czwartek, 4 czerwca 2015

Opowieść dla nadwrażliwców

tytuł: Lucynka, Macoszka i ja
tytuł oryg.: Lucka, Maceška a já
autor: Martin Reiner
wydawnictwo: Stara Szkoła
rok wydania: 2015
ilość stron: 232

moja ocena: 9/10

„Lucynka, Macoszka i ja” Martina Reinera to druga powieść wypuszczona pod szyldem wydawnictwa Stara Szkoła. Przy „Ostatniej arystokratce” płakałam ze śmiechu i zachwycałam się genialną lekkością fabuły. „Lucynka...” to dzieło równie wybitne, mające podobną silę rażenia do powieści Bočka, ale zdjęte z zupełnie innej półki.

Trudno w kilku zdaniach napisać o czym jest powieść Martina Reinera, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Bo najprzyjemniejsze w lekturze „Lucynki...” jest odkrywanie zawiłości fabuły, kroczenie ścieżkami bohaterów i oglądanie świata oczami Tomasza. W historii wymyślonej przez czeskiego pisarza nie ma nic spektakularnego, ani nawet oryginalnego. Zwykłe życie, szara codzienność. Ale wrażliwość Tomasza tworzy melancholijną atmosferę i sprawia, że świat zaczyna wyglądać pięknie. 

Wszystkie wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści poznajemy z perspektywy Tomasza, który snuje swoją opowieść z sercem na dłoni. Brneński listonosz zostaje opętany myślą o zapomnianym poecie Jerzym Macoszce. Mężczyzna zaczyna szukać śladów Macoszki, kroczy jego śladami, a w końcu decyduje się na podróż do Anglii, żeby odnaleźć poetę i rozwikłać tajemnicę pewnego liściku. Gdzieś w międzyczasie poznaje Martę i jej pięcioletnią córeczkę Lucynkę i dziwnym zrządzeniem losu na pewien czas zostaje opiekunem dziewczynki.
„Przez większość swojego dorosłego życia jadłem zaledwie okruszki z talerza przeżyć i wrażeń. Z Macoszki czerpię jednak pełnymi garściami, a buzię mam ciągle tak pełną, że pękają mi policzki.” (s. 51)
Lucynka, Tomasz i Macoszka. Pięcioletnia dziewczynka, młody listonosz i zapomniany poeta. Trzech bohaterów, trzy pokolenia, trzy samotności, które się wzajemnie przenikają. Sprawcą całego zamieszania i katalizatorem napędzającym fabułę jest Jerzy Macoszka. I choć poeta pozostaje w ukryciu, wiemy o nim tylko tyle, co udaje się odkryć Tomaszowi, to jego obecność jest cały czas wyczuwalna. Jednak najpiękniejsze fragmenty powieści to te, w których Tomasz i Lucynka beztrosko spędzają czas. To w nich wyraźnie odbijają się ślady bezinteresownej miłości, której bohaterowie tak bardzo potrzebują. 

„Lucynka, Macoszka i ja” to poetycka, jakby malowana akwarelami historia samotności. Do bólu piękna i urzekająca powieść o poszukiwaniu miłości, którą docenią przede wszystkim nadwrażliwcy, melancholicy i samotnicy. Martin Reiner w subtelny sposób opowiada o skomplikowanych ludzkich losach i trudnych życiowych wyborach. O wpływie literatury na nasze życie i przede wszystkim o tym jak wielką i niezgłębioną tajemnica jest człowiek.
„Człowiek prawie nigdy nie rozumie, co oznaczają dni, które właśnie przeżywa. Czasami przeczuwa; ale tylko odważniejsze, bardziej pewne siebie jednostki potrafią w pełni przylgnąć do tych nierozpoznanych chwil z pasją i oddaniem już w  sekundach teraźniejszości. Ja nie potrafię. Ja przeżywam każdy swój krok, krzyk, czyn jakby trochę z boku.” (s. 219)
***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Mirosława i wydawnictwa Stara Szkoła!


http://stara-szkola.com/


12 komentarzy:

  1. Bardzo lubię historie samotności. Myślę, że książka przypadłaby mi do gustu, chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni cytat kusi do przeczytania książki

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz czytam o książce, ale brzmi niezwykle ciekawie. Dziewczynka, listonosz i poeta to niecodzienne połączenie, które mnie zaintrygowało i bardzo chciałabym ich poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. to moze byc naprawde cieakwa i dobre lektura :]

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadwrażliwiec ze mnie przodowy, ta książka musi być moja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam te ksiazke na oku. Bardzo mi sie podoba to, co o niej piszesz. Na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  7. To dla mnie lektura obowiązkowa! Cieszę się, że wysoko ją oceniłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgłaszam się ;) (a propos tytułu posta).

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie bardzo zachwycił już sam tytuł Twojego posta. Tytuł książki sobie zapiszę i bede miala ja na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobre recenzje zbiera ten tytuł. Będę o nim pamiętać.

    OdpowiedzUsuń