czwartek, 5 marca 2015

Rak, gwiazdki i piosenka Lady Gagi



tytuł: Zac & Mia
tytuł oryg.: Zac and Mia
autor: A.J. Betts
wydawnictwo: Feeria Young
rok wydania: 2015
ilość stron: 320

moja ocena: 7/10

Uwielbiam smutne i dołujące książki (piosenki i wiersze też). Dla mnie nie ma lepszego zakończenia niż nieszczęśliwe, kiedy wszystko zmierza do happy endu, a w ostatniej chwili złośliwy los odbiera bohaterom jedyną szansę na szczęście. Świadomie wyszukuję sobie tragiczne historie, czytam je z rozdartym sercem i pewnego rodzaju przyjemnością. Lubię tez powieści dla nastolatek, a połączenie nieszczęścia i młodzieżówki cieszy mnie podwójnie. Teoretycznie powieść „Zac & Mia” australijskiej pisarki A.J. Betts, czyli historia o chorujących na raka dzieciakach, idealnie wpisała się w mój czytelniczy gust.

17-letni Zac od wielu lat choruje na białaczkę. Obecnie chłopak jest po przeszczepie i mieszka z mamą w szpitalnym, sterylnym pokoju. Nikt poza personelem medycznym nie może go odwiedzać, jemu również nie wolno wychodzić. Każdy dzień podobny jest do poprzedniego, Zac odlicza dni do  powrotu do domu, ogląda z mamą telewizję, gra w gry i wszystkie niedogodności znosi z godnym podziwu optymizmem. Pewnego dnia do sali obok wprowadza się młoda pacjentka, która słucha na cały regulator jednej piosenki Lady Gagi, kłóci się z mamą, jest niemiła dla lekarzy i pielęgniarek. Jej zachowanie irytuje chłopaka, ale poza nim to jedyna młoda (o tym, że śliczna nie wspominając) osoba na oddziale chorych na raka. Jak łatwo można się domyślić z czasem między bohaterami rodzi się nic porozumienia.

Zac i Mia zostali zestawieni na zasadzie przeciwieństw. On jest miłym i dobrze wychowanym chłopcem z porządnej i kochającej się rodziny. Ona toczy wieczną wojnę z mamą, która sama była jeszcze dzieckiem, kiedy Mia pojawiła się na świecie. Dziewczyna jest typem przebojowej i popularnej i księżniczki otoczonej wianuszkiem przyjaciółek. Problemy w tym, że życie Mii to tylko iluzja, bo dziewczyna nie dopuszcza nikogo do swojego świata. Nastolatka boi się przyznać, że jest chora i tylko jej chłopak wie o wszystkich problemach, ale ta wiedza go przerasta, nie potrafi sprostać oczekiwaniom dziewczyny i w końcu ucieka od zrozpaczonej Mii. W przeciwieństwie do niej Zac ma za sobą całą armię ludzi, którzy go wspierają (choćby tylko wirtualnie) i kibicują jego postępom zdrowotnym. 

Historia dwójki nastolatków nie jest tak smutna i tragiczna, jak bym tego oczekiwała (minimalne rozczarowanie). Ogólnie całość czyta się świetnie, ale jednak druga połowa książki jest dużo lepsza, bo dzieciaki wychodzą ze szpitala, akcja przyspiesza, Zac wraca do normalności, a dla Mii zaczynają się prawdziwe kłopoty. Dopiero z kolejnych rozdziałów czytelnik poznaje historię dziewczyny i zaczyna rozumieć jej bunt i złość na cały świat. W innych okolicznościach, pozbawionych sterylności szpitalnych sal, strzykawek i leków, młodzi nie mieliby szansy na spotkanie. Nawet gdyby ich drogi skrzyżowały się przypadkiem, to Zac mógłby podziwiać Mię z daleka, bo ona nigdy nie zaszczyciłaby spojrzeniem tak zwyczajnego chłopaka. A jednak piętno choroby wywraca wszystko do góry nogami. Ale czy zalążek bliskości, który powstał w trudnych, szpitalnych warunkach przetrwa w normalnym świecie?

W historii chorych nastolatków najbardziej podobało mi się to, że uczucie rodzące się między dzieciakami jest ważne, ale nie najważniejsze. Nie znajdziemy w powieści tkliwych tekstów, romantycznych bzdur i wielkich wyznań. Dzięki Bogu nikt tez nie mdleje, a jeśli jakaś część ciała zaczyna drżeć, to jest to związane z chorobą, a nie miłosnym uniesieniem. Bo romans między bohaterami jest mniej istotny, niż potrzeba akceptacji i pogodzenie się z własnym losem. To prawda, że w opowieści wymyślonej przez A.J. Betts wszystko kręci się wokół miłości, ale uczucie młodych bohaterów ustępuje miejsca miłości rodzicielskiej. 

„Zac & Mia” to poruszająca powieść dla młodych i wrażliwych czytelników. Wiem, że nieco tandetna okładka sugeruje szkolny romans, ale historia autorstwa A.J. Betts nie ma w sobie nic tkliwego i sentymentalnego. Jest tylko miłość pogubionych w życiu, obciążonych zbyt wielkim ciężarem dzieciaków i ich rodziców. Bo cóż z tego, że bohaterowie są już niemal dorośli, skoro najbardziej ze wszystkiego potrzebują wsparcia swoich najbliższych. Tym samym „Zac & Mia” to mądra i wartościowa powieść, która wzbudzi cenne refleksje nie tylko u młodych czytelniczek, ale także u ich mam (nie chcę dyskryminować ojców, ale nie widzę mojego taty czytającego tę książkę, choć inne tytuły chętnie mi podkrada).

20 komentarzy:

  1. Mam w planach oczywiście, czekam na odpowiednią okazję i na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie wiem, często słyszę porównania z Greenem, a ja nie lubię kopiowania cudzych pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo motyw chorych nastolatków się powtarza, ale nic poza to. Historie nie są w żadnym stopniu podlone, więc trudno je porównywać :)

      Usuń
  3. Twoje upodobanie do nieszczęśliwych historii zaczyna mnie lekko niepokoić:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego? Ja taka miła, grzeczna i spokojna :D

      Usuń
  4. Książka jest już u mnie w planach. Mam nadzieje że się nie zawiodę :)
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. czuje ze to nie dla mnie co czytam recenzje tym bardziej an nie cos na poczatku jeszcze ok a potem coraz mniej i mniej i mniej chociaz zerknelabym andal tak z cieakwosci ale ja k slysze lady gaga to mi sie odechciewa :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za młodzieżówkami, ale... ta brzmi bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i już wiem czemu Cię zgryzota dopadła, skoro lubisz smutne i dołujące książki. ;-)

    Wiosenny promyczek Słońca dla Ciebie, Martuś :*

    Kowalik przylatuje do mnie niemal codziennie . :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam teraz coś (chyba?) podobnego, bo książkę o tytule "Althea & Oliver" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka właśnie jest bardzo tandetna, a szkoda. Ja jakoś nie mam przekonania do tej tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wartościowe lektury zawsze w cenie:) To dobrze, że tak została nakreślona relacja między tą dwójką bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam książkę na półce ale jakoś się zabrać nie mogę... Może teraz mi się uda

    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam w planach, ale nie specjalnie mi się speszy :)
    Pozdrawiam.
    http://artemis-shelf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Początkowo byłam do niej sceptycznie nastawiona (zawsze tak mam, kiedy jakiś gatunek zaczyna dominować). ostatecznie chyba się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię taką literaturę, więc mam nadzieję, że trafię kiedyś na tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja chyba za stara już jestem :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Twoje upodobanie do nie-happy-endów brzmi jak masochizm książkowy! :D A co do samej powieści, to stoję na takim neutralnym gruncie, ni to chcę ją przeczytać, ni to nie...Sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Od niepamiętnych czasów nie przepadałam za smutasami. Śmiałam twierdzić, że trudna tematyka w zupełności nie jest dla mnie. Do czasu. Gdy na mojej drodze "spotkałam" "Gwiazd naszych wina" przepadłam...
    A skoro te dwie książki mają ze sobą coś wspólnego, to sądzę, że zapoznanie się z powyższą pozycją jest tylko kwestią czasu ;)

    OdpowiedzUsuń