wtorek, 19 maja 2015

Smak dzieciństwa ukryty w słowach, czyli "Moje książeczki. Księga pierwsza"


Pamiętacie serię „Moje książeczki” z charakterystycznym czarnym kotem w czerwonych butach? Ja pamiętam doskonale. Poza serią „Poczytaj mi, mamo” to właśnie „Moje książeczki” należały do moich ukochanych tomików czytywanych przez mamę. Mniej więcej od tego momentu rozpoczęła się moja przygoda z literaturą, dlatego po księgę pierwsza antologii „Moje książeczki” sięgnęłam z największą przyjemnością i trudnym do ukrycie wzruszeniem.

W pierwszym tomie tej cudnej serii opublikowano siedem książeczek. Wszystkie bajki pochodzą z lat 60-tych i 70-tych, więc chyba dlatego z dzieciństwa znałam tylko tę o „Zajączku z rozbitego lusterka” Heleny Bechlerowej. Podejrzewam, że w kolejnych tomach pojawią się historyjki z lat późniejszych, czyli powstałych bliżej mojej daty urodzenia, a tym samym czytanych przeze mnie w dzieciństwie. Ale to nie ważne, bo przecież któż z nas nie zna bajek Adama Bahdaja, Hanny Januszewskiej, Anny Świrszczyńskiej, Ady Kopcińskiej-Niewiadomskiej i wspomnianej wcześniej  Heleny Bechlerowej? Przecież to oni rządzili kiedyś wyobraźniami małych czytelników w całej Polsce. 


Mimo upływu dziesięcioleci opowiadane przez bajkopisarzy historie nie straciły na aktualności. Nadal bawią i uczą. Śmieszą i wzruszają. Pokazują prawidłowe wzorce i w czarujący sposób przemycają dzieciom prawdę o świecie. Jestem przekonana, że współczesne maluchy również docenią urok tych opowiastek i na własnej skórze poczują smak przygody. Razem ze ślimakami przystąpią do wielkiego wyścigu, ruszą w niebezpieczną podróż z małą myszką uwięzioną w łódeczce, będą szukać zajączka mieszkającego w lusterku, złotego koszyczka i króla z piernika. Będą kręcić się na karuzeli razem z Białogrzywkiem oraz broić z Zuzanną, która jest ślicznym... szczeniaczkiem. 

W moim prywatnym rankingu to nie historyjki wymyślone przez bajkopisarzy wiodą prym w publikacji, ale przepiękne, kultowe ilustracje. Przecież to głównie na nich skupia się uwaga czytelników i to one już na pierwszy rzut oka zapierają dech w piersi. Będę monotematyczna w swoich zachwytach, bo w nowym starym wydaniu „Moich książeczek” podoba mi się wszystko. Prawdziwe cudeńko pod każdym względem. Pewnie nie jest to najważniejszy element publikacji, ale ogromną radość sprawiają mi informacje o pierwszym wydaniu, w których podany został nie tylko rok publikacji, miejsce wydania i nakład, ale również jakość papieru i daty poszczególnych prac nad książką. Dlaczego dzisiaj nie podaje się już takich informacji na książkach? 


Tom „Moje książeczki. Księga pierwsza” ma smak kompotu z rabarbaru i świeżego chleba ze śmietaną. Pachnie drożdżowym plackiem z marmoladą i rozkwitającymi z końcem maja piwoniami, czyli wszystkim tym, co kojarzy mi się z dzieciństwem. Cały tomik przeczytałam z niesłabnącym zainteresowaniem i melancholijnym kłuciem w sercu. Dla mnie antologia „Moje książeczki” to coś więcej niż zbiór bajek dla dzieci, to wspaniała, sentymentalna podróż w przeszłość, do czasów kiedy całe moje życie wypełniały tylko marzenia i niczym nieskrępowane szczęście. Chciałabym kiedyś stworzyć moim dzieciom podobne wspomnienia. Tomik „Moje książeczki” na pewno mi w tym pomoże.



***
tytuł: Moje książeczki. Księga pierwsza
autor: Adam Bahdaj, Hanna Januszewska, Helena Bechlerowa, Anna Świrszczyńska, Ada Kopcińska-Niewiadomska
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania: 2015

7 komentarzy:

  1. Takie ilustracje są niezastąpione! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że pamiętam tę serię! Widzę, że masz do niej spory sentyment. Wcale się nie dziwię:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poczytaj mi mamo i Moje książeczki stały w mojej bibliotece wydzielone w jednym miejscu, pamiętam jak sięgałam po kolejne i kolejne. Gdzieś mam zachowanych nawet kilka tytułów.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja tej serii jakoś nie pamiętam z dzieciństwa, za to "Poczytaj mi mamo" wspominam bardzo miło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja akurat tej serii nie czytałam, ale patrząc na te zdjęcia myślę sobie, że nie ma to jednak jak stare, dobre, mądre książki...

    OdpowiedzUsuń