sobota, 6 czerwca 2015

Piątoklasiści otaczają mnie, czyli spotkanie autorskie z Michałem Rusinkiem


Przypomniałam sobie, że zapomniałam Wam opowiedzieć o spotkaniu autorskim, które miało miejsce w mojej małej miejscowości. Spieszę zatem donieść, że 27 maja gościem biblioteki w Polance Wielkiej był… Michał Rusinek! Wielka szkoda, że spotkanie zaplanowane zostało na godz. 9.30, bo mało kto mógł wziąć w nim udział. Właściwie przyszły tylko dwie klasy z pobliskiej podstawówki. To wystarczyło, żeby zapełnić naszą małą bibliotekę, ale samo spotkanie było tak fantastyczne, że aż żal, że zabrakło innych dzieciaków. O dorosłych nie wspominając. Właściwie poza mną i uczniami, którzy zostali ściągnięci na spotkaniu nie pojawił się nikt ze wsi. Ale nic to, bo postanowiłam swoja osobą godnie reprezentować wszystkich mieszkańców.

Michał Rusinek przyjechał z programem skierowanym do młodych czytelników. Z kamienną twarzą i udawaną powagą zwracał się do dzieci jak do swoich studentów - per pan i pani. Początkowo słuchacze sprawiali wrażeni zaskoczonych i skrępowanych, ale szybko wyczuli, że pisarz cały czas żartuje i ochoczo przystąpili do zabawy. Na wstępie Rusinek opowiadał o pracy tłumacza, ale szybko przeszedł do śmieszniejszego tematu jakim są rymowanki. Dzieciaki rozbrykały się maksymalnie i chętnie pomagały wymyślać kolejne rymy. Pisarz czytał też swoje własne wierszyki, a sala chichotała radośnie. 

Później przyszła pora na wspólne pisanie opowiadania. Michał Rusinek miał ze sobą historyjkę, w której brakowało przymiotników. Zadaniem dzieci było podawanie przymiotników, a autor wpisywał je w kolejne luki. Ukończone opowiadanie zostało odczytane na głos, a efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.  Wszyscy niemal płakaliśmy ze śmiechu. Następnie pisarz przeczytał dzieciom najnowszą książkę, którą przetłumaczył, czyli tomik „Książka bez obrazków” Benjamina Josepha Novaka. Efekt był tam sam, jak przy opowiadaniu. 

Na zakończenie odbyła się konferencja prasowa, czyli pytania do autora. Jeśli ktoś chciał zadać pytanie, to musiał się najpierw przedstawić i powiedzieć dla jakiego radia lub telewizji pracuje, oczywiście im oryginalniejszy pomysł, tym lepiej.  I kiedy wydawało się, że na tym zakończy się całe spotkanie okazało się, że dzieci przyszły do biblioteki przygotowane i chciały przeczytać pisarzowi swoje własne wierszyki. Tematyka była propagandowa i wymyślona przez panie nauczycielki, bo we wszystkich wierszach rozchodziło się o zdrowy tryb życia (przyznaję, że kilka z nich było zaskakująco dobrych). Rusinek stwierdził, że weźmie sobie te porady do serca i obiecał, że jeszcze kiedyś do nas wróci. 

Przed powrotem do domu udało mi się jeszcze zdobyć podpis na dwóch tomikach autorstwa Edwarda Goreya, które Michał Rusinek tłumaczył. Znacie człowieka? Jeśli nie, to warto poznać, bo takie dziwactwa to mało kto potrafi wymyślić. Ale o tym opowiem wam innym razem. 

Krótko mówiąc całe spotkanie było lekkie, zabawne i nawet pouczające. Warto było wziąć sobie dzień urlopu tylko po to, żeby lecieć do biblioteki i przez trochę ponad godzinę posłuchać Michała Rusinka. Najbardziej spodobało mi się stwierdzenie autora, że jedynym gatunkiem literackim jaki się opłaca uprawiać jest żądanie okupu. I tym optymistycznym akcentem kończę moje krótkie wspomnienie.

PS
Serdecznie dziękuję Michałowi (bibliotekarzowi, nie Rusinkowi) za udostępnienie zdjęć ze spotkania. Tego, na którym widać moją gębę może nie będę publikować :-)


13 komentarzy:

  1. To musiało być, rzeczywiście, bardzo interesujące spotkanie. Napisałaś z taką dumą, że będziesz godnie reprezentować mieszkańców, że wyobraziłam sobie Ciebie, jak po spotkaniu chodziłaś od domu do domu, niosąc dobrą nowinę :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że biblioteka organizauje takie spotkania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pana Rusinka darzę dużą sympatią – za sprawą biografii Szymborskiej, w której o nim dużo. Bardzo inteligentny, miły człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja biblioteka jest bardzo prężna, choć przyznaje, ze i u nas ostatnio jest sporo ciekawych spotkań, np. w maju było z Karpowiczem. Tylko ze ja na nie nie chodzę.. No ale żeby zorganizować takie spotkanie o 9.30...

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, o tym żądaniu okupu to chyba Woody Allen powiedział ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja żałuję, że swojej fotki nie wrzuciłaś :)
    Do tej pory w stosunku do Rusinka, miałam ambiwalentne uczucia, ale z tego co czytam, to fajny człowiek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja w ogóle tego pana nie kojarzę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie kojarzę ;)
      Ale z Marty opowieści wygląda, że było bardzo sympatycznie i z klasą...

      Usuń
  8. Czytałam "Limeryki i inne wariacje" tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic mi nie świata :< Z tego co piszesz, jest to ciekawa osobowość, ale nie słyszałam o tym panu
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, że zdecydowałaś się uczestniczyć w takim spotkaniu. Ogólnie zrobiłam wielkie oczy jak czytałam Twoją relację bo my też często organizujemy spotkania autorskie przed południem ale są to spotkania skierowane specjalnie tylko do młodzieży szkolnej (organizuje się wtedy jakieś klasy co by młodzież też doświadczyła trochę kultury ;)) a autor jest nastawiony na młodego odbiorcę. Ale wtedy w ogóle nie reklamujemy takiego wydarzenia i pierwszy raz spotkałam się, że ktoś z własnej inicjatywy przyszedł o takiej godzinie :))) Widzę, że Michał wychodzi poza stereotypowe podejście do DKK ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No to super, że spotkanie było udane, chociaż z godziną trochę przeginka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fakt, takie spotkania powinny odbywać się popołudniami wówczas łatwiej byłoby się wybrać tym pracującym ...

    OdpowiedzUsuń