niedziela, 28 czerwca 2015

Reportaże jak czereśnie

tytuł: Samotność Portugalczyka
autor: Iza Klementowska
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2014
ilość stron: 208

moja ocena: 8/10

Podobno (tak twierdzi radio i internet) portugalscy studenci coraz częściej decydują się na studiowanie w Polsce. Pan spiker przekazujący tę nowinę powtórzył za jakimś specjalistą, że prawdopodobnie jest to spowodowane podobieństwami mentalnymi między naszymi narodami. Zadziwił mnie ten news do tego stopnia, że cytując Tomasza Jastruna:
„tylko brwi
uniosły się jak skrzydła ptaka
który nie wie
zostać czy odlecieć”.
Dopiero po przeczytaniu „Samotności Portugalczyka” Izy Klementowskiej wszystko stało się jasne. Nasza słowiańska duma, dusza i tęsknota mogłaby się poczuć w Portugalii jak w domu.

Układam w głowie mozaikę z planów i marzeń. Podróże po świecie wciąż siedzą mi gdzieś pod powiekami. Najczęściej wybieram się w drogę dzięki książkom, bo na inne podróże wciąż czegoś mi brak – pieniędzy, czasu, odwagi. O Portugalii pomyślałam tylko raz i to przez chwilę. Tyle miejsc wydawało mi się ciekawszych. Ale dzięki Izie Klementowskiej zamarzyłam, żeby spakować plecak i jak najszybciej ruszyć do Lizbony. Bynajmniej nie po to, żeby słuchać fado, ale żeby poczuć tę nostalgię, tęsknotę i smutek, które wyzierają ze wszystkich tekstów reporterki.

Portugalia. Skrawek ziemi, o którą rozbijają się fale Atlantyku. Państwo przytłoczone przez sąsiednią Hiszpanię. Naród, który wciąż rozpamiętuje przeszłość, śni o minionej wielkości i potędze. Ludzie, którzy wciąż za czymś tęskną. W reportażach Klemetowskiej rozchodzi się głównie o ludzi, o ich przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Dużo w tych tekstach historii, którą autorka przekłada na losy swoich bohaterów. Jest więc kolonializm, dyktatura Salazara i rewolucja goździków. Objawienia Maryjne, trzy Marie piszące jedną książkę i tolerancja wobec innych narodów. Są cienie, szepty i strach. Ale też niesamowite, literackie opowieści, jak choćby ta o mężczyźnie, który znalazł miłość na cmentarzu.

Wszystkie historie przywołane przez Izę Klementowską łączą się ze sobą motywem smutku. I tak sobie myślę, przerzucając kolejne strony tej niesamowitej książki, że z moją autystyczną duszą, samotniczą naturą i sercem przepełnionym tęsknotami znalazłabym w Portugalii cichą przystań. Może moje romantyczne wyobrażenie jest błędne, ale te reportaże skradły mi kawałek serca. Podejrzewam, że autorka pisała je na Feira da Ladra, czyli Targu Złodziei, na którym kradnie się duszę.

Gdzieś na początku „Samotności Portugalczyka” Iza Klementowska stwierdza, że: „Rozmowy są jak czereśnie, przychodzą jedne po drugich.(s.7) Właśnie takie czereśniowe są jej teksty. Pyszne i soczyste, charakterystyczne w smaku i wywołujące u odbiorcy ekscytację. Bo Klementowska perfekcyjnie posługuje się słowem. Treść jest wyważona, a w jej reportażach nie ma żadnego zbędnego zdania. Widać, że uczyła się od najlepszych (Szczygieł pewnie jest dumny). Chylę czoła i czekam na kolejną porcję portugalskich czereśni.

6 komentarzy:

  1. Czytałam, książka warta uwagi, też polecam. Mam nawet z autografem autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście zaskakujące porównanie z tą mentalnością, ale być może ta książka to potwierdza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Musze przyznac, że z reportażami w formie pisemnej rzadko mam doczynienia, a widać, że trace na tym bardzo dużo. Dlatego tak sobie myslę, chyba najpierw sięgnę po prooponowana przez Ciebie ksiażkę, bo bardzo mnie do niej zachęciłaś.

    Przy okazji chciałabym zaprosić Cię do Kruczego Gniazda i poprosić abyś wyraziła opinię na temat mojego nowego cyklu. Podsyłam Ci link abyś nie szukała.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com/2015/06/krucze-wiesci-czyli-przeglad.html#comment-form
    Nie traktuj tego jako spam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zdawałam sobie sprawy z takich porównań.. z pewnością się za nią rozejrzę, bo muszę przyznać, że czuję się bardzo zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja znam bardzo dobrze Portugalie i nie jestem do konca przekonana do tych podobiestw. Ale kraj jest przepiekny, nie tylko Lizbona, ludzie sympatyczni, jezyk piekny, a literatura ciekawa, o zapierajacej dech w piersi architekturze juz nie wspomne. Podobno Klementowska pisze teraz ksiazke o Mozambiku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na śmierć zapomniałam o tej książce! Muszę dopisać mężowi do listy (bo ja przecież nie kupuję książek. :P) Lizbona marzy mi się coraz bardziej i tak nieśmiało zagaduję męża, żeby się tam wybrać za rok. :)

    OdpowiedzUsuń