wtorek, 26 maja 2015

Twoje ręce – mamusiu dobre jak szafirek po deszczu



Mama. Najważniejsza kobieta w moim życiu. To ona pokazała mi czym jest miłość. To ona opowiadała mi w dzieciństwie bajki, nauczyła mnie czytać i po raz pierwszy zaprowadziła za rączkę do biblioteki, żebym wybrała dla siebie nowe książeczki. A w końcu to za jej przyczyną wpadły mi w ręce pierwsze tomiki poezji ks. Twardowskiego.

W swojej twórczości ks. Jan od biedronki tak pięknie mówił o swojej matce Anieli z Kondreskich Twardowskiej. Janek, wychowany wśród sióstr, otoczony matczyną miłością, zapamiętał na całe życie łagodny wzrok matki, jej dobroć i ciepło, którym otaczała rodzinę. Mama stała się dla niego ideałem kobiety, skończoną pięknością, niemalże świętą, która „tylko przez skromność w naszym domu rodzinnym nie czyniła cudów” (z wiersza „Takie proste”). 

W swoich tekstach skierowanych do dzieci często nawiązywał do osoby matki, jako tej, która kocha bez względu na wszystko, czuwa obok, otacza swoją opieką, nawet jeśli maluchy bagatelizują jej rolę w swoim życiu. Zawsze wzruszają mnie te mamusiowe fragmenty. Napisane wierszem czy prozą, to nieważne, bo każdy z nich przypomina mi moją własną mamę, która w naszym domu też powstrzymuje się od cudów, ale sama jest największym z nich.

„Rodzina jest dziełem Bożym. Może być krzyżem dla nas, może być radością. Nie od nas to jednak zależy, że mamy takich rodziców, a nie innych, takie rodzeństwo, a nie inne. Rodzina jest tajemnicą woli Bożej. W takiej, jaką Bóg nam daje, mamy dojrzewać do spotkania z Nim.
Miałem tę łaskę, że żyłem w kochającej się rodzinie, a moje wspomnienia z dzieciństwa są wzruszające, bardzo rodzinne.
Jakie to ważne — nie wstydzić się rodziny. W mojej — wszyscy byli uczciwi”.

„Miałem wspaniałych rodziców.
Moja matka, Aniela z Konderskich (23 VII 1890-7 XII 1971), jest najbardziej wzruszającym wspomnieniem mojego życia. Przechowuję jej portret i zdjęcia.”

„Rodzice moi żyli w trudnych czasach. Przeżyli dwie wojny światowe, w czasie których wiele strącili. Małżeństwo to było przy tym wierne sobie do końca, a więc szczęśliwe.
Bardzo się kochali i dzięki nim mogę powiedzieć, że byłem szczęśliwym dzieckiem ze szczęśliwego domu. I ja, i siostry byliśmy otoczeni ich miłością. A to jest najważniejsza rzecz, w jaką rodzice mogą wyposażyć dziecko”.

„Pytają mnie: Kto nauczył księdza wiary? Odpowia­dam: Matka. Nikt tak jak matka nie potrafi nauczyć wiary. Potem studiowałem, byłem na teologii, spotykałem mądrych ludzi... To też mi bardzo dużo dało. Ale wiara przekazywa­na przez matkę była najważniejsza. To nie była teologia. Ona życiem swoim świadczyła o wierze.
Rzeczywiście na drodze do Boga najwięcej zawdzięczam matce. Ona pierwsza uczyła mnie znaku krzyża.”


„Ręce”

Twoje ręce – mamusiu
Dobre jak szafirek po deszczu
Jak czajki towarzyskie
Przyniosły mnie na świat
Kołysały
Ustawiały na podłodze
Sadzały na stołku
Mówiły że motyl dzwoni
Że młodych grzybów nie sposób rozeznać
Uczyły trzymać łyżkę, by nie trafiała do ucha
Rozróżniać klon od jaworu
Prowadziły przy oknie po ciemku
Po ziemi co czernieje jak szpak

Suche i ciepłe
Za słabe
Żeby wyprowadzić mnie z tego świata.


„Czas niedokończony”

Nie opowiadajcie, razem i osobno
Że nie ma ludzi niezastąpionych
Bo przecież moja matka
Łagodna i nieubłagana
Cała w czasie teraźniejszym niedokończonym
Wychyla się z nieba
Żeby mi przyszyć oberwany guzik
Kto to lepiej potrafi?
W czyich palcach drży igła, jak drucik ciepła
Gdy tyle dzisiaj uczuć, a mało miłości
I tyle cudzych kobiet, a żadna nie moja
A śmierć tak bardzo ważna , bo się nie powtórzy
I smutek, jak sprzed wojny, ostatnia choinka


„Takie proste”

matka moja tak święta że tylko przez skromność
w naszym domu rodzinnym nie czyniła cudów
odeszła --- czuwa niewidzialna

przecież takie proste wątpliwości nie ma
wiadomo miłość na śmierć nie umiera
zostać niewidocznym nie szkodzi nikomu
świat prawdziwy gdy mniej w nim widocznych pozorów
to co widzimy może być zmyślone
jak zęby sztuczne w ustach równo ustawione

w marcu szafirek niebieski kubeczek
podnosi w górę --- potem z nim się schowa
i tyle niewidocznych kochanków na świecie
tych co za późno i innych --- za wcześnie
wrzosów co mają zwyczaj kwitnąć jednocześnie
żeby się pokazać i odchodzić razem
gdy czas biegnie jak kuna od wiewiórki szybsza

tego co się kocha widzieć się przestaje
to tylko porzekadło --- jak słuszne mniemanie
że wolą dwóch starszych panów niż dwie starsze panie

Trudno

No widzisz – mówiła matka
Wyrzekłeś się domu rodzinnego
Kobiety
Dziecka, co stale biega, bo chciałoby fruwać
Wzruszenia, kiedy miłość podchodzi pod gardło
A teraz martwi ciebie
Kubek z niebieską obwódką
Puste miejsce po mnie
Trzewiki, o których mówiłeś, że są
Tak jak wszystkie – do sprzedania
A nie do noszenia
Zegarek co chodzi po śmierci
Stukasz w niewidzialną szybę
Patrzysz, jak czapla w jeden punkt
Widzisz jak łatwo się wyrzec
Jak trudno utracić



* Wszystkie teksty pochodzą z tomu „Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie. Tom 1 1915-1959” Ks. Jan Twardowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006.
** Wiersze pochodzą w tomu „Zaufałem drodze” Ks. Jan Twardowski, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2007.
** *Grafika – źródło.
 

http://all-you-need-is-book.blogspot.com/search/label/Rok%20z%20ks.%20Janem%20Twardowskim

1 komentarz:

  1. Wszystkiego co najwspanialsze wszystkim mamusiom!!! :)

    OdpowiedzUsuń