit opowiada historię transatlantyku ze swadą, polotem i żarem. Od czasu do czasu dodaje nutę pikanterii poprzez seks skandale i pokładowe aferki. Kiedy trzeba zachowuje powagę, ale nawet wojenne losy Batorego potrafi przedstawić tak, że łezka się w oku kręci – ze wzruszenia lub ze śmiechu. Najlepsze w publikacji jest to, że „Batory” generuje marzenia i pozwala poczuć morski wiatr na twarzy. Przysięgam, w trakcie lektury widziałam mewy i słyszałam szum fal. 

Po lekturze „Batorego” ściskam jeszcze tomisko w rękach, przyciskam je do piersi i ciężko wzdycham. Kiedyś to się podróżowało. Taka mnie melancholia ogarnia, że już chciałabym zapakować walizę, udać się do najbliższego portu (plus minus 500 km) i ruszyć w świat. To nic, że mam chorobę morsko-lokomocyjną i całą podróż miałabym rewolucje żołądkowe lepsze niż u Magdy Gessler, a moja cera przybrałaby apetyczny zielony odcień. Wolę więc pływać statkiem w marzeniach, dlatego za wyjątkową podróż na pokładzie Batorego serdecznie autorce dziękuję!

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Patrycji i wydawnictwu Agora SA
 



7 komentarzy:

  1. Dołączam do chęci narysowania laurki;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie książki, a rzadko mi się zdarza, żeby po takim "smakowitym" tytule nie trafić na przereklamowaną pozycję. Twoja opinia zapowiada niezłą lekturę, więc moja lista do przeczytania znowu się powiększa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, książka rzeczywiście zapowiada się obiecująco. Jeśli tylko nadarzy się okazja i powyższa powieść przewinie się przez moje łapki, z chęcią przeczytam ;)
    http://czytelnicze-turbulencje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu zaraz statek to kupa złomu? ;D Ja uwielbiam wszystkie pojazdy wodne, i ogólnie wodną tematykę. "Batory" jak znalazł. Żałuję, że przegapiłam e-booka za 10 zł :/ Poza tym od razu skojarzenie z filmem "Spotkanie na Atlantyku"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już sobie ją zamówiłam w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiedziałam, że to taka interesująca lektura, zatem muszę ją przeczytać !:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziałam, że to taka interesująca lektura, zatem muszę ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń