niedziela, 19 kwietnia 2015

„Szklane skrzydła” Giny Holmes, czyli poruszająca powieść dla wszystkich kobiet

tytuł: Szklane skrzydła
tytuł oryg.: Wings of Glass
autor: Gina Holmes
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2015
ilość stron: 384

moja ocena: 8/10

Po przeczytaniu powieści „Szklane skrzydła” amerykańskiej pisarki Giny Holmes pomyślałam tylko o tym jakie mam szczęście w życiu. Nigdy nie doświadczyłam przemocy, nawet sięgając pamięcią wstecz, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek dostała klapsa. Krzywda psychiczna  może boleć nawet bardziej niż jakiekolwiek uderzenie, ale tego również los mi oszczędził. Mam wokół siebie samych kochających ludzi, dlatego historia Penny Taylor nie mieści mi się w głowie. Opowieść stworzona przez autorkę jest fikcyjna, ale nie zmienia to faktu, że lektura powieści wytrąciła mnie z równowagi i dała do myślenia bardziej, niż niejeden reportaż.

Powieść Giny Holmes napisana została w formie listu kierowanego do małego Emmanuela. Penny Taylor, główna bohaterka i narratorka, chce wyjaśnić synkowi dlaczego odeszła od jego taty. Nie chodzi jej o to, żeby Manny znienawidził ojca, ale spróbował zrozumieć trudną historię swojej rodziny. Historię, która zaczyna się kiedy 17-letnia Penny poznaje Trenta Taylora pracującego na farmie jej ojca. Chociaż poznaje to zbyt wiele powiedziane. Trent zaczepia ją, kiedy ta wiesza pranie, twierdzi, że dziewczyna zostanie jego żoną i nakazuje jej spotkać się z nim w umówionym miejscu. Tej samej nocy Penny ucieka z Trentem z domu. Tym samym uwalnia się spod opieki apodyktycznego ojca, trzymającego domową władzę mocną ręką. Ale szybko okazuje się, że dziewczyna wpadła z deszczu pod rynnę, bo Trent, alkoholik  i damski bokser, uważa, że żona jest jego własnością i to daje mu prawo do bicia. 

Dziesięć lat po ślubie Penny jest tak zastraszona, zmaltretowana psychicznie i uzależniona od męża brutalna, że nie oczekuje od życia niczego dobrego. Marzy tylko o dziecku, ale pomimo wieloletnich starań wciąż nie została mamą. Coś zaczyna się zmieniać, kiedy Trent traci wzrok w wyniku wypadku w pracy. Teraz to Penny musi znaleźć pracę i utrzymać rodzinę. Pierwszy raz od wielu lat kobieta może normalnie wychodzić z domu i spotykać się z ludźmi. W swojej pracy poznaje dwie niezwykłe kobiety, które całkowicie odmienią jej los. Jakby tego było mało bohaterka odkrywa, że pod jej sercem rośnie nowe życie. Penny jest szczęśliwa i pełna nadziei, że pojawienie się na świecie dziecka zmieni porywczy charakter Trenta....

Trent Taylor to prawdziwy bydlak zasługujący jedynie na pogardę. Ale to też idealny przykład skrzywdzonego dziecka, wychowanego przez brutalnego ojca i matkę narkomankę, które wyrasta na pełnego złości i gniewu dorosłego. Jego życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, mógł zdecydować, że nigdy więcej nie pozwoli na przemoc w swoim otoczeniu, ale alkohol pchnął go w zupełnie przeciwnym kierunku. W porównaniu z nim Penny to krucha i nieco naiwna dziewczyna, której nikt nie nauczył szacunku do samej siebie. Bohaterka nie chce, żeby mąż ją krzywdził, ale mu na to pozwala. Jest od niego uzależniona, potrafi znaleźć nawet najgłupszą wymówkę, żeby usprawiedliwić jego zachowanie i wszystko tłumaczy sobie miłością. Przecież Trent ją kocha, a ona kocha jego. Poza tym Kościół nie dopuszcza rozwodów.

Podoba mi się to, że autorka podjęła się tematu rozwodów wśród osób wierzących. Penny jest zahukana i zastraszona, dlatego pozwala sobie wmawiać, że przysięga małżeńska daje Trentowi prawo do maltretowania żony. Nawet pastor z kościoła, do którego należą Taylorowie nie potrafi pomóc bohaterce i ukoić jej sumienie. Dopiera interwencja Callie Mae zmienia niewłaściwe podejście dziewczyny do jej roli w małżeństwie i zaczyna tłumaczyć jej słowo Boże zapisane w Biblii.

Nie potrafię wczuć się w sytuacje Penny, bo nie wyobrażam sobie, że pozwoliłabym komukolwiek, nawet najbliższemu człowiekowi, krzywdzić się w ten sposób. Prawdziwym wyzwaniem jest dla mnie postawienie się w sytuacji Callie Mae i Fatimy, czyli przyjaciółek walczących o Penny. Walczących pomimo wszystko i wbrew woli bohaterki. Cały czas pytam siebie, czy potrafiłabym z takim uporem i determinacją próbować pomóc komuś, kto tą pomoc odrzuca. Pomimo własnych uprzedzeń, złości i rozczarowań. I niezrozumienia dlaczego ta naiwna dziewczyna pozwala tak się traktować. Chciałabym wierzyć, że tak, ale pewności nie mam i ta myśl mnie kłuje. 

Mogłoby się wydawać, że historia opowiedziana przez Ginę Holmes to przypadek ekstremalny, który rzadko zdarza się w prawdziwym życiu. Tak mi się wydaje w trakcie lektury, ale już po chwili przypominam sobie, że do jednego z biur w mojej pracy trafiają zgłoszenia dot. przemocy w rodzinie. Z roku na rok jest ich coraz więcej, a marzec 2015 był pod tym względem rekordowy. Kilkanaście zgłoszeń w ciągu jednego miesiąca. Ta przykra statystyka i tak nie oddaje całości problemu, bo zgłaszają się tylko te kobiety (choć również mężczyźni padają ofiarami przemocy, a kobiety potrafią być bardzo okrutne), które mają odwagę prosić o pomoc, albo mają wokół siebie ludzi, którzy chcą o nie zawalczyć. 

„Szklane skrzydła” to mocna, bolesna i niosąca nadzieję powieść dla kobiet w każdym wieku. Historia Penny jest straszna, ale autorka udowadnia, że nawet z najgorszej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba tylko pozwolić sobie pomóc. Albo znaleźć w sobie siłę i nie odwrócić oczu, kiedy obok nas dzieje się krzywda. Wyciągnąć pomocną dłoń do maltretowanej kobiety bez względu na wszystko. Nie szukać błahych wymówek, że to nie moja sprawa i dlatego nie mogę się wtrącać. A właśnie, że możesz! Twoje wtrącenie może uratować komuś życie. Tak Jak Callie Mae i Fatima uratowały życie Penny i Manny'ego.

 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!

15 komentarzy:

  1. Książki Św. Wojciecha chyba zawsze mnie emocjonują, ,,Szklanych skrzydeł" jeszcze nie czytałam, czas to nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale zdecydowanie dopisuję ją do listy Must Have! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez bym miala problem z wczuciem sie w taka sytuacje - chyba jestem zbyt butna by sobie pozwolic na takie traktowanie. Ksiazka na pewno wydaje sie byc cieakwa i mowiaca o czyms co niestety ale jest wokol nas. Pozycja, ktora jak kiedys znajde to z checia przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam okazję czytać tę książkę i muszę przyznać, że wywarła na mnie ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę koniecznie przeczytać... kolejna wspaniała i zachęcająca recenzja :) Piękne zdjęcie wyczarowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie wiosenne zdjęcie:) A książka bardzo mnie zainteresowała:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Unikam książek o przemocy domowej... Nie rozumiem jak można tak krzywdzić bliskich.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra, to coś dla mnie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dla wszystkich kobiet"... no, to mnie dopiero wystraszyłaś! :D Zazwyczaj wzdrygam się na dźwięk takich słów i książkę omijam jeszcze większym łukiem ;) Ale wiesz, może kiedyś to się jeszcze zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie sięgam często, bez Twojej recenzji z pewnością nie zauważyłabym... Teraz już wiem, że książka jest wartościowa...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo przejmująca lektura.Zaciekawił mnie wątek rozwodów. Na pewno się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Trudna lecz ważna tematyka. Książka warta poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To naprawdę trudna książka - dobrze, że to fikcja, a nie rzeczywistość, choć przecież takie historie też się zdarzają. Może Penny nie umiała odejść? Człowiek skrzywdzony i zastraszony myśli zupełnie inaczej, myślała może, że się coś zmieni? Eh, trudny temat.

    OdpowiedzUsuń