poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wiele rzeczy jest możliwych, chociaż nie do pomyślenia


tytuł: Drach
autor: Szczepan Twardoch
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2014
ilość stron: 400

moja ocena: 10/10

Powieści Szczepana Twardocha kusiły mnie od dawna, ale pierwsze podejście do rozsławionej „Morfiny” nie skończyła się najlepiej. Nie dałam rady przeczytać do końca i miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Do „Dracha” podchodziłam bez jakichkolwiek oczekiwań, stąd moje ogromne zaskoczenie. Bo najnowsza powieść Twardocha to przeraźliwie smutne objawienie geniuszu.


W „Drachu” nie ma zbyt wielu sekretów. Autor najpierw zdradza tajemnicę, rozrzuca okruszki opowieści, a później łączy je w całość ciasno splecionymi nićmi. Od początku wiadomo, że Josef jest pradziadkiem Nikodema, i że pomimo kilku pokoleń różnicy ich historia jest w pewnym stopniu podobna. Obaj mają swoje rodziny, kochające żony i dzieci, a jednak decydują się na skok w bok. Obie zdrady będą miały zupełnie inne zakończenie, ale właśnie ten motyw łączy losy dwóch rodów. A pomiędzy młodym Magnorem i młodym Gemanderem toczy się prawdziwe życie. Ze wszystkimi radościami (tych jest niewiele) i smutkami (tych jest zdecydowanie więcej) dnia codziennego. Dwie wojny sieją spustoszenie, ludzie rodzą się i umierają. Szczęście zmienia się w tragedię, a bohaterowie wydeptują w życiu własne ścieżki.

„Co czuje Emma? Nic. Wszystko. Emma kocha córki. Jak to się mówi – całym sercem, chociaż przecież nie kocha się sercem, tylko przeponą, która ściska z miłości wszystko to, co człowiek ma w środku, wszystkie te sine, czerwone i lśniące od krwi i limfy wewnętrzne ludzkie struktury.” (s. 73)

Pierwsze pytanie, które nasuwa się w trakcie lektury, to pytanie o to kim jest tytułowy drach - pierwszoosobowy, wszystkowiedzący narrator. Pole do interpretacji jest ogromne, choć sam autor sugeruje czytelnikom kilka tropów. Po Śląsku drach to po prostu latawiec. Więc może chodzi o Boga, Stwórcę wszystkiego? Według Księgi Rodzaju „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1,2), tak jak latawiec unosi się nad ziemią. Skojarzeń tego typu mam więcej, bo tragiczne losy Josefa mają wymiar biblijny. Czytelnik poznaje historię wszystkich pokoleń łączących ze sobą Josefa i Nikodema. Cały rodowód. Ojcowie i matki, wszystkie możliwe koligacje. Kolejne pokolenia obciążone ciężarem grzechów ojca.


Z kolei w powieści Szczepan Twardoch sugeruje, że drach to smok, potwierdzając tę wersję w jednym z wywiadów. Pisarz tłumaczy etymologię tego słowa, pochodzącego od greckiego „derkhestai” (a nie greckiego „drakon” jak mógłby się wydawać, czyli smok w rozumieniu bestii), które oznacza „widzieć wyraźnie”. Idąc dalej tym tropem dochodzę do węża, symbolu grzechu i szatana, czyli zła pełzającego po świecie. Obracając okładkę pod światło możemy zobaczyć splecionego węża o dwóch głowach. Tak samo w powieści splatają się losy Josefa i Nikodema. Ale może chodzić też o śmierć i odradzające się życie poprzez zrzucenie skóry, ciągłość pokoleń. Drach siedzi w ziemi, pod powierzchnią, więc może być też po prostu Matką Ziemią, bo wszystko co żyje podlega jej naturalnym cyklom.

Drach snuje swoją opowieść w czasie teraźniejszym. Bo wszystko dzieje się teraz, czasami kilkanaście lat później lub wcześniej, ale zawsze teraz. Śledzenie losów bohaterów z tej perspektywy, kiedy ich historie przecinają się na tej samej płaszczyźnie, a autor ukazuje nawet najmniejsze powiązania między nimi, jest fascynującym doświadczeniem. Na tle dwóch rodzin tętni Śląsk, bo miasta, tak jak ludzie, mają swoje historie. Wszystkie elementy doskonale się zazębiają, a autor ukazuje zmiany jakie zaszły w świecie, w życiu, w rodzinie. I tylko miłość, nienawiść, smutek i radość są wciąż te same. Poszczególne epizody mają wydźwięk lokalnych plotek, historii opowiadanych przy okazji spotkań rodzinnych, pogłosek powtarzanych szeptem w sklepowej kolejce, czyli opowieści przekazywanych z ust do ust i kipiących od emocji.  

„Rzeczy, które robimy w życiu po raz ostatni. O nich myśli Gela Magnor, lat siedemdziesiąt jeden, życie spędzone skromnie, cicho i prawie w ukryciu, chociaż przecież normalnie. Rzeczy, które opowiada się jedynie w ciemnościach tym, których zdrada jest nie do pomyślenia, chociaż możliwa, jak każda zdrada. Wiele rzeczy jest możliwych, chociaż nie do pomyślenia.” (s. 264)

Akcja powieści rozgrywa się na Śląsku, ale to nie ma większego znaczenia. I ma, jak wszystko. Ale rozpatrywanie dzieła Twardocha tylko przez śląski pryzmat jest krzywdzące. Bo gdyby bohaterowie byli powiązani z innym regionem, a Josef pracował w stoczni, hucie lub jakiejkolwiek wielkiej fabryce, a nie na grubie, to czy jego historia potoczyłaby się inaczej? Pewnie nie, bo losy Magnorów i Gemanderów mają wymiar uniwersalny. Valeska miała zasrane życie (jej słowa), ale tak samo mogłoby powiedzieć tysiąc innych kobiet. Kiedy kładzie się do łóżka i ogłasza rodzinie, że będzie umierać, to przypomina mi się babcia koleżanki, która zdecydowała, że pora przenosić się na tamten świat, zaległa w łóżku i przez tydzień wołała Matkę Boską. A kiedy Maryja nie przyszła, babcia wstała i uznała, że chyba jednak trzeba żyć dalej. I żyje do dnia dzisiejszego. 

Bohaterowie Twardocha rozmawiają najczęściej w gwarze śląskiej i języku niemieckim. Pisarz zrezygnował z przypisów, co w pewnym stopniu utrudnia lekturę i dezorientuje czytelnika. Gwarę śląską znam, rozumiem mnóstwo pojedynczych słów, choć sama mówić nie potrafię, dlatego nie miałam większych problemów ze zrozumieniem śląskich fragmentów. Te niemieckie zignorowałam z lenistwa (nie chciało mi się szukać w słowniku), dlatego poruszałam się za drachem po omacku, zdana na jego łaskę, tłumiąc nieprzyjemne uczucie niepewności.

„Smutek zostaje na zawsze, nawet kiedy wszystko inne znika.” (s. 338)

Historię wymyśloną przez Szczepana Twardocha przeczytałam jednym tchem. I chociaż całość jest naprawdę wyjątkowa i poruszająca, to zakończenie jest po prostu doskonałe. Moje obolałe serce roztrzaskało się na milion drobnych kawałków. Takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewałam i choć żal mi zarówno Josfea i Nikodema, to najbardziej poruszyła mnie Valeska. I ta przerażająca świadomość, że wreszcie rozumiem skąd wzięła się jej najmłodsza córka. Fabuła tak siadła mi na psychice, że Caroline śniła mi się po nocy. Mówiąc szczerze nie mam nawet ochoty na czytanie czegokolwiek, bo cały czas roztrząsam losy bohaterów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że egzemplarz, który czytałam pożyczyłam z biblioteki. I jak go tu teraz oddać skoro pod okładkę „Dracha” wpadły kawałki mojego złamanego serca?

22 komentarze:

  1. Mam już od jakiegoś czasu na uwadze tę książkę, z pewnością kiedyś przeczytam :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę miłej lektury :) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. O rety, a ja porzuciłam "Dracha" po kilku stronach. Zupełnie nie miałam wtedy ochoty na taką powieść i książkę oddałam do biblioteki. Chyba zaopatrzę się w swój egzemplarz i jednak przeczytam.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie wciągnął od pierwszej strony :) Nie zmuszaj się do lektury, nic na siłę :)

      Usuń
  3. Objawienie geniuszu, powiadasz. Jestem szczerze zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam tej książki w planach, ale po twojej recenzji muszę się nad nią poważnie zastanowić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanów się skutecznie :) Jestem pewna, że będzie w Twojej bibliotece :)

      Usuń
  5. "Morfinę" mam, ale jeszcze się za nią nie zabrałam. Mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej niż Tobie. :P
    A jak mi się spodoba, to pewnie sięgnę też po "Dracha".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Ci życzę :) A nawet jak Ci się nie spodoba, to koniecznie sięgnij po "Dracha" :)

      Usuń
  6. Zaintrygowałaś mnie, nie spodziewałam się że ta książka jest aż tak dobra. Będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To taka książka, którą należy kupić i jeszcze najlepiej zdobyć autograf autora... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autograf zdobyłam w "Wiecznym Grunwaldzie" na ostatnich Targach :) "Drach" był jeszcze wtedy w trakcie prac redakcyjnych i dopiero zapowiedzi kusiły, ale jak tylko będzie okazja to na pewno napadnę autora ze swoim egzemplarzem (który jak się znam, to kupię prędzej czy później :)).

      Usuń
  8. "Morfina" była dla mnie traumą czytelniczą i nie widzę powodu, by mieć z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie musi mi się podobać to, co wszyscy chwalą, nie muszę też przeczytać wszystkiego. Uważam, że proza Twardocha jest wydumana, nie rozumiem jej i jakoś nie mam ochoty, ani odwagi sięgać po Dracha, mimo, że to "śląska saga".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wyrzuty sumienia, bo w "Morfinie" sama historia mi się podobała, ale wykonania nie mogłam przetrawić. Może jeszcze kiedyś spróbuję do niej wrócić. Za to "Drach" jest genialny! Takie smutne opowieści lubię najbardziej :)

      Usuń
  9. Po Twojej recenzji widać, że książka mocno Cię poruszyła :) Sama od jakiegoś czasu czekam na egzemplarz biblioteczny, ale przede mną wciąż kilka osób w kolejce :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapewne w końcu kupisz egzemplarz. Cieszysz się, że masz tak żelazną wolę, bierzesz egzemplarz z biblioteki i od razu, gdy zaczynasz czytać jesteś na siebie zła, że jednak nie kupiłaś...Jak ja to znam;) Książkę przeczytam, już na mnie czeka. Na motywy śląskie się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze nie wiem czy sama zmierzę się z "Drachem". W razie czego - jest i w mojej bibliotece. Tylko...czy naprawdę chcę, żeby ktoś roztrzaskał mi serce?;)

    OdpowiedzUsuń
  12. zaintrygowałam mnie ta książka, i widać że na pewno cię poruszyła po tym jak ją przeczytałaś ;) na pewno ją dorwę

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, czemu, ale odczuwam, że ta książka jest dla mnie zbyt ambitna - może to przez język niemiecki, gwarę? Szkoda, że autor nie stworzył przypisów, na pewno by to ułatwiło lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Skoro polecasz, to będę mieć na uwadze, ufam Twojemu dobremu gustowi :)

    OdpowiedzUsuń