sobota, 9 maja 2015

Zwierzenia pisarza, czyli Stasiuk obnażony



tytuł: Życie to jednak strata jest
autor: Andrzej Stasiuk, Dorota Wodecka
wydawnictwo: Czarne, Agora
rok wydania: 2015
ilość stron:

moja ocena: 8/10

Dawno temu, no może nie tak całkiem dawno, ale też nie niedawno, kiedy zachwycałam się jedną z książek Andrzeja Stasiuka i wyznawałam pisarzowi czytelniczą miłość (nie po raz pierwszy zresztą), to zwierzyłam się pisemnie z tego, że uwielbiam czytać wszelakie wywiady ze Stasiukiem i jestem przekonana, ze dałoby się poskładać z nich wartościową książkę. Słowo stało się ciałem (podejrzewam, że ktoś zwyczajnie zajumał mój pomysł), bo oto ukazał się tomik „Życie to jednak strata jest”.

„Życie to jednak strata jest” (nie żeby to było specjalnie odkrywcze, ale tytuł ładny) to zbiór dziewięciu wywiadów Doroty Wodeckiej, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, z jedynym i najlepszym Andrzejem Stasiukiem. Publikacja ukazał się jako nowość, ale wielbiciele pisarza powinni kojarzyć siedem pierwszych wywiadów, bo były one publikowane na przestrzeni ostatnich lat w „Gazecie Wyborczej”. Nawet fotografie Adama Golca znałam już wcześniej z internetu. Wydaje mi się, ale pewności nie mam, że dwie ostatnie rozmowy powstały specjalnie z myślą o książce. Szkoda, że nigdzie nie podano informacji o datach pierwotnej publikacji wywiadów. Niby nie ma to znaczenia, ale jednak trochę ma. To prawda, że dziennikarka i pisarz rozmawiają na tematy uniwersalne i ponadczasowe, ale jednak czasami komentują konkretne wydarzenia i w tych miejscach data byłaby bardzo pomocnym drobiazgiem. 

Ale, ale, nie miałam zamiaru narzekać, bo choć większość wywiadów czytałam już w przeszłości (sześć na dziewięć), to wróciłam do nich z prawdziwą przyjemnością. Po raz kolejny zachwyciła mnie mądrość i wrażliwość pisarza (to dlatego czytam jego książki), ta szorstka czułość dla świata i ludzi. Tomik „Życie to jednak strata jest” pozwala spojrzeć na prywatne oblicze Andrzeja Stasiuka (ach, jak on pięknie mówi o żonie i córce). Autor „Grochowa” obnaża swoje wnętrze, opowiada o książkach i pisaniu, miłości, przyjaźni, kobietach i podróżach, ludziach, zwierzętach, Bogu i polityce. O życiu po prostu, a czasem też o śmierci. O tym co dookoła i o tym co w środku. Po raz kolejny czytałam jego słowa z ołówkiem w ręku, zaznaczając fragmenty, do których warto wracać. Wiem, że raz za razem będę rozdrapywać te słowa jak rany, rozkoszować się bólem, który mi sprawiają i pielęgnować w sobie poczucie, że dzięki nim dotykam sensu istnienia. Tego życia, które umyka mi z każdym dniem. Bo przecież życie to jednak strata jest.

Prawdziwa wolność jest samotnością. Bez poglądów, bez niczego. Pustka. I definiujesz swoją samotność wobec świata, wobec śmierci.
Ja to lubię, tak jak niektórzy spełniają się w nieustannym kontakcie, w życiu w centrum, w rozmowie. Rozumiem ich, ale wolę spotykać myśl drugiego człowieka w jego dziele niż osobiście, że się tak wyrażę. Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze.” (str. 8)

- Co jest w życiu ważne?
- Szczegóły. Detale. Prostota. Ta uczuć, krajobrazu, czynności. Spokój.
No i żeby ze stosunkowo niskim poziomem żalu odchodzić. Wiadomo, że zawsze będziemy odchodzili niepogodzeni, ale chciałbym powiedzieć: No, okejos, Panie Boże, w miarę było. Chodźmy.
Ważne jest, żeby wykorzystać, co się dostało, nie przepieprzyć tego. Nic więcej nie dostaniemy.” (str. 19)

„Literatura to podnieta dla umysłu, coś w rodzaju wódy, narkotyków, erotyzmu. Ożywia umysł i świat, który czasami jest nieco niezadowalający. Nigdy nie chciałem być pisarzem, ale tak bardzo lgnąłem do literatury, tak bardzo chciałem być blisko niej, że nim zostałem. Ale najpierw to chciałem być postacią literacką. Martinem Edenem Londona.” (str. 32)

„Wierzę w istnienie moich bohaterów, w ich życie gdzieś tam. Starzeję się z nimi i za cholerę nie mogę ich opuścić. A co byliby warci, gdybyśmy w ich życie nie wierzyli albo traktowali ich na przykład jako figury swojego światopoglądu? Nie po to wysyła się ich w świat, by mówili, jak żyć albo jakie mieć poglądy. Wtedy byliby martwi. Bez krwi. Bez emocji. Bez życia.” (str. 33)

7 komentarzy:

  1. Ehh ja Stasiuka mam ,,Wschód" na swoim stosiku, muszę w końcu przeczytać. Potem chętnie i po biografię sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Następnym razem nie pisz tego na blogu, tylko bierz notatnik i sama pędź wywiad przeprowadzić z jakimś autorem. A potem kolejny i kolejny. I ani się obejrzysz - książkę wydasz (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam już na recenzję tej książki u Ciebie:) Byłam pewna, że to będzie wartościowa książka. Z przyjemnością sięgnę. "Po raz kolejny czytałam jego słowa..." - piękna puenta:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że warto zapoznać się z autorem

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekawa tej książki. Tytuł strasznie mnie ujął.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie wszystkie, ale większość tych wywiadów czytałam. Czasem miałam wrażenie, że on lepiej rozmawia niż pisze ;-))
    Jednak interakcja z niego wydobywa różne rzeczy, których w książkach nie ma, choć wziąwszy pod uwagę styl tej prozy - mogłyby.
    Może to tylko jego poza? :) A może nie. Tak czy tak warto czytać Stasiuka.

    OdpowiedzUsuń
  7. No i oczywiście nie mogłam się powstrzymać. Przeczytałam ;) I tym bardziej czekam na koniec maja, kiedy to już będę mogła kupić sobie własną.

    OdpowiedzUsuń