niedziela, 24 maja 2015

Ten, kto opowiada historie, ten ma władzę - Olga Tokarczuk w Galerii Książki


W miniony piątek Olga Tokarczuk odsłoniła swoją tablicę w oświęcimskiej Alei Pisarzy. Na tabliczce znalazł się cytat z „Prawieku”: „Wyobrażanie sobie jest w gruncie rzeczy stwarzaniem, jest mostem pojednania między materią a duchem”. Ale właściwie chciałam zacząć od tego, że czekając w bibliotece aż zacznie się cała impreza przypomniał mi się jeden z moich wykładowców na studiach. Wszyscy oni tworzyli wybuchową mieszankę i sprawiali wrażeni nieszkodliwych wariatów zakochanych w książkach tak bardzo jak moje koleżanki z roku. Wspomniany doktor prowadził jakieś dziwne zajęcia związane z literaturą, na które przychodził w książką Olgi Tokarczuk „Bieguni”. Nie ważne, że wykładał zupełnie inny temat, ale zawsze kończył zdaniem: „I pamiętajcie, żeby czytać Tokarczuk”.

Nie posłuchałam pana doktora, bo Tokarczuk zaczęłam czytać niedawno. Porwałam się od razu na dzieło gigantyczne, czyli najnowsze „Księgi Jakubowe”. Chciałam zdążyć przed spotkaniem z pisarką, ale nie wyszło. Czytam i czytam, a końca nie widać. Ale tę powieść trzeba poznawać powoli, smakując zdania i rozkoszując się doskonałym stylem pisarki. Dlatego nie spieszę się z lekturą, szczególnie, że póki co sama historia Jakuba Franka nie jest dla mnie szczególnie porywająca. Ale miało być przecież o spotkaniu, a nie książce. A spotkanie było rewelacyjne. Jedno z najlepszych, w jakich brałam udział. Olga Tokarczuk okazała się fantastyczną rozmówczynią, wyluzowaną, skorą do żartów, pewną siebie i zdającą sobie sprawę ze swojego talentu, ale również skromną i pełną pokory. 

Całe spotkanie przebiegało w cudowanie ciepłej i sympatycznej atmosferze, a Olga Tokaraczuk raz za razem rzucała zdaniami, które można by zamieniać w aforyzmy. Pisarka niezwykle szczerze i otwarcie opowiadała o sobie i swojej pracy. Stwierdziła, że pisarki są owadami, które żyją cyklami – na czas pisania stają się introwertyczne, zamknięte w kokonie, a po napisaniu i opublikowaniu książki muszę być ekstrawertyczne, otwarte na spotkanie ze światem i czytelnikami. Najgorszy jest moment przejścia, kiedy po długim pisaniu trzeba się ubrać, umalować i wyjść z domu do ludzi. Dla niej te momenty zawsze były trudne i stresujące, dlatego kiedy była młodsza przed wystąpieniami publicznymi chodziła do toalety, żeby wypić sobie małą naleweczkę. Trwało to dopóki Zbyszek Kruszyński nie powiedział jej przed rozdaniem nagród Nike „Olga, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale czuć od ciebie”. Wtedy pisarka uznała, że nie tędy droga. 

Autorka „Ksiąg Jakubowych” ma wykształcenie psychologiczne i przez pewien czas prowadziła nawet prywatną praktykę. Przestała, bo jak sama stwierdziła, nigdy nie była dobrą psychoterapeutką, ponieważ rozmawiając z pacjentami miała wrażenie, że jest tak samo, albo nawet bardziej zaburzona niż oni. W końcu zajęła się pisaniem. A kiedy pisze, to traktuje siebie jako czytelniczkę, a nie jako pisarkę. Dzięki temu pilnuje, żeby jej ego pisarskie miało odpowiednie rozmiary. Przez długi czas autorka zapisywała swoje własne sny. Gdyby otworzyła kiedyś własną szkołę pisania, to na pewno podstawowym przedmiotem byłoby opisywanie snów, bo nie ma lepszej szkoły dla języka niż zapisać coś, co jest wieloznaczne, co nie ma konturów, co się zmienia. Dobre pisanie to umiejętność opisywania czegoś tak ulotnego jak sen. 

Trudno napisać o wszystkim, o czym mówiła pisarka, bo tematów było całkiem sporo. Mnie najbardziej ujęła swoim zachwytem nad literaturą i porównywaniem czytania do cudu. Olga Tokarczuk zwierzyła się, że zajmuje się historią, bo nie ma teraźniejszości bez tego, co zdarzyło się w przeszłości. Według jej słów powieść historyczna nie istnieje, ponieważ zawsze powstaje nie w czasach, które opisuje, ale w czasach, w których żyje autor, więc jest interpretacją i wizją tego co się zdarzyło, lub mogło się zdarzyć, widzianą oczami tego, który pisze. Dlatego ten, kto opowiada historie, ten ma władzę. Również Tokarczuk miała władzę nad widownią, która słuchała jej na bezdechu, żywo reagując na każde słowo pisarki. Jeśli nie byliście w piątek w oświęcimskiej Galerii Książki, to możecie tylko żałować. 


9 komentarzy:

  1. Jak ja Ci tego spotkania zazdroszczę! Byłam na takim raz - i Autorka podpisała mi wszystko co ze sobą przytargałam, nawet pracę magisterską:) I wykładowców też miałaś fajnych - bo pozytywnych szaleńców też spotkałam, ale żaden nie był zakręcony na punkcie O.T.; fakt, jeden Ją ceni, ale innemu musiałam/chciałam na obronie udowodnić, że - jak dla mnie - nie jest ona pisarką feministyczną, a jedynie świat z perspektywy kobiety opowiada (to było prawie 10 lat przed "Księgami...")... Wtedy to chyba ja byłam tam największym Jej fanem... Pozdrawiam! ps - a co Ty skończyłaś? bo albo się nie chwalisz, albo mi to umknęło (a ostatnio o to łatwo....)...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studiowałam informację naukową i bibliotekoznawstwo na UP w Krakowie :) Kadra naukowa fantastyczna, jak już wspominałam same książkowe wariaty, bardzo ciepło ich wszystkich wspominam. Cały czas powtarzali nam, że kokosów to my się na książkach i pracy w bibliotece nie dorobimy, ale rozumieli co nas na te studia przygnało i chyba dlatego czuło się wzajemną nić sympatii :):):)

      Usuń
  2. Zazdroszczę Ci spotkania z tak sławną pisarką ;)
    Sama przymierzam się cały czas do "Ksiąg Jakubowych", ale do tego potrzeba wolnego terminażu.

    PS. W przedostatnim akapicie wkradła się literówka: "Autorka Książg Jakubowych" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie da sie przejść od intro do ekstrawertyka - to, ze w dzisiejszych czasach od wszystkich sie tego wymaga, od pisarzy naturalnie tez, skoro sa osobami publicznymi - to jakiś koszmar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tokarczuk też wspominała o koszmarach. Nie zazdroszczę jej tych przymusowych spotkań z ludźmi, ale przyznaję, że było fantastycznie i cieszę się, że zgodziła się przyjechać do biblioteki :)

      Usuń
  4. Tokarczuk czytałam jedynie ,,Szafę" - książka świetna :) Miałam to szczęście być na spotkaniu z Tokarczuk we Wrocławiu, nawet dostałam autograf i wspólne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie byłam u Varii i napiszę Ci to samo, co jej: że zazdroszczę spotkania BARDZO. To jest jedna z wad mojego miejsca zamieszkania, tutaj nie mam szans na takie spotkania. Ani w okolicach. Gdyby jakaś biblioteka ją zaprosiła na spotkanie autorskie to byłby chyba jakiś cud.
    Wspaniałe przeżycie, uwielbiam jej książki, choć "Księgi Jakubowe" jeszcze poczekają - przy dziecku wolę chyba czytać lżejsze rzeczy...

    A z Michałem Rusinkiem miałam zajęcia z teorii literatury. Mało kto potrafił sprowadzić na ziemię te abstrakcyjne, trudne, niezrozumiałe dla mnie teksty i filozofie. Świetny wykładowca!

    Uściski! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że takich gości nie zaprasza się do mojego miasta... To musiało być świetne spotkanie! :)

    OdpowiedzUsuń