poniedziałek, 11 maja 2015

Święta uśmiechnięta


Wśród wszystkich chrześcijańskich świętych mam kilku bliskich przyjaciół, z którymi trzymam sztamę i wiem, że zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Raczej nie poszukuję nowych niebieskich znajomości, ale chętnie sięgam po wszelkie biografie i świadectwa związane z tymi, którzy zasłużyli sobie na oficjalną aureolkę. Święta Urszula Ledóchowska mignęła mi kiedyś, gdzieś. Kojarzyłam nawet jej fotografię, ale na temat samej świętej nie potrafiłabym powiedzieć nic konkretnego. Po lekturze dwóch tomików związanych z życiem i działalnością szanownej świętej,  św. Urszula natychmiast zdobyła moje zaufanie i stała mi się bardzo bliska. Od ludzi takich jak ona chciałabym się uczyć świętości.


Tomik „Stać się piórem w Jego ręku. Listy do przyjaciółki z młodości” zawiera prywatną korespondencję młodej Julii Ledóchowskiej, a później siostry Urszuli, z baronówną Ilzą von Düring. Obie dziewczyny poznały się korespondencyjnie dzięki starszej siostrze Julli – Marii Teresie (również przyszłej błogosławionej), która uznała, że znajomość jej drogiej siostry i przyjaciółki może przerodzić się w prawdziwą przyjaźń. Intuicja jej nie zawiodła, bo faktycznie Julia i Ilza zaprzyjaźniły się niemal od pierwszej chwili, a ich znajomość miała ogromny wpływ na życie obu kobiet.

W tomiku „Stać się piórem w Jego ręku” znajdują się tylko listy Julii Ledóchowskiej, gdyż Ilza spaliła swoją część korespondencji. Z przesyłanych wiadomości wyłania się obraz młodej, wrażliwej i skromnej dziewczyny, która była oczkiem w głowie całej rodziny. Julia zwierza się przyjaciółce, że w dzieciństwie była niezłą rozrabiarą, ale z czasem uspokoiła się i wyciszyła. Pozbawiona towarzystwa młodych dziewcząt w jej wieku z wielką wdzięcznością przyjmuje pierwszy list Ilzy i zaproszenie do przyjaźni. Dziewczęta szybko odnajdują wspólny język i są wobec siebie do bólu szczere. Zwierzają się z najintymniejszych myśli, obaw i marzeń. Wymieniają poglądy, opowiadają o zwykłych, codziennych sprawach, dzielą radości i smutki. Kiedy trzeba potrafią się krytykować i prowadzić ożywione dyskusje. Słowem prawdziwa przyjaźń na całe życie.

Historia przyjaźni Julii i Ilzy to także opowieść o powołaniu zakonnym Julii i walce wewnętrznej Ilzy. Baronówna wychowała się w rodzinie protestanckiej, ale jej serce rwie się w stronę katolicyzmu. Jednak zmiana wyznania nie jest prostą sprawą nie tylko ze względów duchowych, ale także rodzinnych i społecznych. Julia, a później siostra Maria Urszula, z nieskrępowaną radością opowiada o miłości do Jezusa, o szczęśliwym życiu we wspólnocie zakonnej i realizacji swojego powołania. W trakcie lektury zaskakują mnie dojrzałe przemyślenia młodej Julii, głębia jej wiary i radość, jaką potrafi czerpać z miłości do Boga. Łapię się na tym, że z szerokim uśmiechem na twarzy zaczynam nazywać ją w myślach wariatką. Przepełniona radosna energią, ciepła, serdeczna i konsekwentna w swoich działaniach siostra Urszula nie przestaje mi imponować, zaraża dobrocią i sprawia, że zaczyna we mnie rozkwitać pragnienie bycia jej przyjaciółką.

Dzięki tomikowi korespondencji miałam okazję poznać młodość św. Urszuli. Początek jej duchowej przygody, która wspaniale się zaczęła, a jeszcze lepiej skończyła. Z kolei książka „Cuda św. Urszuli Ledóchowskiej” jest jakby naturalnym następstwem pierwszej publikacji. Już wiem jak potoczyły się losy Julii Ledóchowskiej, wiem, że była niezwykłą kobietą. Zawsze uśmiechnięta, serdeczna i wesoła, poświęcała się szczególnie pracy z dziećmi. Przyciągała do siebie ludzi jak magnes, którzy nazywali ją pieszczotliwie Matuchną. Umarła w opinii świętości, a ci, którzy znali ją za życia szybko zaczęli zwracać się do niej z prośbami o interwencję w niebie. 

Cały tomik „Cuda św. Urszuli Ledóchowskiej” to nic innego jak tylko świadectwa, wspomnienia i podziękowania osób, którym Matuchna nie odmówiła pomocy. Ponad 400 pisemnych wyrazów wdzięczności z różnych miejsc i lat, zachwyca przede wszystkim swoją różnorodnością. Niektóre z nich są długie, wyczerpujące, opisujące dokładnie każdy szczegół, nawet ten nieistotny. Inne są lakoniczne i zdawkowe. Zaledwie kilka zdań i tyle. Jakby ci, którzy doświadczyli cudu na własnej skórze chcieli zachować tę tajemnicę tylko dla siebie. Bo wszystko tak naprawdę zależy od wrażliwości opowiadającego. 

Wszystkie świadectwa zostały uporządkowane chronologicznie. Nie potrafię wybrać jednego, które poruszyło mnie najbardziej, bo każde z nich ma w sobie coś wzruszającego. Natomiast roztkliwiały mnie szczególnie momenty, w których ludzie zwierzali się, ze swoich spontanicznych próśb, nagłych, wywołanych potrzebą chwili wezwań - „Matuchno ratuj!” I św. Urszula przybywała z pomocą. Bo czasami krótka modlitwa płynąca prosto z serca, a właściwie jedno szczere i pełne wiary wezwanie wystarczy, aby mógł zdarzyć się cud. Czy to nie piękne?


***
 Za możliwość przeczytania książek serdecznie dziękuję Pani Agnieszce i wydawnictwu PROMIC







6 komentarzy:

  1. Jak zwykle pięknie napisałaś o książce i jej niezwykłej bohaterce.
    Muszę przyznać, że PROMIC dała szatę graficzną książce, która przyciąga mój wzrok.
    Jeżeli nie uda mi się jej wygrać w pewnym konkursie może uda mi się ją zdobyć u Pani Agnieszki. Jak na razie nie prosiłam o nią, bo mam problemy z pisaniem recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka nie dla mnie, ale cieszę się, że dzięki literaturze poznajesz ludzi, którzy Cię inspirują. Cenna rzecz. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznać się do takiej świętej, to bardzo odważne i niecodzienne. Gratuluję!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za biografiami, ale wierzę że była to bardzo wartościowa książka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mieć w swoim otoczeniu takie osoby to skarb :)

    OdpowiedzUsuń