wtorek, 5 maja 2015

Historia opętanego chłopca


tytuł: Moje opętanie
tytuł oryg.: La mia Possesione come mi sono liberato da  27 legioni di demoni
autor: Francesco Vaiasuso, Paolo Rodari
wydawnictwo: Esprit
rok wydania: 2015
ilość stron: 336

moja ocena: 7/10

Książki poruszające temat opętań zawsze czytam z przejęciem i dreszczykiem emocji. Ukryta w kącie łóżka, z naciągnięta pod samą szyję kołdrą mogę z bezpiecznej odległości podglądać pracę egzorcystów. Emocje związane z lekturą najczęściej wracają do mnie w snach (o ile nie jestem tak przestraszona, że nie mogę zasnąć). Po przeczytaniu „Mojego opętania” autorstwa  Francesco Vaiasuso śnił mi się Ojciec Pio wyglądający jak Obi-Wan Kenobi. Niezbadane są ścieżki podświadomości...

Francesco Vaiasuso całe życie miał pod górkę. Odkąd był małym dzieckiem często chorował, miał trudności z nauką i panowaniem nad emocjami. W oczach obcych ludzi Francesco był po prostu krnąbrnym i niegrzecznym chłopcem, ale jego bliscy widzieli cierpienie, które towarzyszyło mu każdego dnia. Nie pomagały wizyty u specjalistów oraz starania i wysiłki samego Francesco. Dopiero w dorosłym życiu, po wielu trudnych i rozpaczliwych latach, mężczyzna spotkał kapłana, który zorientował się, że jego problemy nie są powierzchowne. Wtedy po raz pierwszy padło słowo opętanie, a Francesco zaczął przypominać sobie wydarzenia z przeszłości, które miały decydujący wpływ na całe jego życie. 

Opowieść Francesca jest przerażająca i poruszająca. Jednocześnie to idealny przykład na to, jakie konsekwencje może mieć czyjaś nienawiść. I nie ważne, że jej ofiarą pada mały, niewinny chłopiec.  To, że jego historia kończy się happy endem wiadomo już od samego początku, w końcu autor, bohater i narrator w jednym, pisze z perspektywy czasu. W trakcie lektury myśl o szczęśliwym zakończeniu dodaje czytelnikowi otuchy i momentami jest jedynym promyczkiem nadziei. Nie potrafię zrozumieć dlaczego Francesco tak długo musiał walczyć z szatańskimi legionami. Może odnoszę błędne wrażenie, ale wydaje mi się, że kapłani opiekujący się opętanym mężczyzną trochę zawiedli. Przecież wiedzieli, że przypadek Francesca jest wyjątkowo trudny i kilka egzorcyzmów nie wystarczy, żeby uwolnić chłopaka. Dlatego nie rozumiem dlaczego nikt nie starał się o spotkanie Francesca z ojcem Gabrielem Amorthem, który ma ogromne doświadczenie w walce z szatanem. Możliwe, że mam za mało wiary, że jego „leczenie” musiało wyglądać tak, a nie inaczej, ale wydaje mi się, że gdyby ludzie wokół niego zareagowali w nieco inny sposób, to ingerencja świętych nie byłaby konieczna.  

Właśnie fragmenty nadprzyrodzone są w całej tej historii najmocniejsze. Nawet nie chodzi o to w jaki sposób szatan dręczy biednego chłopaka. Prawdziwe cuda dzieję się, kiedy do prześladowanego Francesca przybywają z pomocą święci. Zjawia się choćby wspomniany na początku ojciec Pio, święty Krzysztof, który pomaga bohaterowi dźwigać jego brzemię, a nawet Jan Paweł II (nie będący jeszcze nawet błogosławionym), który wyjątkowo denerwuje demony siedzące w opętanym mężczyźnie. Czasami relacja Francesca jest tak nieprawdopodobna, że nie mieści mi się w głowie, choć ani przez moment nie wątpię w jego słowa. 

„Moje opętanie” to świetnie skonstruowana opowieść. Francesco Vaiasuso posługuje się prostym  językiem, jego relacja wypływa prosto z serca (a przynajmniej takie odniosłam wrażenie), a dzięki temu czytelnik szybko przywiązuje się do bohatera. Autor potrafi utrzymać ciągłe napięcie, podrzuca kolejne tropy, ale nie zdradza wszystkich tajemnic od razu, dlatego książkę czyta się w ciągłym napięciu (widać tu warsztat i reporterskie doświadczenie Paola Rodari, czyli współautora publikacji). Ale to nie sensacyjny charakter opowieści jest najlepszy, ale końcowa refleksja, która sprowadza się do starego, dobrego stwierdzenia: „Zło dobrem zwyciężaj”. I ta myśl dodaje mi otuchy.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Esprit

11 komentarzy:

  1. Lubię takie książki, jednak po ich przeczytaniu często mam koszmary, więc raczej nie.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Unikam takich książek, życie niesie wystarczająco dużo nieprzyjemnych spraw.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tematyka opętania zawsze budzi we mnie przerażenie. Nie wiem czy będe miała odwagę, aby przeczytać recenzowaną przez Ciebie pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Ci, dobra kobieto, za zwrócenie mojej uwagi na tę książkę! Uwielbiam się bać, a szczególnie z książką. Z filmem też, ale w przypadku książki "banie się" trwa dłużej i to jest jej zaleta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba jeszcze nie miałam przyjemności czytać żadnej książki o opętaniu. Może mogłabym się skusić na tą książkę, bo zapowiada się ciekawie. Tyle że nie bardzo lubię się bać podczas czytania. Muszę to przemyśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi naprawdę intrygująco, choć nie wiem, czy odważę się kiedyś na jej przeczytanie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę od dłuższego czasu ma na oku, muszę w końcu po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam jedną książkę o takiej tematyce i później przez miesiąc nie mogłam spać... To chyba nie na moje nerwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Demony są przerażające. Chyba nie potrafiłabym czytać takiej książki, opętanie to straszna rzecz. Dobrze chociaż tyle, że od początku wiadomo, że wszystko dobrze się skończy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam nigdy o egzorcyzmach. Temat opętania mnie przeraża. Z jednej strony wydaje mi się czymś niemożliwym, z drugiej niestety nazbyt realnym i dlatego tak przerażającym.

    OdpowiedzUsuń