wtorek, 10 marca 2015

Poradnik kulinarny Szymona Hołowni

tytuł: Holyfood, czyli 10 przepisów na smaczne i zdrowe życie duchowe
autor: Szymon Hołownia
wydawnictwo: Znak
rok wydania: 2014
ilość stron: 140

moja ocena: 7/10

Czytałam książki Szymona Hołowni jeszcze zanim stał się sławny. W tym momencie nie chodzi mi o lans i przechwałki, ale o zaznaczenie, że „znamy się” z panem Hołownią naprawdę długo. Ostatnio nasze książkowe spotkania nie były najlepsze, dlatego po „Holyfood, czyli 10 przepisów na smaczne i zdrowe życie duchowe” sięgnęłam bez przekonania. Ale już po kilku pierwszych stronach odetchnęłam z ulgą, bo Hołownia znów jest w formie.

Pomysł na „Holyfood” powstał zapewne na kanwie niesłabnącej popularności wszelkiej maści książek kucharskich i programów o gotowaniu. Z typową dla siebie lekkością i żartem Szymon Hołownia proponuje własne, autorskie przepisy na... zdrowie życie duchowe! W tym nietypowym zbiorku porad kulinarnych znajduje się 10 przepisów, które autor przetestował na sobie, co daje gwarancję, że czytelników nie dopadnie niestrawność i zgaga. I choć całość połknęłam za jednym posiedzeniem, raz za razem skwapliwie przytakując pisarzowi, to nie obyło się bez kilku zgrzytów.

W trakcie lektury cały czas miałam ochotę poprawiać autora. Nie żeby pisał bzdury, ale ten bardzo lekki, swobodny, niemal mówiony styl nie przestawał mnie irytować. Uwielbiam słuchać go na żywo, ale ta gadanina w wersji pisanej nie przypadła mi do gustu (chyba dopada mnie starość i wyrastam z młodzieżowej paplaniny). Jakieś wstawki odwołujące się do celebrytów i innych ludzi znanych z tego że są znani sprawiały, że co jakiś czas musiałam przystawać i zastanawiać się o kogo chodzi (nie oglądam tv, więc mam poważne braki w tym zakresie). Poza tym za kilka lat nikt nie będzie pamiętał tych nazwisk, a to jak dla mnie działa na niekorzyść tekstu. 

Ale jeśli już przefiltrujemy treść, spuścimy powietrze i przymkniemy oko na młodzieżowy styl autora, to gdzieś tam pod spodem znajdziemy to, co w prozie Hołowni najlepsze, czyli wartościowe przemyślenia mądrego i wrażliwego faceta, który niejednego w życiu doświadczył. Daruję sobie peany na jego cześć, choć podziwiam Szymona za jego dobroć i chęć niesienia bezinteresownej pomocy tym, którzy tego potrzebują. W tym miejscu chodzi o książkę, która jest bardzo dobra, ale z pewnością nie najlepsza w jego dorobku. Wciąż na pierwszym miejscu stawiam „Ludzi na walizkach” i „Tabletki z krzyżykiem”, które czytałam jako pierwsze i chyba dlatego mam do nich ogromny sentyment.

Mogę narzekać i marudzić, ale prawda jest taka, że po lekturze „Holyfood” chcę być lepszym i wrażliwszym na potrzeby innych człowiekiem, bo z miłością bliźniego to mam poważny problem. Więc zamiast warczeć na koleżankę, która swoim sposobem bycia potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, lepiej się do niej uśmiechnę i miło zgadnę. Dzięki temu obie będziemy zdrowsze. Nie wiem na jak długo wystarczy mi tego entuzjazmu i chęci do działania, ale póki co przechodzę na dietę (jakby co, będę się posiłkować tomikiem Hołowni). A Wam, moi drodzy, życzę smacznego. 

PS
Nie wiem kto wybrał tak paskudnie żarówiasty kolor okładki, ale oczy mi krwawią przy każdym zerknięciu :-)

9 komentarzy:

  1. Ale trzeba przyznać, że okładka wręcz rzuca się w oczy i o to chyba chodziło marketingowcom ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hołownię znam tylko z ekranu, niestety nie czytałam nic jego autorstwa, ale ta publikacja wydaje się całkiem ciekawa, więc kto wie, może dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  3. okładka jest paskudna, książkę przejrzałam w księgarni i jakoś mnie nie zachęciła do kupna, ale z chęcią bym przeczytała

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka rzeczywiście bije po oczach :/ Ale środek mocny. Bardzo mocny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chcę ją mieć! Skoro Hołownia wrócił do formy, to ja chętnie wrócę do spotkań z jego osobą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Ludzie na walizkach" to jedyna książka Hołowni, jaką przeczytałam - może i wreszcie czas na te Tabletki... A co do Hollyfood to skoro mówisz, że trza by spuścić powietrze, to chyba jednak na razie nie sięgnę... ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka faktycznie razi :D Jakoś nie mam przekonania do tej książki, tym bardziej, że Hołowni nic nie czytałam, więc wolałabym zacząć od czegoś bezpieczniejszego :) Też lubię go słuchać w tv, ale taki lekki styl w pisaniu? Niee, coś mi tutaj też zgrzyta.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie lubię książek sławnych osób, i te wtrącenia o innych osobach- też rzadko oglądam tv, po co mam się zastanawiać o kim mowa?

    OdpowiedzUsuń