wtorek, 9 czerwca 2015

Tarantino by się nie powstydził

tytuł: Nie przebaczaj
autor: Kuba Ryszkiewicz, Marianna Strychowska
wydawnictwo: Wydawnictwo Niezależne
rok wydania: 2015
ilość stron: 80

moja ocena: 8/10

Nie będę ściemniać – moje doświadczenie związane z komiksami jest niemal zerowe. Ostatnim razem sięgnęłam po powieść graficzną tylko ze względu na mojego ukochanego Jaroslava Rudiša. Wcześniej czytałam jedynie mange „Hellsing” oraz rysunkowe historyjki z gum do żucia Donald. „Nie przebaczaj” skusiło mnie przede wszystkim zapowiadanymi nawiązaniami do „Gwiezdnych wojen” i filmów Quentina Tarantino. Później w trakcie lektury myślałam sobie jaka to jestem fajna, że potrafię te odniesienia wyłapać (skromność mam na drugie). Faktycznie w scenariuszu wymyślonym przez  Kubę Ryszkiewicza wyraźnie widać popkulturowe inspiracje, a do tego  „Nie przebaczaj” wbija w fotel i pozostawia czytelnika z opadniętą do podłogi szczęką.

Akcja komiksu rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym na Kresach Wschodnich. „W powojennym państwie polskim dominują nieszczęście, duma i strach” głosi fragment artykułu w magazynie „Life” z 1938 r. Eustachy wraca po wojnie do domu. Nie wiadomo jak długo go nie było i gdzie walczył. Jego rany są znacznie poważniejsze, niż sugerowałby to bandaż na głowie, bo do rannego wezwana zostaje Wiedunja, czyli stara szeptucha wyjęta prosto z ludowych legend, która jako jedyna może pomóc Eustachemu powrócić do normalności. 


Przez jakiś czas rodzinka wiedzie sielsko-wiejską egzystencję, młody Tadeusz pogrywa na skrzypkach, a brzuch Marii zaczyna się powiększać. Słowem kłopoty wiszą w powietrzu, bo zło czai się za drzwiami. Czytelnik nie musi długo czekać na brutalny rozwój wypadków, bo rodzina zostaje napadnięta przez bandę Łazara, który jednym wprawnym ruchem ręki podrzyna Eustachemu gardło. Maria i Tadeusz muszą uciekać. Schronienie znajdują w burdelu, ale jak łatwo się domyślić Łazar nie spocznie, dopóki nie dokończy swego dzieła... 

Nie przebaczaj” nie jest komiksem historycznym. Czas i miejsce akcji stają się tylko punktem wyjścia do opowiedzenia mrocznej i brutalnej historii. Właściwie pierwszy tom komiksu stanowi swego rodzaju wprowadzenie, bo kiedy akcja maksymalnie przyspiesza, krew sika na prawo i lewo, a emocje sięgają zenitu na ostatniej ilustracji pojawia się małe i wkurzające „c.d.n.”. No jak tak można! 

Z rozwoju fabuły wynika, że oczekiwanej wendety dokona Tadeusz. Chłopiec wrażliwy, delikatny i podejrzewam, że nawet trochę ciapowaty. W pierwszym tomie bohater nie zaszczyca czytelników zbyt wieloma słowami, bo głównie gra na skrzypcach, zmywa podłogę i wodzi wzrokiem za dziwkami. Jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się jego postać, czy pragnienie zemsty rozpali w jego sercu ogień, a tym samym nada chłopcu charakteru? A może własną sprawiedliwość wymierzy mała Iska? Równie intrygującą postacią jest tajemnicza Wiedunja, która tok coś czuję, jeszcze konkretnie namiesza. 


Scenariusz Kuby Ryszkiewicza jest świetny, ale nie miałby takiej siły oddziaływania bez rysunków Marianny Strychowskiej. Utrzymane w czarno-białej tonacji ilustracje zachwycają doskonałą grą świateł i zdecydowaną kreską. To rysunki Strychowskiej tworzą mroczny klimat całej opowieści i kiedy trzeba napawają grozą, a przy tym wszystkim nie brakuje im delikatności i dwuznaczności. A tak na marginesie oczarowana talentem młodej rysowniczki przekopałam Internet, żeby znaleźć inne jej prace i zakochałam się w ilustracji przedstawiającej Hana Solo i Chewiego (klik). 

Nie przebaczaj” Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej to świetny fabularnie, a jeszcze lepiej narysowany komiks. Autorzy garściami czerpią z ludowości i popkultury, co ciekawe te elementy nie gryzą się ze sobą, ale tworzą mroczną, tajemniczą, krwawą, ale też harmonią całość. Szkoda tylko, że pierwszy tom przypomina raczej prolog do właściwiej historii zemsty, która mam nadzieję rozegra się w kolejnych częściach. Będę wypatrywać drugiego tomu z niecierpliwością. 


***
Za możliwość przeczytania komiksu serdecznie dziękuję autorom. 

PS
Komiks do kupienia TUTAJ

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się ta głęboka czerń rysunku... Rozbawił mnie Twoja przygoda z donaldowym komiksem. Też to czytywałam... Ostatnio z powieści graficznych - miałam do czynienia z serią S. Kinga "Mroczna Wieża". Nie wiem czy sięgnęłabym, gdybym nie znała książek. Przeczytałam, ponieważ znałam w oryginale, byłam ciekawa jak graficy poradzą sobie z tą materią i seria bardzo przypadła mi do gustu. Powieść graficzną, którą prezentujesz przeczytałabym z równą przyjemnością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o rozbawienie mi chodziło :)
      Zastanawiam się cały czas dlaczego komisy nie są popularne. Pewnie trochę chodzi o cenę, bo jednak trochę sobie powieści tego typu kosztują, ale ja na przykład miałam obawy czy nie zabraknie mi wyobraźni, czy dobrze zinterpretuje cała historię i czy spodobają mi się rysunki, bo ze sztuka niekoniecznie mam po drodze. Ty jesteś zdecydowanie bardziej wrażliwa w tym zakresie, więc pewnie dostrzegłabyś jeszcze więcej w całym komiksie niż ja :)

      Usuń
  2. Zapowiada się rewelacyjny komiks.Podobają mi się te barwy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie czytałam dużo komiksów. W ostatnich latach jedynie Kłamcę Jakuba Ćwieka i przez to przypomniałam sobie jak komiksy ożywiają naszą wyobraźnie. Mnie zdecydowanie Twoja recenzja tej książki zachęciła. Tym bardziej podłoże historyczne :>

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie wiem, komiksy czytałam za młodu, jakoś nie odczuwam wielkiej chęci, żeby do nich wrócić - niezależnie od tematyki :) Chyba jednak wolę książki..

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie komiksy nie interesowały i nie interesują, także nawet Ty nie jesteś w stanie swoją świetną recenzją skusić mnie :)

    OdpowiedzUsuń