czwartek, 30 kwietnia 2015

Śmierć bez tajemnic

.
tytuł: Bez strachu. Jak umiera człowiek
autor: Magdalena Rigamonti, Adam Ragiel
wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
rok wydania: 2015
ilość stron: 182

moja ocena: 7/10

Pamiętam wywiad, który przeczytałam kilka lat temu. Jakiś człowiek opowiadał o swojej pracy balsamisty, o szacunku dla ludzkiego ciała i przygotowaniach do pochówku. Pamiętam jeszcze, że byłam w szoku, a ta rozmowa w pewien sposób zmieniła mój światopogląd. Dopiero w trakcie lektury tomu „Bez strachu. Jak umiera człowiek” uświadomiłam sobie, że przecież znam rozmówcę Magdaleny Rigamonti. Adam Ragiel jest tym człowiekiem, który kiedyś zrobił na mnie piorunujące wrażenie.

Śmierć to najczęściej statystyki w telewizji. Kolejny wypadek, jakiś kataklizm, ewentualnie wojna. I niech się dzieje co chce byle jak najdalej od nas. Nad tajemnicą śmierci zaczynamy się zastanawiać kiedy odchodzi ktoś bliski, a jego uporczywy brak łamie serce i wyciska łzy z oczu. Ale nawet wtedy o umieraniu myślimy w kontekście metafizycznym. Mało kto zastanawia się nad tym, co dzieje się z ciałem kiedy ustają wszystkie czynności życiowe i jak wygląda przygotowanie zwłok do ostatniego pożgania. Na moim terenie pracowników zakładów pogrzebowych nazywa się łapiduchami. Z wywiadów Magdaleny Rigamonti dowiadujemy się kim są ludzie pracujący przy zwłokach, co pchnęło ich w kierunku tego zawodu i przede wszystkim jak wygląda praca balsamisty. 

Na filmach w prosektorium najczęściej pracuje miły, uśmiechnięty pan z lekką nadwagą, który jednocześnie zajada się kanapką, kroi mózg do badań i rzuca „branżowymi” żarcikami. Adam Ragiel i jego współpracownicy nie maja nic wspólnego z hollywoodzkim wyobrażeniem człowieka z prosektorium. No może odrobina czarnego humoru się zgadza. Bo w tej pracy trzeba mieć przede wszystkim dystans. Umieć wyłączyć emocje i nie myśleć o zmarłym, który aktualnie leży na stole. Inaczej człowiek by zwariował. Najtrudniej jest z dziećmi, wiadomo, ale nawet do tego  można przywyknąć. 

Balsamista ma za zadanie dobrze przygotować ciało do pochówku, a nie płakać z rodziną zmarłego. Spokój i profesjonalizm przydają się bardziej niż łzy. A to wszystko z troski o tych, którzy zostają tutaj, na miejscu, muszą zorganizować pogrzeb i po swojemu przeżyć żałobę. Adam Ragiel i jego załoga robią wszystko, żeby nie przysparzać dodatkowych zmartwień pogrążonej w rozpaczy rodzinie. Żeby bliscy mogli godnie i w bezpiecznych warunkach pożegnać swojego zmarłego. W międzyczasie trzeba jeszcze zapytać jak babcia lubiła układać sobie włosy, jakim lakierem pomalować żonie paznokcie i co włożyć tacie do trumny. Prozaiczne pytania, które dla kogoś przezywającego stratę mają kolosalne znaczenie.

Adam Ragiel opowiada nie tylko o szczegółach swojej pracy, ale też o sobie i swoim prywatnym życiu. Dzieli się przemyśleniami natury egzystencjalnej, nawiązuje do tajemnicy istnienia i zdradza jak wygląd funeralny biznes w Polsce. Kiedy trzeba używa ostrych słów, ale najczęściej jest stoicko spokojny. Tego wymaga jego praca, ale chyba taką też ma naturę. Najbardziej ciekawiło mnie czy Adam boi się duchów. Takie pytanie też w końcu pada. Może jest irracjonalne i dziecinne, ale wypływa z naturalnego lęku przed śmiercią. Podobno balsamiści nie boją się zmarłych i przebywania w ich towarzystwie, bo w swojej pracy robią wszystko z myślą o nich. Tak, po lekturze książki wydaje mi się, że ta odpowiedź jest najbardziej naturalna.

Rozmowy, które przeprowadziła  Magdalena Rigamonti są o tyle nietypowe, że autorka pozwala sobie na osobiste komentarze. W końcu wizyta w prosektorium była dla niej ogromnym przeżyciem. Dziennikarka nie wstydzi się swojego strachu, niepewności i najdziwniejszych myśli. Bez oporów dzieli się nimi z czytelnikiem. Doceniam jej otwartość, bo z własnej woli nie odważyłabym się przekroczyć progu prosektorium. Dzięki lekturze „Bez strachu. Jak umiera człowiek” mogłam podejrzeć pracę balsamistów przez okno, z bezpiecznej odległości i z jedną nogą wysuniętą do tytułu, przygotowana do natychmiastowej ucieczki. Każda rozmowa zapisana w tej książce jest na swój sposób ważna i wyjątkowa. Potrzeba odwagi, żeby sięgnąć po lekturę, ale gwarantuję, że nie będziecie żałować.

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Marty i Domu Wydawniczego PWN!

10 komentarzy:

  1. O kurcze. To jestem lekko zaskoczona :D Takiej ksiazki sie nie spodziewalam. W zyciu nie czytalam niczego na taki temat. Nie wiem nawet czy mialabym ochote. Ale moze kiedys... ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa zwłaszcza myśli pani redaktor, gdyż sądzę, że z nią łatwiej byłoby mi się utożsamić. W życiu nie byłam w prosektorium, więc czułabym się jak taki "świeżak".

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Ta książka może mnie zaciekawić :) Tulipany masz piękne :) MIłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. https://www.facebook.com/828585590492895/photos/a.829044107113710.1073741827.828585590492895/1018665114818274/?type=1&theater Zapraszam do udziału w konkursie! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to trochę przerażające, ale lubię takie... tematy. Muszę tylko pamiętać o tej książce ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozmowa faktycznie nietypowa, książkę chętnie przeczytam, nieraz rozmyślam o pracy balsamistów i ich podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuję, że teraz ta książka by do mnie nie trafiła. W sumie lekko mnie przeraża. Może to przez mój wiek, w którym każdemu zdaje się, że jest nieśmiertelny?

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym nie bać się śmierci, ale to chyba niemożliwe ;) książka mnie intryguje, kiedyś sama chciałam pracować w ten sposób :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem pod wrażeniem Twojej odwagi, a co dopiero autorki...

    OdpowiedzUsuń